The High End of Low (by Bonku)

26 mają Marilyn Manson postawił objawić światu swoje kolejne grzechy. Tytuł ?The High End Of Low” zdawałoby się przypuszczać, uwieńcza karierę muzyka lecz to tak naprawdę przynęta, na którą Pan Manson może złowić kolejną rzeszę ludzi (tak jak robił to w XX wieku). Album jak na razie promował utwór ?We’re From Amerika”, który był swego rodzaju internetowym singlem. ?Płyty CD to już umierająca technologia” – mówił Trent Reznor udostępniając po raz pierwszy swoje kawałki w internecie zamiast na standardowej CD. Bez złudzeń widać, iż Manson postanowił postąpić podobnie, lecz na miarę możliwości ostrożnie wydając właśnie e-singiel. Kolejnym oficjalnym wydaniem promującym nową płytę był kawałek ?Arma-Goddamn-Motherfukin’-Geddon” – utwór o przerażająco złowieszczym tytule zaskoczył naprawdę wszystkich. Nasuwały się pytania: Czy nowa płyta znowu narobi szumu? Czy po niepostrzeżenie wydanej Eat Me Drink Me, stanie się armagedon? Cisza przed burzą? Czy zespół Marilyn Manson znów w składzie w Twiggim Ramirezem (jedna z najważniejszych postaci w historii zespołu, która przed paroma laty odeszła z zespołu – przyp. Autora) wywoła Sturm und Drang? Nawarstwiające się pytania poniekąd mogły znaleźć odpowiedź w teledysku do ww. kontrowersyjnego utworu. Obraz ten, był kolejnym elementem promocji nadchodzącego albumu, który wciąż nie miał kształtu i określonego smaku. Wideoklip ociekający Mansonem jakiego już znamy miał pokazać, że tamtych chwil już nie ma. Sam zainteresowany zresztą powtarzał, że rzuca w przepaść swoje poprzednie ?ery” i zaczyna coś, co tak naprawdę pokaże jego wnętrze…
?Devour” otwierający piętnastoelementowe dzieło, od pierwszych sekund ukazuje wnętrze Mansona, a to dopiero początek… Świetny opener albumu zaczynając spokojnie zmienia się w bestię, która już tylko korzysta z możliwości mocy przeobrażając się w ?Pretty As A Swastka”. Miłość i nienawiść – czyli porządek znany z albumu Antichrist Superstar zaczyna władać albumem.
Kolejny utwór sam zatrzymuje ten niebezpieczny ciąg głosząc ?what ever doesn’t kill you is gonna leave a scar”. Kawałek przyjemny dla ucha i typowo singlowy ale nie u Mansona… Podążając w wolniejszym rytmie rozpoczyna się ?Four Rusted Horses”. Pełen dystansu do siebie, a jednocześnie szyderstwa z innych artysta wyraża słowami ?everyone will come to my funeral to make sure that i stay dead”. Marilyn Manson bardzo dobrze wie, jaką ścieżką kroczy i doskonale to wykorzystuje, czego potwierdzeniem może być kolejny track: Arma-Goddamn-Motherfukin’-Geddon. Nie grzesząc można powiedzieć, że kawałek jest jednym z najlepszych jakie kiedykolwiek ten zespół stworzył. ?Blank And White” – czyli szósty utwór ?Dna Den” zmusza do śpiewania swoim tekstem, rytmem i aurą jaka tworzy się wokół urządzenia odtwarzającego ten właśnie kawałek. ?lets make sure the music is loud enough we won’t even hear it end” – i nic więcej nie trzeba dodawać. Po energicznym kawałku musi być wolniejszy – mawiano od zawsze i oczywiście w tym przypadku również trafnie. ?Running to the Edge of the World” to ballada rockowa na jaką każdy fan Mansona zawsze czekał, choć niektórzy bali się to wyznać… Słuchając tego utworu chciałoby się biec nie tylko z muzyką ale i z samym inicjatorem tej wspaniałej przygody. Kolejną kompozycją Manson pokazuje, że ten kawałek z kolei, to rzecz, którą to On zawsze chciał nagrać (nakręcić?). Mowa oczywiście o dziewięciominutowym spektaklu jakim jest ?I Want to Kill You Like They Do in the Movies”. Brian Warner nie byłby sobą, gdyby nie spróbował czegoś nowego, tak więc ?Wow” rodzi się w jego głowie jako nowa koncepcja muzyczna, z którą jak słychać – nie chciał czekać. Jest to człowiek, który naprawdę wie, po co robi daną rzecz i również tu, odkryć można cele ujęte w tak prostym tytule i już nie tak wymownym tekstem. ?Wight Spider” w polocie albumu przelatuje bez sensacji, choć nie jeden jeszcze cofnie się do tej kompozycji i posłucha tekstu… W ?Unkillable Monster” czarno na białym widać, że Manson wyraża żal w swój własny znany już fanom sposób. Nie przekreśla to w żaden sposób utworu, gdyż wiele ludzi pokochało tego muzyka za takie właśnie teksty… Natomiast ?We’re From Amerika” jest antymamerykańską (zapewne gdyby MM tworzyli w Polsce tytuł brzmiałby We’re From Poland i byłby sztandarem zbuntoanej młodzieży – ale z drugiej strony już nie te czasy…) pieśnią, która być może znowu narobi choć trochę hałasu wokół powrotu zespołu, a o to właśnie chodzi. Następnym z kolei kawałkiem jest?I Have to Look Up Just to See Hell”, który dobitnie próbuje wyjaśnić tytuł albumu… Po tym bralczykowym wywodzie znajduje się miejsce na ?Into The Fire”, bardziej otwartym i zmierzającym do skłonienia słuchacza do namysłu. Płytę wieńczy piętnasty utwór o tytule takim, jaka jest jego liczba na płycie. Wiedząc, że Manson miał zawsze upodobania do liczby 15 jestem skłonny napisać, że być może jest to fragment wielkiej układanki, której jeszcze w ogole nikt nie spostrzegł, a którą MAR1LYN MAN5ON tworzy latami. Mały potworek, który wie, że ma władzę, ludzi i jest nie do zabicia.
Nikt nie wiedział jakiej płyty ma się spodziewać i pewnie dalej nie wie nic poza tym, że nowy krążek wgniata go w ziemię. Spokojnie człowieku – jak się pozbierasz, wszystko powoli zrozumiesz. Marilyn Manson wciąż lata wysoko, a że czasem za wysoko, to już problem społeczeństwa.
– Mariusz Bonkowski (Bonku)

Hehe ^^
Ehehehe, jak teraz to czytam, to widać jak na dłoni, że po pijaku i naprędce