The High End of Low (by Bungle)

Po raz drugi w moim życiu miałem okazję doświadczyć najlepszego okresu w życiu fana – czekania z wypiekami na twarzy na nowy album swojego ulubionego (czy też jednego z ulubionych) artystów. Oczekiwaniu towarzyszyło oczywiście szybsze bicie serca na wieść o jakimkolwiek zdjęciu, kilkusekundowym fragmencie nowej płyty czy też nieznaczącej plotce.
Poprzednim razem niestety zawiodłem się ostatecznym efektem. Płyta ?Eat Me, Drink Me” zachwyciła mnie podczas pierwszego przesłuchania, jednak już po kilku dniach zacząłem odkrywać jej słabe strony. Każde kolejne odtworzenie płyty było coraz bardziej nużące. Nie wiedziałem jednak, co powoduje to zmęczenie i znudzenie.
Uświadomiło mi to dopiero przesłuchanie nowej płyty zespołu – The High End of Low. To, czego zabrakło poprzednim razem, na nowej płycie od razu zwróciło moją uwagę – powrócił drugi plan, bogate dźwiękowe tło. Sądzę, że nie będzie przesadnym stwierdzenie, że to właśnie ten element był jednym z tych, które zapewniły długowieczność takim płytom jak ?Mechanical Animals” czy ?Holy Wood”.
Już podczas pierwszego kontaktu z nowym dokonaniem zespołu zachwyciło mnie bogactwo drugiego planu – rozmaite odgłosy, sample, szepty. Dzięki temu przy każdym kontakcie z ?The High End of Low” odkrywam kolejną warstwę dźwięków.
Niewątpliwie jest to również zasługa doskonałej produkcji i niezwykle selektywnego brzmienia. Moją uwagę przykuła przede wszystkim potężna sekcja rytmiczna, szczególnie gitara basowa, której brzmienie nigdy jeszcze nie było tak monumentalne ani tak klarowne, co słyszymy chociażby w takich utworach, jak ?Devour” czy ?I Want to Kill You Like They do in the Movies”.
Nie tylko warstwa instrumentalna robi wrażenie – Manson jako wokalista dokonał wielkiego postępu. Jego głos nie był tak silny od lat. Również pod względem wokalnej różnorodności jest zdecydowanie lepiej, niż jeszcze kilka lat temu. Na ?The High End of Low” możemy doświadczyć wszystkich odcieni głosu Mansona, czego doskonałym dowodem jest chociażby początek utworu ?I Have To Look Up Just To See Hell” – czegoś takiego w wykonaniu tego artysty jeszcze nie było mi dane usłyszeć!
Różnorodność panuje też wśród samych utworów. Na nowym albumie zespołu znajdziemy zarówno ciężkie, agresywne kompozycje (np. ?Pretty as a $” czy ?Blank and White”) jak i piękne, pełne emocji ballady, których doskonałym reprezentantem jest ?Running to the Edge of the World”. Bardzo ciekawym rozwiązaniem okazało się połączenie fragmentów spokojnych z dzikszymi i bardziej energetycznymi, co słyszymy chociażby w ?Devour”, który zaczyna się niewinnie, jednak – jak się okazuje – jest to tylko cisza przed burzą. Uwagę zwraca również mnogość elementów wcześniej niespotykanych na albumach tego artysty – w wielu miejscach słyszymy dość eksperymentalne gitarowe zagrywki oraz elektroniczne brzmienia, których próżno szukać na poprzednich dokonaniach grupy. Najjaskrawszym przykładem jest utwór zamykający ?The High End of Low”, który jest zdecydowanie najbardziej nietypowym elementem nowego wydawnictwa.
Sądzę, że nie będzie przesadą stwierdzenie, że jest to powrót w wielkim stylu. Wierzę również, że powrót do składu Twiggy’ego Ramireza i wydanie tak udanej płyty zwiastują zupełnie nowy rozdział w historii Marilyn Manson.
– Bungle
