2009-05: Kerrang!

Zamontowane głowy pawiana. Torebki kokainy. Lalki. Brudne majtki. Oraz kotka imieniem Lily. Witajcie, panie i panowie, w domu Marilyna Mansona…
ABY DOJECHAĆ do domu Mansona trzeba skręcić w lewo na Bulwarze Zachodzącego Słońca i kierować się na północ na Highland Avenue. Nakręcasz swą drogę wjeżdżając na wzgórze za Hollywood Bowl i, gdy droga zdaje się już nigdzie nie prowadzić, przejeżdżasz kilka następnych jardów, dopóki nie dojedziesz do ostatniego domu po prawej.
Poczucie tego, że nie wiesz dokładnie gdzie jedziesz, jest wzmagane przez pierwszą w nocy i bezgwiezdne niebo — jako, że Manson jest nocną bestią i woli, jeśli odwiedzający go ludzie są w tym względzie podobni. Wstawanie, gdy inni kładą się do łóżka, szklanka absyntu zamiast porannej filiżanki herbaty.
Nieco dalej i poniżej, u podnóża wzgórza, lśnią i migocą światła Los Angeles. Gdzieś powyżej wyłania się sławny znak Hollywood. Z przodu brama z kutego żelaza; chez Manson sytuuje się za nią.
W momencie, gdy będziecie to czytać, Manson zdąży wyprowadzić się z tego wynajmowanego domu. Jego gospodarz dostanie prawdopodobnie zawału ponieważ to, co znajduje się w środku nie jest dobre dla ludzi o słabym sercu.
Otworzone przez asystenta drzwi frontowe prowadzą do dużego hallu z zagłębionym na końcu salonem. Z wieży pogrywa ustawiona na właściwą głośność nowa płyta Mansona, The High End of Low.
“Nie będzie ci przeszkadzać jeśli będzie sobie lecieć? — dobiega głos z oświetlonej świecami ciemności. “Inaczej będę słyszał pozostałe głosy w swojej głowie”.
Odpowiednio upiorne wprowadzenie — biorąc pod uwagę wnętrze domu, najwyraźniej stosowne. Ale przeczące jednocześnie dzisiejszemu nastrojowi, jaki towarzyszy Mansonowi, bo, będąc ubranym w skórzane spodnie, T-shirt i specyficznie przyozdobiony frędzlami top z kapturem, człowiek znany niektórym jako Bóg Jebania jest dziś w szczególnie dobrej, przyjaznej i ludzkiej formie.
Czasem unikający rozgłosu, czasem łobuzerski, czasem wrażliwy — dzisiejszego wieczoru jest w pewien sposób daleki od swego kreskówkowego wizerunku kreowanego przez media: Antychryst będący inspiracją dla licealistów-zabójców lub, parafrazując Żywot Briana, z którego protagonistą dzieli chrześcijańskie imię — bardzo niegrzeczny chłopiec.
Rozłożył się na nisko podwieszonej skórzanej sofie przyozdobionej futrzastym pledem. Na ścianie przy drzwiach wisi proteza nogi. Powyżej, na przeciwległej ścianie znajdują się przymontowane głowy dwóch pawianów, służąc za odźwiernych do salonu.
Na prawo jest kuchnia, a na lewo, kilka schodków w górę, znajduje się sypialnia Mansona. Dom jest przestronny, ale nie tak duży jak byście się tego spodziewali.
Prawdę mówiąc, to, co najbardziej w tym miejscu uderza, to bałagan. Rzeczy są WSZĘDZIE. Kupki książek, CD-ków, sprzęt stereo, kable i lampy filmowe leżą porozrzucane wokół, rozgardiasz, który w półmroku ciężko odgadnąć.
“Jest gorzej niż się spodziewałeś?” — pyta. “Czy może tylko wprawia cię to w zakłopotanie? Zdaję sobie sprawę co ludzie mogą myśleć o tym miejscu”.
W jednym kącie stoją dwa zabytkowe wózki inwalidzkie, ich różnorodne wiązania, dźwignie i hamulce są bardziej złowrogie, gdy uwydatniają je migocące świece, które podejmują niezdecydowany wysiłek by oświetlić pomieszczenie.
Lily, kotka Mansona, skacze kokieteryjnie, mrucząc i skupiając zalotną uwagę na każdym, tylko nie na Mansonie. “Jest trochę wkurzona” — bagatelizuje. “Jest zła bo przez ostatnie kilka dni ignorowałem ją uganiając się za innymi kobietami”.
Jest jedynym kotem, jaki mu pozostał po tym, jak jego była żona Dita Von Teese zabrałe te, z którymi dzielili swój poprzedni dom. W międzyczasie jego obecna-była-obecna dziewczyna, 21-letnia aktorka Evan Rachel Wood, zabrała innego kota, Charliego, gdy para rozeszła się w listopadzie. “Dziewczyny lubią porywać mi koty. To właśnie robią” — mówi Manson, bardziej beztrosko niż się można spodziewać.
SĄ DOWODY na obecność innych dziewczyn w sypialni Mansona. Obok łóżka, które przy bliższej inspekcji może okazać się po prostu materacem na podłodze, stoi nocny stolik. Na nim mała lampka, na której czai się para używanych białych majteczek.
Założylibyście się, że jest ich tam więcej, ale cieżko to stwierdzić, bowiem jest to epicentrum Mansonowego bałaganu, punkt zapalny anarchii książek, elektrycznych strun, płyt, obrazków, ubrań, plastikowych torebek, lamp, wiatraków i kto-wie-cóż-jeszcze okrywa dywan chaosem.
“Ale chlew” — mówisz do niego, a on się śmieje. “Wiem, wiem” — odpowiada. “Wygląda jakby mieszkał tu seryjny zabójca”.
Ma rację. W drzwiach wisi duża plastikowa płachta; z rodzaju tych, w których możesz pochować zwłoki. “To zdecydowanie coś, w co owija się ciała” — przytakuje. “Gdy przyprowadzam tu ludzi, których nie znam, muszę im tłumaczyć: ?Szczerze, nie pochowam cię za domem. Przysięgam, że cię nie zabiję?”.
To nie jedyna rzecz, która może zmartwić potencjalną zdobycz Mansona. Wzdłuż białych ścian nagryzmolone ręką szaleńca — i w tym tkwi źródło przyszłego ataku jego gospodarza — widnieją najgłębsze, najmroczniejsze myśli wyrażone czarnymi literami — niektóre osiągają do 30 centymetrów. To są liryki, pomysły, wyzwiska, rysunki, bazgroły, a w jednym przypadku instrukcja dla jego biednego asystenta, aby przełożył książki na ścianę. Jest tam ludzka żuchwa, lalka i luka, w której wypisano słowo ‘wolne miejsce’ [vacancy -- przyp.], po tym jak w napadzie szału Manson kopnął wiszącą na ścianie cenną ramkę zawierającą zmierzchnicę trupią główkę.
“Pierwszą rzeczą, jaką napisałem, było ?Teraz naprawdę cię ??” — wyjaśnia, mówiąc przypuszczalnie o Wood. “To było w dniu, w którym czułem, że wszystko ma się dobrze. Wtedy nagle wszystko się pogorszyło. Więc starałem się poprawić to na ?Teraz naprawdę muszę cię zabić?.
Poniżej znajduje sie kartka papieru A3, na której przyczepione zostało 14 torebek po kokainie.
“To moje nowoczesne dzieło sztuki, zatytułowane Jeden Tydzień” — chichocze. “To był pierwszy tydzień tworzenia płyty. Albo mieliśmy kiepską kokainę, albo po prostu wciągnęliśmy jej dużo”.
Wkazuje na tekst nowej piosenki Into the Fire, który napisany jest od samej góry aż do dołu ściany. “Nie wiem jak tam dosięgnąłem. Naprawdę nie pamiętam”.
NIEPAMIĘTANIE może być dobrą rzeczą. Manson bowiem, gdy tak ciekawie dekorował swój pokój, nie był w najlepszym położeniu. Był to proces zapoczątkowany w listopadzie, gdy rozstał się z Wood. Była ona osobą, którą — pośród innych rzeczy — wymieniała Von Teese jako odpowiedzialną za zakończenie ich jednorocznego małżeństwa w 2006 roku. Manson był z Wood od tamtej pory aż do końca zeszłego roku. Plotki głoszą, że znów do siebie powrócili, ale Manson tego nie potwierdza. Nie wkracza w szczegóły. Jednakże rozstanie to spowodowało, że wokalista nie wychodził w ogóle ze swojego domu. Przez trzy miesiące.
“Spędziłem święto Dziękczynienia, Gwiazdkę, Sylwestra i moje urodziny zupełnie sam, wyłączając Lily” — mówi. Wszyscy do mnie dzwonili, bo były to święta. Ale nie odezwałem się nawet do swoich rodziców”.
“Poczułem, że jest to okres, który muszę przejść — jak w Biblii, gdy wchodzą w odosobnienie i poszczą, Więc zacząłem pisać, żeby wygłosić to, przez co wówczas przechodziłem. W większości dotyczyuło to mojego związku. Nie sądzę, aby to coś pomogło!” — śmieje się. “Żadna z tych rzeczy nie jest czymś dobrym…”
Były momenty, gdy przestawał i rozglądał się, chwile jasności, podczas których zastnawiał się co też do kurwy nędzy robił. Gdy po trzecim miesiącu odosobnienia odważył się znowu wyjść na zewnątrz i zaprosić znajomych i dziewczyny — wygląda na to, że poczuł się wówczas napalony, biorąc pod uwagę ile mówi o zwabianiu tu kobiet — spotkał się z mieszanymi reakcjami.
“Moi muzycy byli nieco nerwowi” — mówi. “Ludzie nie czują się zbyt komfortowo przychodząc do mojego domu — poza dziewczynami, których nie znam. To mnie zadziwia. Gdybyś przyprowadził tu dziewczynę i zapytał ?Chcesz może usiąść i obejrzeć film?? — wówczas myślę, że gdyby się zgodziły, to byłoby to odważne. Ten pokój sprawia wrażenie jakbym miał jakieś problemy.
“Może jestem magnesem na pokrzywdzenie. Pociągam pokrzywdzone dziewczyny, bo jestem pokrzywdzoną osobą. To moi ludzie. Muszę posiadać urok niedaleki od Hannibala Lectera. Interesujące, że tak naprawdę dosyć trudno jest zniechęcić ludzi do przebywania ze mną. Obecnie komplementuję dziewczyny, mówiąc ?Chcę rzucać nożami w twoją waginę?. One mówią wtedy ?Och, jesteś taki milutki, taki czarujący?. Odpowiadam ?Nie, chciałbym cię podpalić i wciągnąć twoje prochy?. ?Och, Manson!? – odpowiadają mi. Może to dlatego, że pozwoliłem odrosnąć moim brwiom. To chyba sprawia, że stałem się bardziej przytulasty, dający się polubić i pokochać. Oznacza to, że teraz jeszcze bardziej uchodzi mi na sucho mówienie tego, co chcę powiedzieć!?.
ODOSOBNIENIE MANSONA było dla niego trudne ponieważ nie lubi on zbytnio przebywać sam na sam. Twierdzi, że nie jest kimś, kto potrzebuje wokół siebie ludzi, ale jednocześnie przyznaje, że “nie jest w stanie sprostać byciu samemu”. Po części przypisuje to swemu dzieciństwu i mówi, że od tamtej pory przeciwstawia się temu, co określa jako “syndrom porzucenia”.
Jak przyznaje, problem tkwi w tym, że łatwiej mu otwierać się przed obcymi niż przed tymi, którzy są z nim blisko. Stąd też powstaje paradoks, który polega na tym, że im bardziej ktoś się do niego zbliży, tym bardziej sam się od kogoś odcina i odpycha innych.
“Wiem, że jest w tym ironia” — mówi. “Dzielę najbardziej intymne myśli z obcymi na scenie i na płytach. Ale trudno mi dzielić się tym z ludźmi, których znam. Jestem kurewsko niesforny”.
Rzuca się w związki całym sobą — mówi, że nigdy nie był w stanie być w tej kwestii “frywolnym”. Jest jednak świadom, że “dla mnie bycie mną jest bardzo dużym prezedsięwzięciem, dlatego rozumiem, że komuś może być ciężko ze mną przebywać”.
A to, czego potrzebuje, to potwierdzenie. Von Teese sugerowała, że po części dlatego spędzał tyle czasu z Wood pod koniec ich małżeństwa, ponieważ czuł, że aktorka zaoferowała mu więcej wsparcia. Nigdy temu nie zaprzeczył.
“Największym problemem w moim życiu jest to, że każdy zakłada, iż tak się przyzwyczaiłem do słów ?Jesteś wspaniały?, że przez większość czasu ludzie starają się tego nie mówić. To może niszczyć twoją samoocenę. Kiedy osoba, z którą żyjesz, lub w której jesteś zakochany, obawia się powiedzieć ci to, co jak się jej zdaje mówią ci inni, wtedy pojawia się duży problem”.
Ostatnio starał się być bardziej normalnym. “Staram się nie żądać. Staram się okazywać ogromne ilości troski i miłości. Nie oczekuję nic w zamian” — mówi. “Przyjaźń powinna polegać na poświęceniu. Gdy oferujesz sam siebie nie powinieneś niczego oczekiwać. Nie zawsze mi się to udawało i staram się uczyć na swoich błędach. Najbardziej staram się spełniać teraz moje obietnice i zobowiązania. Chcę, aby ludzie mogli mi wierzyć, gdy coś obiecuję, ponieważ jeszcze nie byłem w stanie tego otrzymać.
To część zeszłorocznego procesu odbudowy. O tym właśnie jest The High End of Low.
SIÓDMY ALBUM Marilyna Mansona jest bardziej pamiętnikiem aniżeli płytą. Każda ścieżka jest ustawiona w kolejności, w jakiej była pisana i nagrywana — zaczynając od zakończenia związku z Wood, poprzez jego późniejszy okres samotności aż do przejścia na drugą stronę.
Jego wokale, jeśli nie były uprzednio spisane na ścianach sypialni, pojawiały się wprost z głowy. W jednym bądź w dwóch przypadkach zostały oddane za pierwszym ujęciem. Oryginalna wersja I Want To Kill You Like They Do In The Movies, piosenki jednoznacznie dotyczącej i nagranej w dniu zerwania z Wood, trwała 25 minut. Album, jak mówi, jest kroniką ukazującą zmianę jego nastroju od rozpoczęcia procesu nagrywania aż do jego końca. “Nie mogę odnieść się do osoby, którą byłem podczas pierwszej piosenki, Devour. Nie wiedziałem kim chcę być. Byłem nieco zagubiony” — mówi. “Zanim doszedłem do 15 [przedostatnia piosenka] doświadczyłem życia samemu, nie zabiłem się i naprawdę odzyskałem zdolność, aby nie martwić się, że cokolwiek stracę”.
“W przeszłości tworzyłem płyty opowiadające o transformacji lecz to była dla mnie o wiele bardziej dramatyczna zmiana — na tyle, że chciałem opowiedzieć o niej innym”.
Wyjaśnienie tej zmiany przynoszą metafory użyte przez Mansona. Mówi o tym, że czuł się niczym Lucyfer wygnany z nieba, o utraceniu łaski. “Jeśli zarzucasz skrzydła, które pojawiły się by cię zdefiniować, po to, żeby się dopasować i być przez kogoś kochanym, wówczas ostatecznie przestajesz być tym, kim byłeś i tracisz wszystko. Koniec końców przez to właśnie przechodziłem w moim życiu” — mówi.
Oznacza to, że miał ciężki okres pod koniec romansu z Wood. Niepokoił się, że zaangażowanie się w normalny, kochający związek oznaczało zmaganie się z rolą outsidera, z którą normalnie się identyfikował. Coś musiało być postanowione.
“Tak” — przyznaje.
Nic nie jest dla ciebie proste, co?
“Nie!” — śmieje się. “Nie, wcale. To zawsze jest skomplikowane”.
POWODEM, dla którego Manson ucieszył się z nagrywania The High End of Low był powrót Twiggiego Ramireza. Basista/gitarzysta od dawna był bratnią duszą wokalisty i zdaje się, że gdy są razem, tworzą swoje najlepsze dzieła.
“Marilyn Manson [zespół] zawsze był dla mnie płomieniem pomiędzy mną a Twiggym” — przyznaje. “To jest dusza tego wszystkiego. Nasza więź jest bardzo braterska. Jedyne , do czego obaj pasujemy to bycie razem”.
Jednakże w 2002 roku spór, który, jak zakładał Manson, zostanie od razu wyjaśniony, spowodował odejście Ramireza na siedem długich lat. Jego zastepca, Tim Skold, nie był w opinii artysty tak dobrym współtwórcą i przyjacielem jak Twiggy.
“Przykro mi z powodu Tima, ale co tam” — mówi. “Przejął stanowisko Twiggiego więc usprawiedliwia to tylko to, że Twiggy miał czystą kartę, aby je z powrotem odebrać”.
Powrócili do siebie po tym, jak Manson uczestniczył w koncercie Led Zeppelin w londyńskiej O2 Arena w 2007 roku.
“Widziałem Roberta Planta i Jimmiego Page’a, którzy spoglądali na siebie podczas grania Stairway to Heaven i zdawało mi się, że mówią do siebie ?Wow, my to napisaliśmy!?. Tęskniłem za czymś takim” — mówi Manson. “Nie miałem obok Twiggiego, żeby móc obrócić się i powiedzieć ?Wow, napisaliśmy Beautiful People!?. To spowodowało, że zadzwoniłem do niego i powiedziałem ?Wracaj do zespołu”?.
“To było tak, jak byśmy dotarli z związku do tego momentu, gdzie ktoś ma wątpliwości, po czym wychodzisz i pieprzysz się z innymi ludźmi. Okazuje się, że to nie jest tak dobre. Na szczęście mogliśmy do siebie powrócić”.
Manson mówi, że Twiggy — prawdziwe imię Jeordie White — przeszedł “okropną depresję” podczas, gdy był z dala od zespołu i grał dla A Perfect Circle czy Nine Inch Nails. Mówi, że “chciał być wówczas przy nim jako przyjaciel”. Ich ponowne złączenie było emocjonalne i teraz, gdy już po wszystkim, nadganiają jakby nadal byli nastolatkami.
“On przechodzi bardzo niezwykły okres i cieszę się tym pośrednio poprzez jego wygłupy” — uśmiecha się Manson. “Jesteśmy prawdopobnie bardziej niedorzeczni i lekkomyślni niż gdy widzieliśmy się po raz ostatni. Nie mogę powiedzieć jak niedorzeczni ponieważ mimo, że jest to historia, którą zawsze chcesz opowiedzieć, to koniec końców robi cię ona zawsze w chuja i nie może ci to ujść na sucho — albo z policją, albo z dziewczynami, które chcesz przekonać, że nie jesteś rozwiązły”.
DZIŚ W NOCY zdaje się, że Manson móglby rozmawiać do wczesnych godzin porannych. W sumie, jeśli o tym pomyśleć, mówił do rana. Leżąc rozwalony na swoim łóżku, podczas gdy zegar wskazuje czwarta rano, jest w wylewnym humorze. Rozmowa przechodzi na nieco bardziej ogólne tematy, na Salvadora Dali, Andy’ego Warhola i Baracka Obamę (Manson lubi całą trójkę) i naprawdę, jest on człowiekiem, który jest o wiele bardziej normalny i interesujący niż się to przyznaje.
Po paru godzinach w jego towarzystwie wyszło na jaw, że nie jest on, jak się mówi, trudny, szokujący czy małomówny. Tak naprawdę szokujące jest to, że jest całkiem zabawny. Żartuje sam o sobie, chichocze na temat bazgrolenia po sypialni, a gdy zapytuje swojego asystenta “Jak tam postępy w rozwiązaniu kwestii zabrania ze mną ścian, gdy się wyprowadzę?”, rechocze słysząc suchą odpowiedź “Powolne”.
W dodatku nie jest tak bezuczuciowy jak myśli większość ludzi.
“Gdy teraz spotykam ludzi, szczególnie dziewczyny, lubię porównywać się do starego samochodu” — mówi przytakując. “Wygląda na to, że fajnie się prowadzi, jest naprawdę interesujący, ale będzie się często psuł. Mam dużo usterek”.
I wtedy, gdy wywiad dobiega końca, odprowadza cię ciepło do drzwi wejściowych mówiąc “Czuję, że po tym wszystkim powinienem cię uściskać” — i robi to, szczerząc się od ucha do ucha.
Tuż zanim zamknie drzwi, uderza jeszcze jednym dowcipem, mówiąc ci, żebyś uważał na sedes, który z jakiegoś powodu zostawił na ścieżce przed domem.
Jeszcze raz się uśmiecha. Potem zmyka do środka, znowu sam, z absyntem, swoimi świecami i swoimi najskrytszymi myślami wypisanymi wzdłuż ścian sypialni.
Magazyn Kerrang!, nr 1262, Wielka Brytania, maj 2009.
Autor: Tom Bryant
Zdjęcia: Ashley Maile
Tłumaczenie: Michał Szyksznian (Bullsik)
?2009 Celebritarian.pl

1.?Zanim doszedłem do 15 [przedostatnia piosenka]…” ?
2. However an argument Manson assumed would be cleared up in a day back in 2002 sparked Ramirez? exit for seven long years. His replacement Tim Skold, just wasn?t, int the singer?s opinion, as good a musical collaborator and best friend. – nieprzetłumaczone
3. “…że Twiggy, prawdziwe imię Jeordie White, przeszedł…” składnia leży (nawias?)
Jakaś niedopracowana wersja chyba poszła w obieg :/ Ale ogólnie dziękuje, bo właśnie zabierałem się za materiał po ang. Nie byłby to problem ale skoro ktoś się pomęczył w tłumaczenie, to czemu by nie skorzystać?
Wlasnie chcialem napisac , ze sie zaplatal ang. fragment, ale zapomnialem ze Bonczek niczym wirus jest dostepny tutaj 24 godz. i dawno juz to zrobil…
1. Tak było w tekście – tłumacząc, nie koryguję czyichś myśli.
2. Usunięte
3. Wprowadzone myślniki.
Może chodzi o to, że w niektórych wersjach płyty po “15″ jest jeszcze jeden utwór – Arma-Goddamn-Motherfuckin-Geddon Teddybears remix?
Coś ma pecha do tych kotów…albo do kobiet
Wow, fantastyczny i baardzo ciekawy wywiad! dzieki wielkie za tlumaczenie bulls!
ale te brudne majtki kolo lozka.. ohyda
Ohyda?…Zawszę są wspomnienia po upojnej nocy…albo po prostu Isani/Evan zapomniała je zabrać
OMG ! Mensonek Loffff <333 !
Zgadzam się z tym ŻE JEste PrzyTUuuL:AśNY
;***********
ChciaŁa PYm ŻeBY MNie zaPROSIł DO teGo SŁiT DOMku Lofffffffff ;********* . . . ! ! !;* * * * * * * * !
x3
x3
x3
<3333
!…!Kóhhh
SłT4$nYyYyY oN y3St!
wow, świetny wywiad …tyle szczegółów i pokazanie Mansona (Briana) w tak świetnym świetle…jestem zakochana ;DD