Stodoła, Warszawa (2009)

Support: Esoterica
Liczba widzów: ok. 2000
Strona obiektu
Strona na Lastfm
Setlista:
- Intro
- Cruci-fiction in Space
- Disposable Teens
- Pretty As A Swastika
- Irresponsible Hate Anthem
- Four Rusted Horses (Opening Titles Version)
- Devour
- Dried Up, Tied and Dead to The World
- Coma White / Coma Black (Medley)
- We?re From America
- The Dope Show
- Rock is Dead
- Sweet Dreams / Rock N Roll Nigger (Medley)
- If I Was Your Vampire
- The Beautiful People
21 sierpnia 2009 roku agencja Live Nation niespodziewanie ogłosiła, że na 17 listopada planowany jest w warszawskiej Stodole koncert Marilyn Manson. Zaskoczeniem dla wielu fanów okazała się wysoka cena biletu (176 zł). Było to spowodowane ostrożnością agencji, która biorąc pod uwagę własne doświadczenia z 2003 roku postanowiła umieścić wydarzenie w obiekcie o pojemności nie przekraczającej 2000 ludzi. Jak się okazało, zupełnie niepotrzebnie — w połowie września bilety były już wyprzedane. Raz na jakiś czas pojawiały się w sprzedaży niewielkie (po kilkanaście sztuk) zwroty z rezerwacji. Było to jednak za mało, jak na tak duże zapotrzebowanie. Tymczasem na “czarnym rynku” ceny biletów osiągały podwójną wartość swej ceny wyjściowej. Pytanie czy tak duża popularność Mansona brała się z tak dużej liczby wielbicieli, czy też z ciekawości ludzi, którzy zapragnęli zobaczyć kuriozum, o którym tak często słyszeli.
Koncert odbył się w zaplanowanym terminie, bez problemów, prostestów, a nawet bez specjalnego zainteresowania mediów. Połowa fanów czekała na swego idola ponad sześć lat, podczas gdy dla drugiej połowy była to pierwsza okazja do zobaczenia go na żywo. W połączeniu z pasją i oddaniem typowym dla polskiej widowni, wytworzyło to mieszankę energii, która zaskoczyła samego Mansona. Nie wspominając o gestach takich jak “Akcja $$“, czy chóralne wykrzykiwanie jego imienia w różnych konfiguracjach rytmicznych. Wielu fanów uznało koncert za najlepszy koncert swojego życia.
RECENZJE
Paweł Piotrowicz, Onet.pl — Sztuczne oddychanie
Co można przeczytać w sieci na temat Mansona? Na przykład to, że wcielił się Paula w serialu “Cudowne lata”, operacyjnie usunął sobie żebro i gra kiepskie koncerty. Cóż, wszystko to nieprawda. Obawy jeśli chodzi o to ostatnie jednak były. Z trasy promującej siódmy album zespołu Briana Hugha Warnera “The High End of Low” dochodziły niepokojące wieści. Fani pisali, że ich ulubieniec nie zawsze jest w wysokiej formie wokalnej. Co więcej, strzela na scenie fochy, a zespół gra bez pasji i polotu, mimo powrotu do składu basisty Twiggy’ego Ramireza, obecnie obsługującego gitarę. Na szczęście koncert w Stodole, pierwszy w Polsce od sześciu lat [czyli od poznańskiej Areny ? Onet.pl], niczego takiego nie potwierdził. Nie oznacza to, że nie był pozbawiony wad.
Największa to samo miejsce jego organizacji. Można zrozumieć, że koniunktura na Mansona już nie taka jak kiedyś [mimo iż "The High End of Low" wylądował na 4. miejscu listy Billboardu], ale umieszczanie go w mogącej pomieścić około 1800 osób Stodole to chyba trochę zbyt daleko idąca ostrożność. Zwłaszcza że chętnych było znacznie więcej. Dzięki temu wieczór miał zdecydowanie bardziej elitarny charakter, ale ścisk, jaki panował w samej sali, można porównać chyba tylko z marcowym Opethem. Innymi słowy, nie dało się wcisnąć nawet szpilki. Sama rozpiętość wiekowa fanów dość znaczna ? oprócz osób grubo po trzydziestce sporo małolatów z rodzicami. Manson to Manson, więc wielu z nich stosownie na tę okazję poprzebieranych i umalowanych. Można się było poczuć jak na rewii mody, choć trochę za dużo w niej tandetnego lateksu.
Sam koncert, po żywiołowym, ale fatalnie nagłośnionym wstępie brytyjskiej Esoterici, nazywanej “objawieniem ciężkiego rocka”, wystartował dość niemrawo. Puszczono tyle dymu, że podczas pierwszego utworu “Cruci-Fiction in Space” nie było widać niczego oprócz czerwonych laserów miotanych po publiczności przez samego mistrza ceremonii. Na początku raziły też trochę zbyt długie przerwy między utworami, ale na szczęście szybko ten problem wyeliminowano. Reszta poszła już bez zgrzytów. W ciągu półtorej godziny Manson zaserwował nam emocjonującą miksturę utworów z nowej płyty i mniej lub bardziej znanych z poprzednich. Z tych pierwszych największe wrażenie zrobiła “Pretty as a Swastika”, przy której kilkudziesięciu fanów wyciągnęło w górę karteczki z logo “dolarowej swastyki”, co zrobiło na Marilynie kolosalne wrażenie. Z drugich najbardziej podobały się skoczny “Disposable Teens”, “The Dope Show” z obowiązkową przebieranką i rzucaniem gadżetów, cover Eurythmics “Sweet Dreams” i zagrany jako drugi bis “The Beautiful People”. Ale właściwie na wszystkie kawałki reagowano bardzo entuzjastycznie, włącznie z dość toporną przeróbką “Rock ‘n’ Roll Nigger” Patti Smith. Atmosfera była tak gorąca, że przed wykonaniem “The Dope Show” Manson musiał skorzystać z maski tlenowej.
Jeśli w zespole coś się od poprzedniego koncertu w Polsce zmieniło, to przede wszystkim lider. Niby to ten sam Manson ? czarna owca popkultury, dekadencki hermafrodyczny dziwak, w przebraniu kosmity, androida czy antychrysta. A jednak w tym groteskowym entourage?u znacznie więcej dziś przystępności. Nigdy wcześniej Warner nie nawiązywał tak bezpośredniego kontaktu z publicznością ani jej nie komplementował. ? You are the best fucking crowd in the world! ? krzyczał. Czy szczerze? Na to wyglądało. Przy okazji nie zapomniał, jak się podkręca atmosferę. W trakcie “Irresponsible Hate Anthem” owinął się polską flagą. Potem zawstydzał Twiggy’ego homoseksualnymi aluzjami, a pod sam koniec zachęcił wszystkich, by pokazali osobom stojącym na balkonie palce, bynajmniej nie wskazujące. Na chwilę doszło jedynej w swoim rodzaju wymiany uprzejmości.
Nie był to koncert, który obfitowałby w jakieś szczególne wizualne fajerwerki. Wątpliwe też, by przekonał do Mansona tych wszystkich, którzy traktują go głównie jak popkulturową ciekawostkę z przeszłości. Nie zmienia to faktu, że usłyszeliśmy kawałek dobrego ciężkiego rock’n'rolla bez pretensji do zmienienia świata, w wydaniu kogoś, komu udało się ten świat kiedyś naprawdę zawojować.
PS. Tym razem obyło się bez różańcowych protestów wiadomego elektoratu. Jak widać lucyfer ze swoją świtą na dobre przeniósł się do PO.
Krzysiek Kramarz, Moje Miasto — Marilyn Manson: bez kontrowersji i wpadek
Tym razem nikt nie protestował. Koncert Marilyn Mansona w Stodole oparty był na muzyce, a nie prowokacji. Kontrowersyjny artysta chwalił polską publiczność i owinął się polską flagą. Jeszcze kilka lat temu, przeciwko przyjazdowi Marilyn Mansona protestowali samorządowcy i politycy w Katowicach, którzy zakazali artyście występu w Spodku. Koncert przeniesiono wówczas na warszawski Torwar. Wczoraj Manson wystąpił ponownie w Warszawie. Udowodnił, że potrafi dać dobry koncert opierając się wyłącznie na muzyce i własnej charyzmie, bez uciekania się do prowokacji i szokowania.
Przed występem głównej gwiazdy wieczoru na scenie pojawił się suport ? młody nu metalowy zespół Esoterica, któremu udało się porwać tłum. Jednak po kilku utworach, publiczność zaczęła domagać się Mansona. Po kilkunastu minutach na scenie spowitej dymem pojawił się Marylin Manson wraz z zespołem, do którego po kilku latach przerwy wrócił Twiggy Ramirez. Obaj artyści wydawali się doskonale bawić w swoim towarzystwie. Czuć było bijącą ze sceny charyzmę i doświadczenie. Manson zaprezentował utwory z praktycznie wszystkich płyt, z naciskiem na najnowszą, ?High End of Low?. Pominięty został tylko pierwszy album ?Portrait of an American Family? i uznawany przez fanów za najsłabszy ?The Golden Age Of Grotesque?. Każdy utwór był śpiewany przez widzów, za co Manson odwdzięczył się, twierdząc, że Polska śpiewa najlepiej. To nie był jedyny polski akcent. Przez chwilę, artysta stał na scenie owinięty biało-czerwoną flagą, a na zakończenie koncertu stwierdził z typowym dla siebie wdziękiem: ?Warsaw fucking rocks?.
Koncert można uznać za bardzo udany, nie sposób jednak nie zauważyć jak bardzo Marylin Manson zmienił się w ciągu ostatnich lat. Nie obraził nikogo, poza byłym prezydentem USA Georgem W. Bushem, a akcesoria takie jak biblia, z której dziesięć lat temu wyrywał kartki, zastąpił laserami i konfetti. Być może to kwestia wieku. Manson ma już bowiem 40 lat, co jak na gwiazdę rocka jest wiekiem zaawansowanym. Świadczyć o tym może fakt, że w środku występu artysta zażył dawkę czystego tlenu, żartując, że to kokaina. Zmiana wizerunku nie zmieniła jednak pozytywnych opinii na temat koncertu. ? Było świetnie, podobała mi cała atmosfera i to, że zagrali prawie wszystkie moje ulubione piosenki ? podsumowuje Kasia, studentka SGGW.
Łukasz Dunaj, Interia.pl — Wszystkie dzieci Mansona
Chociaż spektakularna kariera enfant terrible popkultury chyli się powoli, acz nieuchronnie ku końcowi, w Polsce Marilyn Manson wciąż ma status gwiazdy mrocznego rocka. We wtorek (17 listopada) artysta wystąpił w stolicy. Biletów na warszawski koncert zabrakło już na kilka tygodni przed planowaną datą wydarzenia. Ceny na portalach aukcyjnych mroziły krew w żyłach, a i tak zapotrzebowanie zdecydowanie przerosło gabarytowe możliwości klubu. Wewnątrz Stodoły panował niemiłosierny ścisk, a takiego krzyko-pisku, jaki towarzyszył momentowi zgaszenia świateł przed rozpoczęciem show, dawno nie słyszałem.
Koncert rozpoczął się znakomicie pod względem dramaturgicznym. Kiedy opadła czarna kurtyna, scena spowita była tak gęstym dymem, że nie było widać przebywających na niej muzyków. Mrok rozświetlały tylko czerwone wiązki laserowych świateł, generowane z… rękawic Mansona. Znakomity efekt został spotęgowany ciężkim, apokaliptycznym “Cruci-fiction in Space” z albumu “Holy Wood”. Gdy zabrzmiały pierwsze takty następnego “Disposable Teens”, światła wręcz eksplodowały, oślepiając wszystkich. Już wtedy stało się jasne, że polska publiczność będzie jadła Brianowi Warnerowi z ręki.
Widząc ekstatyczne reakcje tłumu, Manson kokietował nas specyficznymi komplementami. Dowiedzieliśmy się, że jesteśmy lepsi niż seks analny, że przypomnieliśmy mu jak zaje****y jest rock’n'roll i że Warszawa jest najlepszym przystankiem dotychczasowej trasy promującej “The High End of Low”.
Podczas “Pretty As A Swastika” fani przygotowali happening – swoją drogą od jakiegoś czasu to dość zaraźliwa moda – wyciągając przed siebie kartki z namalowaną quasi-swastyką. Spokojnie, elementów nazistowskich nie było w tym ni grama. To już tak rozczuliło kontrowersyjnego wokalistę, że owinął się w polską flagę, mając przy okazji na głowie hełm stylizowany na niemiecki, co wyglądało dość groteskowo.
Przebieranek było zresztą bez liku. Kapelusz i czarny płaszcz podczas znakomitego “Four Rusted Horses”, peleryna z latarkami w miejsce oczu w trakcie “Devour”, nie wspominając o różnych wariantach mikrofonów: z mikrofonem-nożem w “If I Was Your Vampire” na czele.
Ekscesy? Tych zabrakło, bo kogo teraz mogą szokować niewinne historie typu: plucie do kapelusza i zakładanie go sobie na głowę, dotykanie się po genitaliach z gitarzystą Twiggy Ramirezem (żeby nie było; poprzedzone żarliwym wyznaniem Mansona o wielkiej miłości do swojego “największego przyjaciela”). Na pewno ciekawym momentem była dziwaczna pantomima poprzedzająca “The Dope Show”, w czasie której techniczny zakładał wokaliście maskę tlenową, co mogło być elementem show, ale wyglądało raczej na faktyczną potrzebę, bo w pewnym momencie Manson zaczął wyraźnie niedomagać wokalnie.
Właściwą cześć koncertu zakończyła coverowa petarda złożona z “Sweet Dreams” Eurythmics i “Rock’n'Roll Nigger” Patti Smith, a na bis zaserwowane zostały wspomniane już “If I Was Your Vampire” i oczywiście “The Beautiful People” z finałem w postaci deszczu konfetti i serpentyn.
Żeby dołożyć łyżkę dziegciu do słoja miodu, należy wypomnieć, że koncert Marilyn Manson nie trwał nawet półtorej godziny, przerwy między utworami były drażniąco długie, a motoryczny przebój z ostatniej płyty “We’re From America” w wersji na jedną gitarę wypadł szokująco anemicznie.
Na pewno zawiedli się też ci, którzy liczyli na rozpasanie scenograficzne. To już nie czasy rozmachu “Guns, God and Government Tour”, która w 2001 roku zahaczyła również o Warszawę, wywołując święte oburzenie wszelkich możliwych autorytetów moralnych.
NAGRANIA WIDEO
Cruci-Fiction In Space

Disposable Teens

Pretty As A Swastika

Irresponsible Hate Anthem

Four Rusted Horses

Devour

Dried Up, Tied and Dead to the World

Coma White / Coma Black

We’re From America

The Dope Show
Rock is Dead

Sweet Dreams / Rock N Roll Nigger
The Beautiful People

MATERIAŁY TV
ZDJĘCIA
Lista obecności:
666, abc, Amorphis Herd, Amov, ApeOfGod, Arate, Azazello, b., Believer.etc, b0l3c, Boryslaw, Brch, Bullsik, Carlos_mks, countto6anddie, darling, Dilek, dissociative, Edvvardo, Endrju555, Emek, Gregor, Griffith, grizzly, grrruha, goth4you, gwiazda142, jakubm668, japol, KKK, klaustrofobia, Lola, madeleine, magnieszka92, Marilyn, Mikela, Mitsu, mirage, Miss Twiggy, mKnaf, mmanson6669, Mofu, Montacz, Mr. Irresponsible, Mnsn.etc, Nathalie, natqa666, panicz, pheronike, Pitaszek22, ponura666, Salandra, sanchezz, Sasa, Scarab_Bonku, Selena, Szynex_ex, theMMoth, t10, Tajemniczy, Tila, Toksyczny_Cukierek, Twiggins, Voltrex, WeeD, willy_wonka, Wrozka.





























No Ładnie to zrobiliscie
Recenzje:
1. http://www.lastfm.pl/user/burlesk15/journal/2009/11/17/364t2a_manson_ponownie_w_polsce!_by%C5%82o…
2. http://muzyka.onet.pl/10173,1585326,wywiady.html
3. http://www.dziennik.pl/kultura/muzyka/article484483/Marilyn_Manson_Warszawa_jest_najlepsza_.html?service=print
Pierwsza moja, reszta jak widać z neta.
szkoda tylko że tak mało profesjonalnych zdjęć ;/
Link We’re From America video prowadzi do Dried Up.
Poprawiłem. Jakby się zdarzyły podobne błędy, to mówcie.
Swoją drogą – potrzebna jakaś dobra i całościowa wersja WFA lub Devour, bo brak. To samo z Intro i Cruci-fiction.
Nie ma video do Wampira. Więc podaję linka do nagrania Panicza:
http://www.youtube.com/watch?v=L0R3H8ErAfc
Może jakościowo nie powala. ale wydaję mi się że, przynajmniej takie powinno być. Bo zdaje się że, nikt inny tego nie ma
@Dilek: Walcze obecnie o calosc materialu nagranego profesjonalnie, ale nie liczylbym na cuda.
Daje zdjęcie do mojej kostki od Andyego
http://p0.grono.net/90/90154/90154301.jpg
Mój stuff, kręcone komórką 2 piksele, więc bez rewelacji:
http://rapidshare.com/files/312106200/Intro_Cruci-Fiction_in_Space.mp4
http://rapidshare.com/files/311243986/Irresponsible_Hate_Anthem.mp4
http://rapidshare.com/files/311239567/If_I_Was_Your_Vampire.mp4
http://rapidshare.com/files/311234944/Four_Rusted_Horses.mp4
http://rapidshare.com/files/311222124/Coma_White-Coma_Black.avi
http://rapidshare.com/files/311214571/We_re_from_America.avi
http://rapidshare.com/files/311208452/The_Dope_Show.avi
http://rapidshare.com/files/311202527/Sweet_Dreams-Rock_n_Roll_Nigger.avi
http://rapidshare.com/files/309871087/Dried_Up__Tied_Up_and_Dead_to_the_World.avi
http://rapidshare.com/files/309862694/Rock_Is_Dead.avi
http://rapidshare.com/files/309857336/Devour.avi
http://rapidshare.com/files/309852437/Pretty_as_a_Swastika.mp4
http://rapidshare.com/files/309847488/The_Beautiful_People.mp4
btw, powinno być Dried Up, Tied and Dead to the World
No dobra ludziska, wszystko jest mega zajebiście zrobione, zdjęcia i filmy – TYLKO GDZIE JEST DO CHOLERY ZDJĘCIE MANSONA W POLSKIEJ FLADZE! Ja widziałem mnóstwo fleshy w tym momencie i nikt z was nie pofatyguje się z tym by to tutaj dodać! No come on!
masz tutaj Mansona w Polskiej fladze:
http://lh5.ggpht.com/_J5qUd_Nrd3o/SwXIqFe_p4I/AAAAAAAAAUM/4tbPEFYWIt8/mm32.jpg
a mnie zastanawia tylko że w żadnej recenzji nikt nie zwrócił uwagi na to że jednak spalił biblię xD czyżby jakaś tajemnica?
ja mam z aparatu pare dobrych filmików… ;D
The Beautiful People
Sweet Dreams
jak wyzywa sie z tWiggim ;p
jak tłum wykrzykuje MANSOn MANSON!!
i cos tam jeszcze
3 min. Vampira
tylko niewiem jak wam to przekazać ;[
Zgłaszam obecność!
Również zgłaszam obecność
Możesz mnie wpisać na listę obecności, Bulls. Z góry dzięx.
Bulls – zglaszam obecnosc!!! z gory dzieki
A o zabraniu czyjegos telefonu i wyrzuceniu na koniec sali, rzucenie piwem w publicznosc w 1 rzedzie z prawej strony itd. to nie wpomnieli ;p
Mógłby ktoś wrzucić paczkę ze wszystkimi zdjęciami łącznie onet, wp, cgm itp. ? Bo dysk mi padł i wszystkie materiały związane z koncertem poszły w piiii****
((Hejka, postanowiłem podzielić się z Wami moją relacją. Miłej lektury.))
Mechaniczny Mesjasz
Udało mi się! Wcisnąłem się tam. Scena stoi kilka metrów ode mnie. Ale tłok jest okropny. Nie mogę nawet sięgnąć do kieszeni. Nie mogę niczego. Powietrze robi się ciężkie i gorące. Bardo gorące. A ja mam czapkę na głowie. Pewnie jako jedyny na sali. Zapomniałem sciągnąć, jak oddawałem kurtkę do szatni. O k****! Znowu cisną! Mój kręgosłup. Mój telefon. Ouuuu! Gdybym odwrócił się do tyłu i zobaczył rozgniatający publikę buldozer z Hannibalem Lecterem przy
kierownicy, nie zdziwił bym się ani trochę. Tłum cały czas napiera do przodu. Jest naprawdę spragniony Mansona. Staje się coraz bardziej głodny, coraz bardziej żarłoczny. Nie może dłużej
wytrzymać. Wielu fanów czekało na niego sześć lat. Niektórzy zobaczą po raz pierwszy. Czy wytrwam do końca? Czy wystarczy mi sił, aby nie dać się wypchnąć?
Sala wypełnia się białą mgłą. Jest ciemno. Leci powolna, hipnotyczna muzyka. Za kurtyną pulsuje czerwone światło. Za chwilę zaczną grać! Za chwilę ukrzyżują nas w kosmosie! Za chwilę wypijemy wino z jego głowy. Our Omega is almost here!
Struny wydają apokaliptyczny dźwięk! Ciężki powolny rytm, niczym marsz ku zagładzie, porywa całą widownię. Czarna kurtyna odrywa się, obnażając okrytą białym dymem scenę. Dwa tysiące gardeł wydaje jeden przenikliwy krzyk. Ale jakże wydaje się mizerny, kiedy wchodzi. Jego ponury, niski wokal. “This is evolution/ The monkey/ The men/ Then the gun”. Dym powoli rozprasza się. Na początku widać tylko zarys sylwetki. Potem wyłaniają się kolejne elementy. Tatuaże, smoliste włosy, grube kreski makijażu, długi nos. Moja twarz wykrzywia się w mimowolnym napadzie uśmiechu. Nareszcie widzę go na własne oczy. Nareszcie wiem, jak wygląda naprawdę. Oto stoi przed nami. Wysoki, chudy, niezwykle fotogeniczny. Każdy jego palec uzbrojony jest w długą, czerwoną wiązkę laseru. Raz rzuca się przed mikrofonem, innym razem porusza się powoli, jakby w scenicznym transie. Groteskowy Edward Nożycoręki, chcący pociąć nas na kawałki. Blow our hearts to pieces. Czasem zamykam oczy, żeby nie przejechał po nich tymi laserami. Czuję energię, przypływ świeżej siły. Już nic mnie nie boli. Znużenie mnie opuszcza. Cieszę się jak dziecko. Cały czas
wpatruje się w tego mutherfuckera. Przypomina ożyłe zdjęcie. Zlepek naszych zbiorowych pragnień. A także najskrytszych lęków. Bohater, którym chciał byś być i jednocześnie potwór którego się boisz.
Co się dzieje? Nie słyszę, co on gada. Słowa zlepiają się w niewyraźny metaliczny skrzek. Cholerne nagłośnienie. Ale wiem, co teraz zagrają. Wszyscy wiedzą. Przychodzi czas na nas. Na fanów. Teraz kolej na nasze show! Widownia wkracza do akcji. Kilkaset ludzi – a ja razem z nimi – wyciąga białe karteczki. Nie ma na nich
pentagramów, odwróconych krzyży. Tylko dwa symbole amerykańskiej waluty, połączone w taki sposób, że tworzą swastykę. Grafikę wymyślił Manson, aby w artystycznej formie zamanifestować związek między kapitalizmem i faszyzmem. Trzymam to w górze krzycząc z innymi: FIGHT, FIGHT, FIGHT! Marilyn jest zaskoczony. Chyba nie spodziewał się takiego zaangażowania. Na jego martwo białej twarzy dostrzegam mieszaninę zdziwienia i wdzięczności. Teraz już wiem,
że się udało. Jest naprawdę podkręcony. Naprawdę zapamięta ten występ. Podpaliliśmy lont. Więc teraz zacznie się Big Bang!
Lecimy przez kolejne utwory, jak przez kolejne światy. Tracę poczucie czasu! Nie pamiętam, co było przedtem. Nie wiem, co będzie później. Tracę poczucie rzeczywistości. Poczucie przestrzeni. Zdaje się, że sufit znika. Gdzie jesteśmy? W otchłani, w żołądku wieloryba, w czarnej dziurze? On the dark side of the moon?
Teraz czuję, że naprawdę żyję. Całym sobą. Istnieję tu i teraz. Odczuwam siebie, każdy miesień, każdą część swojego ciała. Odczuwam ich. Widzę go! Pochłaniam go. Znika wczoraj, znika jutro. Przestaje nieudolnie zastanawiać się nad wszystkim. Tylko trwam. W tych dźwiękach, w tym rytmie. W tym obrazie. Daję się ponieść
obłąkanej grze świateł. Epileptycznym błyskom stroboskopów. Zlewam się z bębnami Gingera, z rękami machającymi ku górze, z naćpanymi Mansonem dziewczynami, które przypominają postacie z trichloroetenowych halucynacji.
“Dried up tied and dead to the world” – tego kawałka mógł bym słuchać w nieskończoność. Zrodzony w zaszczanych nowoorleańskich pisuarach i cuchnących kokainą spelunach. Rakowa opuchlizna, którą Manson wypruł ze swojego ciała, by uczynić z niej jeden z
największych rockowych kawałków lat 90. Gwiazda wieczoru stoi z czarną gitarą poruszając się niczym mechaniczny mesjasz. Chociaż stoimy zgnieceni jak śledzie w puszce, próbujemy tańczyć razem z nim. Palić się razem z nim. Obciąć sobie wszystkie palce, aby zamienić je w zrolowane dolarowe banknoty. Czy będzie naszym
kochankiem, czy będzie naszym jutrem i naszą wiecznoscią jeśli damy Mu ten rock n’ rollowy haj? Pod koniec piosenki Manson oddaje gitarę fanom z pierwszych rzędów.
Przerwa. Scena jest pusta. K****! Znowu źle się czuję. Znowu prześladują mnie te myśli. Ponure, autodestrukcyjne trailery. Katastroficzne i irracjonalne. Czuje się w niebezpieczeństwie. Czuję, że coś mi grozi. Czy dojadę żywy do domu? A może ktoś
chlaśnie mi nożem po krtani i pier****** pod pociąg? Manson, wychodź! Wracaj! Manson, Manson, Manson – krzyczę razem z publiką.
Zbliża się koniec koncertu. Zostaję wypchnięty do tyłu! Wpadam w wir. Spocone ciała, płonące oczy, błyszczące skóry nabijane ćwiekami, wszystko to krąży wokół mnie. Zamykam oczy oddając się chwili. Próbuję przekrzyczeć muzyków, wycisnąć ostatnie kropelki potu. Chociaż nie mam już sił oddychać. Dawaj Pawel. Śpiewaj. Razem ze wszystkimi: The beautiful people/ The beautiful people. Jeszcze
trochę. Zrób to dla Niego. Dla sztuki.
Piskliwe głosy fanek wykrzykiwały kolejne zwrotki: “Capitalism has made it this way/ Old fashioned fascism’ll take it away”. Zostaję oblany wodą i śmierdzącym piwem. Połowa t – shirtu jest mokra. Na głowę sypie się nam śnieg z malutkich pasków bibuły. Robi się chaos. Muzyka przeradza się w mityczną kakofonię. Zespół znika ze sceny niepodziewanie. Bez pożegnania i wazeliniarskich podziękowań. Ale
entuzjastyczne krzyki nie ucichną jeszcze długo.
Mansonowi pielgrzymi wypełniają wszystkie zakamarki klubu. Jedni stoją w kolejce do szatni, inni czekają po piwo. Siadam na żelaznych schodach przy barze, obok innych nieznajomych. Wyglądamy jak zgraja czarnych wron, która pozajmowała cmentarne drzewa. Walające się wszędzie papiery przypominają ptasie łajno. Rozgniatane co
chwilę błyszczącymi glanami, sadomasochostycznymi kozakami na wysokich szpilkach i damskimi buciorami o podeszwach grubości cegły. Nie wiem, czy czuje się źle, czy dobrze. Ściągam czapkę. Zastanawiam się, co robić dalej. Jestem spocony, mokry. Na zewnątrz leje zimny listopadowy deszcz. Zaczynam analizować plotkę, jakoby zespół będzie rozdawał autografy. Kolejne marzenie zdaje się być bliskie spełnienia. Po chwili jednak coś sobie uświadamiam. Wstaję i kieruje się w stronę szatni.
Co z tego, że spotkał bym Mansona? Mógł bym zamknąć się z nim w jednej trumnie i wrzucić ją do oceanu. Jednak, czy potrafił bym złapać z nim kontakt? Czy potrafił bym go zrozumieć?
17.11.2009.
P. Snopkov
masz racje z Tym tłumem. stałem 2m od Mansona i po 7 piosence chciałem zeby koncert sie juz skonczył. zebra to mi odpadały i nogi ze zmęczenia wchodziły mi w Tyłek. Ale było zajebiście i Warto isc na jego spektakl! mam nadzieje ze przyjedzie jeszcze do nas. Jestem dobrej Mysli bo nawiązał z Nami DObry kontakt ;D heh szczególnie nie zapomne jego zdziwionej miny jak wyciągnelismy Dolarowe Swastyki
mmm
Po tej akcji $$ to na bank pewnie będzie chciał do Nas wrócić ;]
Filmik z Dried Up, Tied and Dead to the World został usunięty, oto nowy filmik:
http://www.youtube.com/watch?v=udQ2SeA5uco
A to filmik z If I Was Your Vampire którego brakuje: http://www.youtube.com/watch?v=L0R3H8ErAfc