2009-06: SuicideGirls.com
Marilyn Manson: The High End of Low
Na nowej płycie Marilyn Manson, ?The High End of Low?, która dogłębnie porusza zagadnienia miłości, nienawiści, zemsty, straty i rozpaczy, nie ma nic wymuszonego. Poza sceną, wielu uważa namiętność Mansona za żenującą, piosenkarz/autor tekstów jednak wszystko, co zmierza w kierunku apatii uważa z miejsca za ?bezwartościowe?. W związku z tym nie jest zaskoczeniem usłyszeć, że podczas nagrywania Manson i jego zespół dali z siebie wszystko, co zaowocowało albumem, który przywrócił go do formy, w jakiej nie był widziany od dziesięciu lat.
Bardzo osobisty na poziomie tekstów i bardziej melodyjny od poprzednich dokonań, album jest rezultatem bardzo oczekiwanego zejścia się Mansona i Twiggy Ramireza – ostatnim albumem studyjnym duetu był ?Holy Wood?, który ukazał się w 2000 r. Skład dopełnili wieloletni perkusista Mansona – Ginger Fish, i producent, perkusista i klawiszowiec Chris Vrenna z zespołów Nine Inch Nails i Tweaker (który dołączył do zespołu w 2004 r. kiedy Fish doznał urazu a po jego powrocie do zdrowia z perkusji przeszedł na klawisze).
Zejście się z Twiggy?m nie było jedynym pełnym emocji składnikiem ?The High End of Low? – okres nagraniowy, od listopada 2008 r. do stycznia 2009 r., zbiegł się w czasie z publicznym rozpadem związku Mansona z Evan Rachel Wood, z którą się spotykał po zakończonym małżeństwie z Ditą Von Teese. 15 utworów z płyty ułożone jest w kolejności, w jakiej zostały napisane i w ten sposób opisują emocjonalną podróż Mansona podczas tego bolesnego okresu.
SuicideGirls złapał Mansona w przededniu europejskiej trasy promującej nową płytę. Zapytany o nowy album, Manson ma trudność w oddzieleniu muzyki od emocji i wydarzeń, które kryją się za nim. Otwarcie mówi też o kryzysie osobowości, który został wzniecony przez całe to emocjonalne przejście i jego walkę o zrozumienie, kim dokładnie Marilyn Manson jest.
SG: Czytałam w wywiadach, że to bardzo autobiograficzny album. Czy przez to był trudniejszy do napisania?
MM: No cóż, bardzo ciężko było zabrać się do samego procesu pisania. Moje zejście się z Twiggym było prawdopodobnie bardziej dramatyczne niż się tego spodziewaliśmy… Ponieważ byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, braćmi, mieszkaliśmy razem. Nigdy nie mieszkałem sam. Zaczynałem od mieszkania w domu rodziców, jeżdżenia w trasę i hoteli i szczurów i dziur i Twiggy’ego i Nowego Orleanu a potem była seria nikczemnych kobiet, których nie warto wspominać. I sądzę, że w naszym życiu była ogromna pustka. To, co między nami zaszło to nie była nawet sprzeczka. To było coś bardzo głupiego a jeden z nas oczekiwał, że ten drugi zadzwoni następnego dnia by to zakończyć. Ale myślę, że wszystko dzieje się z jakiegoś powodu…Wpadliśmy na siebie w hotelu zupełnie przypadkowo i zobaczyłem, że wygląda tak, jak ja rok przed tym. Mój poprzedni album, “Eat Me Drink Me”, w dużym stopniu mówił o załamanej osobie. Tak naprawdę to nie chodzi o to, że nie lubię go czy też robi mi się smutno słuchając go, ale pewnie nie zagramy z niego nic. Być może zagramy “If I Was Your Vampire?, ponieważ jest to najpewniejszy utwór na płycie i ponieważ został napisany jako ostatni, chociaż na fizycznie na płycie jest pierwszym utworem. Oprócz kwestii osobistych różnicą pomiędzy nowy a poprzednim albumem jest to, że piosenki pojawiają się w kolejności, w jakiej zostały napisane. Nie wiem czy to dobre porównanie dwóch płyt, ponieważ jest mnóstwo różnic począwszy, oczywiście, od mojego zejścia się z Twiggym. Według mnie dokonał wielkich rzeczy. Nauczył się być takim właśnie muzykiem. Chodzi mi o to, że on zawsze był gitarzystą, ale nikt go nie widział w tej roli, ponieważ na koncertach zawsze grał na basie. Ludzie nie zdają sobie sprawy, że skomponował riff gitarowy do “The Beautiful People” i “The Dope Show”. W każdym razie, grał muzykę, która w końcu mnie przerażała, ponieważ podczas naszej rozłąki stał się innym muzykiem. Jako gitarzysta zastanawiałem się, dlaczego on od początku nie był gitarzystą? O czym my myśleliśmy? I jeśli chodzi o mnie, uważam, że nikt nie gra na basie lepiej od niego. Jego gitara basowa brzmi jakby grał na niej własnym kutasem. To najlepszy bas, jaki mógłbym sobie wyobrazić. Nikt nie gra w ten sposób. On po prostu błyszczy jako gitarzysta dojście do takiego poziomu ze śpiewem zajęło mi dużo czasu. Doświadczyłem swoistego rozpadu, skończył się jeden świat a inny tak jakby rozpoczął. To było jak umieszczenie Twiggy’ego w sytuacji gdzie stworzyłem styl życia, który opierał się na dużej izolacji i zależności od drugiej osoby. To nie był ten sam sposób, w jaki teraz postrzegam związki. Jest duża różnica pomiędzy słabością a pożądaniem, miłością a zależnością od kogoś…Osobą, której potrzebowałem w swoim życiu i wydaje mi się, że życie strasznie pomieszało mi szyki. Jednak gdybym tak naprawdę miał wybór, którego nigdy nie powinienem mieć, nie wiedziałbym, co powiedzieć – niesprawiedliwie jest tak mówić. Lecz przede wszystkim, to, co rzuciło mi się w oczy, co było ważne w moim życiu, to to, że zobaczyłem przyjaciela, którego nie widziałem od siedmiu lat a on mnie potrzebował. Nie chodziło o muzykę, on potrzebował mnie i żałuję, że nie miałem go, kiedy ja tak właśnie się czułem, kiedy moje życie się rozpadało, rozwiodłem się i wydarzył się cały ten bajzel. Cieszę się, że byłem wtedy przy nim, ponieważ jest dla mnie jak młodszy braciszek i ostatecznie zacząłem pisać pierwszą piosenkę.
SG: Mówisz o Twiggy’m jako bracie. Często rani się ludzi najbliższych sobie. To właśnie robią członkowie rodziny: kłócą się a potem godzą się.
MM: No cóż, masz tu rację. Inna tego strona to, i taką radę dostałem od jednego z moich idoli – Alejandro Jodorowskiego, reżysera, który miał na mnie wielki wpływ. Powiedział mi, ponieważ zawsze czyta mi tarota, i źle zrozumiałem, co mi powiedział…Nawet cytowałem to mnóstwo razy w wywiadach, ponieważ odczytał mi tarota i powiedział: ?W tym roku zbliżysz się ze swoim bliźniakiem.? Pomyliłem to z nieodpowiednim związkiem, ponieważ pod koniec roku pojawił się Twiggy. O to mu chodziło. Później sam mi to powiedział. To była moja głupota i prognoza, to, co chciałem zobaczyć, i to jest właśnie Twiggy. Ale można mieć obie rzeczy. Mogę być całkowicie oddany swojej sztuce, ale można kochać więcej niż jedną rzecz i są różne rodzaje miłości. Trzeba znaleźć właściwą osobę, która jest w stanie sprawić, że przestaniesz myśleć o swojej pracy, jeśli tylko chcesz użyć tego słowa. Ponieważ to trudne, kiedy jesteś artystą. Kiedy kończy się praca? Kto wie? Ale powinna się kończyć w chwili, gdy jesteś z osobą, z którą jesteś związany uczuciowo. Na takim etapie staram się obecnie znaleźć w swoim życiu. I to jest wyjątkowy etap, na jakim jeszcze się nie znalazłem. Aby do tego dojść musiałem zamieszkać sam, ponieważ nigdy wcześniej nie mieszkałem sam. Od listopada do 5 stycznie śpiewałem i pisałem słowa piosenek. I wyraża to, o czym właściwie jest ta płyta. Jest właśnie o tym moim doświadczeniu. Nie traktuje o jednej konkretnej rzeczy, jest raczej o stracie, o zrozumieniu straty. Gdy ktoś nie docenia pojęcia…Jeśli dzwonisz do kogoś i mówisz: ?Potrzebuję cię,? a oni mówią, ?Dobra. Będę u Ciebie, gdy będę mógł,? to ta osoba nie rozumie straty. Ponieważ ?gdy będziesz mógł? – to może się nie zdarzyć w ciągu 15 minut, i dowiesz się tego tylko tak, jak ja się tego dowiedziałem, gdy ktoś umiera lub coś tracisz, tracisz swoje pieniądze, tracisz wszystko. Teraz nie mam nic do stracenia, więc w pewien sposób nie muszę się niczego bać, co sprawia, że czuję się naprawdę groźny. A z drugiej strony to sprawia, że cenię rzeczy, które mam bardziej niż cokolwiek innego i będę walczył i zabijał za nie bez wahania. Jedyne, co mnie powstrzymuje to to, że nie chcę pójść do więzienia, ponieważ to powstrzymałoby mnie od bycia tym, czym chcę być, i nie chcę być codziennie ruchany w dupę. Chodzi tylko o to.
SG: Mówisz o tym jak wyrażasz stratę, ale jesteś przy tym bardzo rozłoszczony…
MM: Słyszysz tam złość?
SG: Według mnie przez większość płyty wściekasz się i to ostro.
MM: Tak z ciekawości, którą część płyty uważasz za wściekłą? Pierwsza połowę, środek, czy drugą?
SG: Więc w pierwszej części jest więcej złości niż w drugiej. Czy reprezentuje to emocjonalną podróż, w jaką się wybrałeś?
MM: Według mnie to niezwykłe. Dla mnie pierwsza część, to znaczy, rozumiem, w którym miejscu słyszysz złość. Ja odbieram to jako gorycz, ale w słaby sposób. Według mnie najłatwiejszą rzeczą jaką można zrobić to poddać się w szekspirowskim sensie tzn. “Ach, będę Cię zawsze kochać, świat nas nie akceptuje, umrzyjmy”. Teraz jest to dla mnie tchórzostwo. Porzuciłem takie właśnie myślenie, przystępując do pracy nad nowym albumem. W “Devour”, pierwszej piosence, ustalam fakt, że dostałem nauczkę, że mogę tam pójść, ale postanawiam nie iść ? i jest to prawdziwa historia. Piosenka jest o nikim innym jak tylko o mnie. Ta piosenka mówi o tym, że jestem gotów pójść tam. Jeśli ktoś mówi ?Kocham Cię dopóki nie umrzemy? ? Dobra, w takim razie zróbmy to. Ale teraz uważam to za tchórzostwo, tak więc piosenkę ?15? śpiewa inna osoba. Z całą pewnością się zmieniłem i zmieniłem się zasadniczo w trakcie powstawania tej płyty. Rozumiem, że w pierwszej części płyty słyszysz złość. Być może powinienem spojrzeć na nią z innej strony. Druga część płyty brzmi jak groźba. W pierwszej części płyty słychać jakby gniew, ale jest też gorycz, słabość i niepewność, z których bierze się gniew a nie groźba. Jest też wiara w siebie, która zaczyna się odbudowywać i wydaje mi się, że zaczyna to się z piosenką “Wow”. Ta piosenka przylepiła się do mnie na tyle, że wytatuowałem sobie jej tytuł na nadgarstku. Chciałem napisać piosenkę, która by przypominała, reprezentowała to, kim jestem i dlaczego w ogóle to wszystko zacząłem. Dla mnie ta piosenka jest śmieszna, ponieważ kiedy pierwszy raz słuchałem jej bez nagranego wokalu a sama muzyka jest absurdalna. Po prostu zaczęliśmy ją nagrywać i nie pozwoliłem nikomu zrobić tego, co powinni zrobić. Powiedziałem, “Włącz nagrywanie”. Kazałem Twiggy’emu grać na keyboardzie a sam zacząłem grać na jednostrunowej gitarze i miałem też mikrofon a kiedy skończyliśmy to pierwsze, co powiedzieliśmy było “Wow”. I to jest właśnie to. To jak ?Macarena? nonsensu i zamieszania i prawdziwie odzwierciedla to, do czego osiągnięcia zawsze dążyliśmy. Nie można podrobić takiego albumu jak ?The Idiot?, który jest jednym z moich ulubionych. Chodzi mi o to, że nie chcę jechać do Berlina i uzależnić się od heroiny, co jest zasadniczo historią, którą każdy zna, o ?The Idiot? i Bowim i Iggym Popie i Brianie Eno. Ale ta płyta ma taką atmosferę, która sprawia, że jest prawdziwa i tym właśnie miała się stać. Pozwoliłem jej być prawdziwą. Przestałem kwestionować czy poprawiać.
SG: Mówisz, że druga połowa albumu po ?WOW? jest groźbą, ale po ?WOW? jest ?I Want To Kill You Like They Do In The Movies?. To piosenka, której słowa, napisane w formie notatki i wysłane komuś, zapewniłyby ci sądowy zakaz zbliżania się do tej osoby.
MM: Z całą pewnością. Co ciekawe, przed zaśpiewaniem tych słów nie miałem ich nigdzie zapisanych. Miałem może jakieś skrawki pomysłów. Poszedłem do swojego pokoju, w którym mam krzesło, które nazywam kokpit – nie w fallicznym sensie, chociaż zasłużyło na to miano [gra słów: ?cockpit? to dosłownie dziura na kutasa - przyp. tłum.]. To krzesło było tak jak te z samolotu. Odchyliłem się do tyłu, lubię śpiewać leżąc na plecach, i objąłem dłońmi mikrofon ? nie powinno się go obejmować, ale tak samo jest ze mną ? nie powinno się mnie obejmować. A Chris Vrenna, który nagrywał, miał słuchawki. Tylko on i ja byliśmy obecni przy nagrywaniu… Chris miał za zadanie zapisywać moje słowa piosenki. Dyktowałem mu je a dla niego nie miały sensu. Tą piosenkę, dokładnie “I Want To Kill You Like They Do In The Movies” zaśpiewałem dwa razy. Pierwszy raz w listopadzie. Oryginalne wersja, którą chciałbym gdzieś umieścić, trwa 25 minut. Jest nieocenzurowana i nie edytowana i to właśnie wychodziło z mojej głowy od 3.45 nad ranem przez 25 minut. Doszło do tego, że kiedy skończyliśmy płytę postanowiliśmy, że nie chcemy powtarzać nagrań. Na CD nie ma wystarczająco miejsca na 25 minutową piosenkę, ale nie zgodziłem się na obróbkę, ponieważ była w niej czystość tego, co zrobiłem, która prawie emanowała. To jest prosto z mojej głowy. Tak naprawdę to nigdy nie słuchałem tego drugi raz. Słyszałem ją tylko podczas śpiewania. Skończyliśmy album, skończyliśmy 15 utwór w moje urodziny i później tej nocy, był nadal 5 stycznia, spytałem ile zostało miejsca na CD, który wystawią w Wal-Mart lub Target, lub gdziekolwiek kurwa sobie zechcą, co jest stratą czasu. Zostało 9 minut. Powiedziałem, “Kręć, zaśpiewam to”. I zaśpiewałem to, a to, co pojawia się na płycie jest jednym dokładnym wykonaniem. Wróciłem i dodatkowo nagrałem jak mówię. Ale jest to dokładnie pierwsza rzecz, która wyszła z moich ust. Nigdy nie słyszałem pierwszej wersji, która ma nieco inne słowa. Czułem, że ten album był czymś, co już zaśpiewałem i czymś, co już zrobiłem. W żaden sposób nie jest nieprzemyślany, frywolny czy też nonszalancki, jak właśnie powiedziałem obojętnie, co. Te właśnie pomysły spędziły w mojej głowie dużo czasu, nie chciałem tego robić tak, jak w przeszłości gdzie wszystko było zamierzone, gdzie jest zwrotka, gdzie jest refren, ta właśnie część zmartwi prawie wszystkich. Nie przejąłem się, gdy powiedzieli, ?I naprawdę chcesz umieścić 9 minutową piosenkę na płycie?? Powiedziałem, ?Co oni zamierzają z tym zrobić? Zwrócić? Mam to w dupie. To się dla mnie nie liczy. To jest piosenka, którą chcę zrobić.? Powrót do tego etapu był wyzwoleniem.
SG: Ten album jest bardzo szczery, prawie jakby słuchało się pamiętnika. Z całą pewnością to, przez co przeszedłeś było w dużej mierze na widoku publicznym, więc ludzie wiedzą, do czego się odnosisz, ponieważ to już tam jest. Czy było to dla ciebie katharsis? Mam na myśli to, że jednym z powodów, dla których ludzie piszą pamiętniki i przelewają swoje myśli i uczucia na papier jest to, że lepiej jest to z siebie wyrzucić – to pomaga ludziom iść do przodu. Czy ty też tego doświadczyłeś?
MM: Niezupełnie. Nigdy nie prowadziłem pamiętnika, ponieważ zawsze miałem uczucie, że nie wiem, co się z nim stanie po mojej śmierci. Nigdy nie byłem w stanie prowadzić pamiętnika. Pracując na tym albumem filmowałem i nagrywałem wszystko, każdą rozmowę telefoniczną, wszystko. Byłem jak Howard Hughes, ale bez pieniędzy. Uważasz, że płyta jest szczera, ja sądzę, że można ją niewątpliwie potraktować jako kłamstwo… ponieważ jest mocno skoncentrowana na tym, co mnie interesowało ? kino. Jest to po części fakt, że prawie zrezygnowałem z muzyki i chciałem skupić całą swoją energię na tworzeniu filmu. Mam zwyczaj otaczać się moimi przyjaciółmi, którzy są albo aktorami albo reżyserami lub też są związani z branżą, i pojawia się pytanie: Czy ja gram na tej płycie? Czy ją reżyseruje? A jeśli gram, to jest to tak metodyczne, że nie jesteś nawet w stanie zrozumieć, która osoba jest prawdziwa ? postać czy aktor? To naprawdę staje się zagmatwane. Nawet nie próbuje i nie kwestionuję tego. Uważam, że jeśli odtworzysz komuś tą płytę i, tak jak powiedziałaś, gdyby była ona wydrukowana na papierze, są dwie opcje; albo spotykasz dziewczynę, która uważa to za strasznie romantyczne albo wsadzają cię do szpitala psychiatrycznego, co w obu przypadkach wydaj się zabawne. Ale opowiem się za opcją romantyczną, ponieważ nie lubię kaftanów, które mają w psychiatrykach. Dupa ci wisi a żarcie jest niedobre. Już tam byłem.
SG: Taa, strój z rozcięciem z tyłu i pasami nie jest pociągający. Nie wygląda dobrze.
MM: Tak. Wolę sam się leczyć. Nie lubię, gdy lekarze mówią mi, co mam robić.
SG: Czy odseparowujesz się od postaci Marilyn Mansona? I gdy kamery nagrywały, czy to byłeś Ty czy postać, którą stworzyłeś, którą one filmowały?
MM: Wiesz, myślałem o tym. Oglądałem taki program, do którego w pewnym sensie się przywiązałem, nazywa się ?The United States of Tara? i jest o osobie z zespołem mnogiej osobowości. Rozbawił mnie. Program jest niesamowity, ponieważ ta osoba ma różne osobowości, które zakładają różne stroje i mówią w różny sposób. To jest takie dziwne. A teraz złapałem się na powiedzeniu tego i pomyślałem, ?Chwila, ja też tak robię.” ?Więc zacząłem rozważać ideę, tak, może jestem trochę szalony, ale co tam. Tak naprawdę to jeden nie istnieje bez drugiego. Nie możesz mieć tego cokolwiek podoba się ludziom we mnie czy też tego, co nienawidzą we mnie, bez tej części mnie, tej mojej drugiej strony, która jest tak bardzo skomplikowana, że muszą z nią walczyć o utrzymanie panowania tej innej strony. To jest właśnie walka w życiu, by znaleźć kogoś, kto to zrozumie i nie będzie się bał. Sadzę, że mój błąd z przeszłości polegał na tym, że spotkałem ludzi, którzy współczuli tego czy też ludzi, którzy są podobni a wtedy nikt nie panuje. To jak mały szkolny autobus – kiedy otworzą drzwi każdy biega samopas. To szaleństwo. Jestem w zupełnie innym miejscu i na tym głównie polegało tworzenie tego albumu. Zupełnie nie martwię się tym jak zostanie odebrany, kiedy jest już napisany i w sprzedaży. Brzmi to jak wypowiedź jakiegoś głupiego zespołu na temat katharsis i znaczenia sztuki i inne bzdury, i takie tam. To naprawdę proste, to nawet nie wyzwanie, jeśli mam być gwiazdą rocka to po same jaja. Tylko tak może być. Chcę szanować i próbuję i biorę się ze wszystkich swoich wpływów i chcę być czymś, co wywiera wpływ na świat. Chcę być czarnym charakterem. Każdy chce powiedzieć. ?Jak to jest być wzorem do naśladowania?? Dużo trudniej jest być pieprzonym wzorcowym czarnym charakterem. Wzory do naśladowania są manekinami, czarne charaktery stwarzają problemy a problemy są tym, co zmienia świat. Wszyscy artyści są czarnymi charakterami i tym właśnie chcę się stać. Oprócz tego, że będąc w związku myślę normalnie, doszedłem do tego, że nie chcę być dupkiem wobec dziewczyn w związkach. Ale myślę, że sam czynnik zagrożenia tego czy jestem, nie wiem, co sprawia, że mówię takie okropne rzeczy, które są odbierane jako słodkie i urocze. Mimo to zawsze mnie to zadziwia ponieważ staram się być bardzo nielubianym a to tylko przynosi odwrotny skutek.
SG: Mówisz, że starasz się być nielubianym. Ale, do jakiego stopnia jesteś więźniem własnego wizerunku? To, kim Marilyn Manson jest to bardzo silna i charakterystyczna osobowość…
MM: …Jestem więźniem własnych lęków, poczucia własnej wartości, i dlatego musiałem coś stworzyć… Stworzyłem nazwę Marilyn Manson i stworzyłem zespół nie posiadając nawet jednej piosenki. Nie miałem pomysłu, czym chcę się zająć i ten pomysł był tak potężny jak to, czym w końcu się zająłem.
SG: Ale musi być jakaś strona Marilyn Manson, która robi rzeczy nietypowe dla tej postaci, która uwielbia organiczne ogrodnictwo czy też powtórki ?I Love Lucy?.
MM: Oczywiście. Siedzę obok mojej kotki, Lily, i ona jest tą jedyną dziewczyną, jedyną dziewicą, jaką znam, i ona mnie kocha. Mam ją od siedmiu lat. I lubię oglądać filmy. Jestem romantykiem. Z jakiegoś powodu dziewczyny lubią to, co mam do powiedzenia. Bawi mnie to i zadziwia a czasami czuję się szczęśliwy. Czuję, że tym, co robię jest pisanie. Próbowałem być dziennikarzem, po prostu mi to nie odpowiadało. Więc w jakiś sposób skończyłem na pisaniu piosenek. I lubię też malować. Czuję, że tymi dwoma rzeczami mogę najlepiej komunikować się z ludźmi. Rozumiem jednak, o co chodzi z kwestią wizerunku… W pewnym momencie straciłem z oczu to, kim byłem zanim nagrałem ten albumu, a to jest naprawdę duży problem. To nie jest takie proste jak w przypadku, gdy jesteś tylko osobą z jedną tożsamością, wtedy Ok, masz kryzys tożsamości. Jeśli jesteś kimś, kto ma dwie, jedną dla obcych i ludzi, których nie znasz, a także dla ludzi, których znasz, a druga jest tylko dla ludzi, których znasz osobiście. Wtedy, w takim momencie, nie wiesz, kim jesteś. To prawie mnie zniszczyło, ponieważ nie wiedziałem, kim być. Nie wiedziałem, którą osobą być. Zrozumiałem, że jestem nimi wszystkimi. Nie można mnie opisać jako jedną albo drugą osobę. To może być na scenie jak i poza nią, to może być Brian Warner albo Marilyn Manson, to wszystko. To jest dokładnie wszystko. To jeden wielki film. Są w nim części, które są głupie i nudne, są części ekscytujące, pornograficzne, brutalne, są w nim części dramatyczne i budujące, jest w nim to wszystko. To jest tylko film i tylko w ten sposób mogę sobie z tym radzić. Nie mogę próbować określić się w kategoriach innych ludzi, ponieważ jest to niemożliwe i kończy się moim zniszczeniem i złamaniem mojego serca, próbowanie być czymś, co tak naprawdę jest przeciwieństwem tego, że stworzyłem bycie mną. Nie sądzę, abym pasował. I nie jestem największym outsiderem. Nie próbuję stać się nim. W ostatecznym rozrachunku, płyta mówi o kimś, kto traci względy a mi się to zdarzyło pod wieloma względami. Niezależnie czy chodzi tu o rodzinę, wrogów, fanów, moją osobę, kochanki, karierę, sztukę czy cokolwiek innego. I wtedy chcesz się z powrotem dopasować i masz wrażenie, że może powinieneś zrezygnować ze swoich skrzydeł. Może powinienem zrezygnować z tego, kim jestem i wtedy będę pasował. I wtedy odkrywasz, że jesteś całkowicie niekochany. Jesteś do cna bezwartościowy i tak się właśnie czułem podczas nagrywania płyty aż do jej ukończenia. Zrozumiałem to i byłem bardzo wściekły. Prawie zrezygnowałem i stałem się tym, czego przeciwieństwo reprezentowałem. Zamiast być tą osobą, chciałem się poddać i zabić. Nie mogę tego dłużej wytrzymać. Byłem Neronem, chcącym spalić doszczętnie to miasto. Zamiast tego nastąpiło odkupienie… Jeśli chcesz dowiedzieć się, kto jest twoim prawdziwym przyjacielem, zatop statek. Pierwsi, którzy go opuszczą nie są twoimi przyjaciółmi.
SG: To interesujące, że mówisz o chęci dopasowania się, ponieważ jest to antyteza tego jak postrzegany jest Marilyn Manson. Twój ekstremalny wygląd, ekstremalne rzeczy, które mówisz, są znakiem rozpoznawczym kogoś, komu nie zależy na zdaniu innych ludzi.
MM: Prawda. Może jest to niewłaściwie ujęte – dopasowywanie się. Chciałem być akceptowany, lubiany, ale to nie znaczy, że przez wszystkich. Jest też różnica, którą chcę wyjaśnić; Kiedy ludzie mówią “Mam w dupie to, co myślą inni” – to jest kit. Nie mam w dupie tego, co każdy myśli. Nie będę oceniany przez innych. Zależy mi na tym, co sądzą ludzie, których nie znam. Chcę, aby myśleli, że ich kurwa nienawidzę lub chcę zmienić ich opinię, ale mówienie, że ci nie zależy, jest apatyczne, jest bezwartościowe. Ale nie prowadzę życia w ich mniemaniu. Nie miałem na myśli, że próbowałem się dopasować. Próbowałem znaleźć miejsce, w którym mógłbym istnieć, czułem się jak w książce ?Stranger In A Strange Land? lub ?Man That Fell To Earth?. Czułem się zagubiony. Czułem, że nie mogłem być czymś, czego wszyscy chcieli abym był, dlatego, że przestałem być sobą. To jest coś, co każdy potrafi dobrze zrozumieć. To nie jest jakaś złożona metafora a ja nie jestem tak kompletnie skomplikowany, aby nikt mnie nie zrozumiał. Jestem człowiekiem. Jestem normalny. Jestem tak samo pojebany jak ktokolwiek inny. Nie znam wszystkich odpowiedzi. Po prostu próbuję i śpiewam o tym a z jakiegoś powodu udało mi się to przekazać w taki sposób, że ludzie identyfikują się z tym. I to jest coś, czego chcę się trzymać. Chcę to przekazać. Nie chcę tego zaspokajać, chcę dać im to, czego chcą. Chcą abym był sobą i teraz jestem sobą, bardziej niż byłem w stanie być sobą w przeszłości.
SG: Rozmawialiśmy poprzednio o mnogich osobowościach a Ty mówisz, że trudno jest Ci pogodzić, Mansona, którym jesteś dla przyjaciół z Mansonem, którym jesteś publicznie. Jednym ze znanych mi sposobów psychiatrów jest próba zbliżenia dwóch osobowości tak, aby powoli stały się jedną. Czy to jest proces, przez który sam przechodziłeś?
MM: Osobiście uważam, że świat zaczął się kończyć z początkiem psychiatrii i kwestionowaniem relatywności. Gdy zaczęliśmy rozwikływać i kwestionować rzeczy, gdy ludzie stawiać zbyt wiele znaków zapytania, aż do momentu, w którym zaczęli kwestionować samych siebie, dlatego wynaleziono religię. Psychiatria, formalnie rzecz biorąc, sądzę, najczęściej była po prostu bardzo sprytną próbą zastąpienia religii dla celów finansowych, moim zdaniem. Nie mówię o psychologii, mówię o psychiatrii. Ponieważ psychiatrzy, byłem kiedyś u psychiatry i zapytał mnie, ?Dlaczego tu jesteś?? A ja powiedziałem ?No cóż, każdy mi powiedział, że jestem szalony a moja mama jest w szpitalu dla chorych umysłowo tak, więc domyślam się, że właśnie z tego powodu powinienem tu być.? A on powiedział, ?No tak, jakie masz problemy?? A ja powiedziałem, ?Nie radzę sobie ze stresem bycia bacznie obserwowanym przez publikę, przez co jest mi ciężko obracać się wokół ludzi, jest mi ciężko wiązać się z nimi.? Psychiatra powiedział, ?Ok, cóż, to będzie zawsze istnieć, więc jest nieuleczalne. Jakie jeszcze są twoje problemy?? Powiedziałem, ?Otóż mam obsesje. Jeśli postawisz coś przede mną, jeśli postawisz przede mną dużą torbę z kutasami, ja je posortuję i zajrzę pod napletki. Jeśli dasz mi pincetę to wyskubię każdy włosek ze swojego ciała. Jeśli dasz mi dużą, gigantyczną torbę narkotyków to wezmę je wszystkie. Cokolwiek by to nie było nie zrezygnuję. Tym, co chcę zachować jest sztuka, chcę tworzyć. On powiedział, ?Cóż, to też jest nieuleczalne. Tak, więc to, co chcę żebyś zrobił to nie idź nigdzie i twórz sztukę.? To było podsumowanie mojego doświadczenia z psychiatrią. Po tym poszedłem do AA. To było dla mnie jak weekend zabawy i poproszono mnie o autograf, więc nie było to anonimowe. Sądzę, że na spotkanie Anonimowych Alkoholików powinno się przychodzić w kominiarce, z butelką whiskey. Przychodzisz tam pijany, jesteś anonimowy i mówisz, ?Jestem pijany i jest tu anonimowo.? Tak moim zadaniem to powinno wyglądać.
SG: Taa, nazwa Anonimowi Alkoholicy to fałszywa reklama. Powinno się ją zastąpić Nie-anonimowanymi Alkoholikami. Jeśli to jest anonimowe to, dlaczego musisz wstać i powiedzieć swoje imię?
MM: Zgadza się.
SG: Mówisz o tym jak ciężko jest być osobą publiczną…
MM: Otóż nie, chcę to wyjaśnić, ponieważ tym, co zrozumiałem, gdy ludzie zawsze pytają mnie czy jest różnica pomiędzy tobą jako Marilyn Mansonem lub Brianem Warnerem. To, co zrozumiałem to to, że gdy wychodzę na scenę śpiewam nieznajomym o swoich najbardziej osobistych uczuciach a wiele razy napisałem te uczucia osobom, które znam. Tak, więc są tylko dwa światy i nie wiem, który mnie określa. Ale to jest ta różnica pomiędzy tymi dwoma różnymi światami. Nie sądzę, aby naprawdę dało się wyeliminować to, kim jesteś, i są różne poziomy. Jeśli ktoś mówi, ?To jest gra.? Ja myślę, co nie jest grą? Wszystko jest grą, to tylko kwestia tego czy chcesz reżyserować, być gwiazdą, czy chcesz być statystą. Co chcesz z tym zrobić? I na tym etapie staram się po prostu żyć tak, aby każdy dzień był bardziej radosny niż ponury. I odkryłem sekret życia: Ćpaj i pij, gdy jesteś w dobrym a nie złym nastroju [śmieje się]. To trochę proste.
SuicideGirls.com, 10 czerwca 2009.
Autor: Nicole Powers
Tłumaczenie: Kamil Sterniczuk a.k.a. Panicz
?2009 Celebritarian.pl

Dzieki za przeklad
Zeby nie bylo – My tu nadal ochoczo gnijemy oczekujac njusow tak rzetelnie przez Was przetasowanych.