2009-05: Kerrang (ES)

Marilyn Manson udzielił ekskluzywnego wywiadu dla hiszpańskiej edycji Kerrang. W wywiadzie Manson mówi o Twiggy’m Ramirezie, a także o nowym albumie – ?The High End Of Low”, który dziś ma oficjalną premierę.
MM: Przepraszam, że musiałeś czekać, ale właśnie zrobili mi transplantację mózgu… Twoje imię brzmi znajomo. Znamy się, prawda?
Kerrang: Tak, udzieliłeś mi kilku wywiadów.
MM: O tak, przypominam sobie. To było w tym klubie nocnym gdzie uprawialiśmy seks w łazience. Miło, że się znowu odezwałeś (śmieje się).
Która jest teraz godzina w Los Angeles?
Nie wiem, bo nie mam w domu zegara. Przypuszczam, że jest ok 2-3 nad ranem.
Czy jesteś usatysfakcjonowany światem i czasami, w jakich przyszło Ci żyć?
W tej chwili jestem w swoim łóżku, właśnie włączyłem nawilżacz powietrza i jestem otoczony swoimi obrazami i innymi przedmiotami, przez które mój pokój przypomina klitkę seryjnego zabójcy. Jestem zadowolony, ponieważ właśnie odzyskałem ważną część, której brakowało w moim życiu tj. Twiggy’ego, mojego najlepszego przyjaciela. Odzyskałem go w kategoriach przyjaźni, a także na poziomie artystycznym. Przez wiele lat próbowałem zastąpić tą brakującą część innymi związkami. I nie mówię tu tylko o związkach intymnych czy też seksualnych, ale także o przyjaźni, takiej, która zdarza się w życiu tylko dwa razy. Odzyskałem jego przyjaźń a wspólna możliwość nagrania płyty była naprawdę wyjątkowym doświadczeniem. Stary! Niezbyt cieszymy się na myśl o wspólnych ćwiczeniach jogi i zapuszczeniu bardzo długich bród, jak mega-naćpani hippisi (śmieje się), ale jesteśmy szczęśliwi, ponieważ przypomnieliśmy sobie nawzajem, do czego stworzone są gitary, nasze kutasy i narkotyki. Myślę, że właśnie podałem Ci nową definicję szczęścia (śmieje się). Na poziomie emocjonalnym też znajduję się na nowym etapie, ponieważ nigdy wcześniej nie mieszkałem sam. Po opuszczeniu domu rodzinnego mieszkałem z kumplami z zespołu (Twiggy był moim pierwszym współlokatorem), a później mieszkałem z większością swoich dziewczyn. Jednak od listopada mieszkam zupełnie sam i jest to dla mnie wyraźnie ważna zmiana.
Czy to, że jesteś teraz singlem wpłynie jakoś na twoje odpowiedzi w tym wywiadzie?
Powinieneś zapytać o dziewczynę, która w tej chwili leży obok mnie, ale wydaje mi się, że właśnie przestała oddychać.
Niesamowite…Według Twoich słów partia gitary na nowej płycie jest tak twarda jak kutas Twiggy’ego. Ale słyszałem w niektórych piosenkach wiele partii gitary akustycznej. Jak to się ma do kutasa Twiggy’ego?
(śmieje się) Dziś wszystko związane z ciężkim dźwiękiem gitarowym zostało doprowadzone do ostateczności i nie da się pójść dalej. Moim zdaniem to Pantera dokładnie określiła, co znaczy ekstremalnie ciężkie brzmienie. Nie da się skomponować muzyki cięższej od ich, więc wszystko, co można zrobić to manipulować tonami, wrażeniem i melodią. Ciężkie brzmienie nie musi być jednocześnie maksymalnie zniekształcone. W porównaniu do kutasa Twiggy’ego chodziło o to, że jeśli masz sflaczałego kutasa to masz obowiązek nosić go ze sobą wszędzie, podczas gdy twardy (mocny) kutas umożliwia Ci pierdolenie. Gitary akustyczne były nagrane tak jak się robi w przypadku nagrywania demo: mikrofon, gitara i nic więcej. Na większości piosenek chciałem użyć tej samej tonacji, jakiej Twiggy użył podczas nagrywania demówek, aby uszanować te surowe i spontaniczne brzmienie. Nie chodziło nam dokładnie o harmonię, ale natychmiastowość. Dla przykładu wersję płytową piosenki “I Want to Kill You Like They Do In the Movies”, która trwa 9 minut, zaśpiewałem tylko dwa razy w swoim życiu. Pierwszy raz, gdy prasa bulwarowa obwieściły moje rozstanie z Rachel, podając wszelkiego rodzaju szczegóły. Oczywiście, aby poradzić sobie z całą tą nieprzyjemną sytuacją skoncentrowałem się na swojej sztuce. Miałem tyle do powiedzenie, że po pierwszym nagraniu piosenka trwała 25 minut. Na płycie nie było miejsca na taki długi utwór, ale nie chciałem jej skrócić, ponieważ było to wierne odzwierciedlenie potoku uczuć i słów, które wyszły z moich ust. Nie miałem przed sobą ani jednego napisanego słowa. Ta piosenka stała się kolejną ważną częścią albumu i nie chciałem jej okaleczyć. Kiedy skończyliśmy nagrywanie wciąż musieliśmy zdecydować, co zrobić z tą piosenką. Powiedziano mi, że na płycie jest miejsce, na co najwyżej 9 minut tej piosenki, więc postanowiłem zaśpiewać ją jeszcze raz od nowa, jednak uczucie, jakie daje nowe nagranie nie jest takie same, ponieważ znajdowałem się w innym momencie swojego życia. Zabrakło w nim bólu, bezbronności i goryczy, które znalazły się na pierwszym nagraniu. Nagrałem tę piosenkę w ten sam sposób: bez żadnych wstawek, bez profesjonalnych narzędzi, bez obróbki, bez niczego w tym stylu. Obiecuję Ci, że 25-minutowa wersja ujrzy kiedyś światło dzienne, ponieważ jest to świadectwo bardzo trudnego dla mnie okresu. Kolejną rzeczą, na którą chcę zwrócić uwagę jest to, że pozwoliłem innym ludziom (przyjaciołom, dziewczynom, kilku nieznanym osobom) być świadkami nagrywania partii wokalnych do tego albumu, ponieważ zdałem sobie sprawę, że bardzo mi brakuje śpiewania dla publiczności. Uwielbiam patrzeć ludziom w oczy — aby uwodzić, prowokować lub zawstydzać ich, a w prawie klaustrofobicznej atmosferze studia nagraniowego nie da się tego zrobić. Moje sesje nagraniowe odbywają się zazwyczaj w całkowitej ciemności, a ja leżę na podłodze i nie mam z nikim żadnego kontaktu.
Widzę, że znowu żyjesz la vida loca [szalonym życiem -- przyp.]
Czy właśnie powiedziałeś: ?Living la vida loca?” (śmieje się). Powiedzmy, że obecnie cieszę się, że znalazłem się na takim etapie życia, gdzie zmieniły się wszystkie moje priorytety. To może się przydarzyć każdemu i może się wydawać normalne, ale ten prosty fakt odegrał kluczową rolę podczas nagrywania tego albumu. Zacząłem pisać słowa i śpiewać prawie natychmiast. Skończyło się na dwudziestu notatnikach zapełnionych pomysłami, nad którymi pracowałem przez ostatnie dwa lata. Niektóre z tych notatników nosiłem ze sobą gdziekolwiek bym nie szedł, ale nie wiedziałem jak przełożyć to na teksty piosenek do czasu, gdy razem z Twiggy’m zaczęliśmy komponować. Przez pierwsze trzy miesiące komponowania odgrywałem rolę fana, widza albo cheerleaderki, jeśli chcesz by tak właśnie została określona moja rola producenta. Z drugiej strony był jeszcze Chris Vrenna (perkusja, klawisze, odgłosy elektroniczne), trzecia strona tego osobliwego menage a trois: kreatywne trio, które stworzyło tą płytę. Czasami Twiggy przychodził z pomysłem na całą piosenkę i pytał o moje zdanie, a czasami ja miałem pomysł i dałem mu wskazówki, aby mógł nad nim dalej popracować. Nie gram na gitarze ani też na pianinie na przyzwoitym poziomie, zarówno Chris jak i Twiggy są znacznie bardziej utalentowanymi instrumentalistami ode mnie, ale czułem jakbyśmy się przenieśli w wehikule czasu do ery Antichrist Superstar. To był ten sam twórczy zespół, wliczając Gingera, który gra na perkusji na obu albumach. Nie przestanę komplementować gry Twiggy’ego na tym albumie, ponieważ to właśnie on wyswobodził mnie z twórczej blokady, w jakiej się znalazłem. Po raz pierwszy mogę całkowicie zapewnić, że Twiggy włożył w ten album swoją duszę, a jego melodie są jak teksty piosenek, które by napisał. Przypuszczam, że muzyczna poprawa jakości wiąże się z tym, że podczas naszej rozłąki Twiggy rozwinął swoje umiejętności kompozytorskie pracując nad innymi projektami. Powiedziałem ?przypuszczam”, ponieważ tak naprawdę to nie wiem i szczerze mówiąc, nie obchodzi mnie to. Byłem po prostu szczęśliwy widząc, jak zaangażował się w tworzenie tego albumu do samego końca. Muszę przyznać, że płyta zaczęła brzmieć niepokojąco i mrocznie, ponieważ musiałem się zmierzyć się z jednym z moich największych lęków – uczuciem twórczej blokady. Na przykład, pierwszy utwór “Devour” jest o czymś, co mogło być morderczo-samobójczym porozumieniem. Kiedy ktoś mówi Ci “będę Cię kochać dopóki śmierć nas nie rozłączy” to ta osoba deklaruje to w odniesieniu do każdego istniejącego aspektu związku, i kiedy nagle ta obietnica zostaje jednostronnie złamana, to możesz dojść do punktu, w którym chcesz by “dopóki śmierć nas nie rozłączy” spełniło się. Sam rozważałem zabicie pewnej osoby, a następnie zabicie siebie. Ten album biegnie równolegle z moim życiem, motywy przewodnie i kolejność, w jakiej się pojawiają na płycie piosenki są jak pamiętnik mojego życia. Rzecz jasna, większość tekstów napisana została spontanicznie. Po prostu ułożyłem słowa w melodie, których słuchałem przez słuchawki. Chris Vrenna, który nagrywał mój wokal był także jedyną osobą która słyszała wszystkie moje naturalne błędy jak kaszlanie czy dyszenie. Prawie cały wokal na płycie pochodzi z pierwszego nagrania, ale nie oznacza to, że był to łatwy projekt albo, że robiliśmy to wszystko bezmyślnie czy też jest to wynik czystej surowej improwizacji. Sadzę, że pod presją chwili lub, gdy całkowicie odlatuję to wtedy ożywa moja najbardziej brutalna, najszczersza i najbardziej bezpośrednia strona. Kilka godzin temu przesłuchałem cały album i mam wrażenie, że jest on historią Lucyfera, kiedy już wypadł z łask, spadł z nieba i rozpoczął własne poszukiwania zrozumienia, a nawet miłości. Album jest o gotowości poświęcenia nawet własnych skrzydeł w poszukiwaniu szczęścia, by zakończyć tą samotność. W pewnym sensie poświęciłem moje własne skrzydła, te, które symbolizowały odmienność, bycie wyklętym artystą czy też potworem, którego chcą zrobić ze mnie media, po to tylko by czuć się kochanym przez tą osobę i zdać sobie sprawę, że po obcięciu skrzydeł i staniu się normalną, przystępną osobą, moja ofiara zdała się na próżno. Rozumiesz? Czasami ludzie biorą moją życzliwość za słabość i nie zdają sobie sprawy, jaki mogę być niebezpieczny. Zapewniam, że dziś po nauce na własnych błędach z przeszłości, nie jestem osobą, którą można wykorzystać.
Wygląda na to, że masz bardzo pozytywne podejście do wielu spraw, nie ma więc najmniejszego śladu kryzysu wieku średniego, prawda?
Jeśli kryzys wieku średniego [przyp. dosłowne tłumaczenie to kryzys w połowie życia] oznacza, że zostało mi tylko drugie 40 lat do przeżycia to powinienem być przygnębiony (śmieje się). Wiesz, kiedy zastanawiasz się na własną moralnością i miejscem w świecie to zwrot ?masz tyle lat na ile się czujesz” nabiera większego znaczenia i mocy. Kiedy nagrywałem poprzedni album ?Eat Me, Drink Me” główną metaforą była postać wampira reprezentująca moje pragnienie by żywić się energią życiową innych, tak, abym mógł uleczyć się ze wszystkich obrażeń powstałych w moim poprzednim związku [przyp. chodzi o małżeństwo z Ditą von Teese]. Na tym albumie jest dokładnie odwrotnie. Nie żywię się energią innych, ale pragnieniem własnego odkupienia, by odzyskać to, co straciłem i móc odpłacić ludziom, którzy chcieli mi w tym przeszkodzić. Jeśli poprzedni album był o panowaniu księżyca, ciemności i wampirach, to na nowym zostali oni zastąpieni słońcem, światłem i wilkołakami.
Czy na płycie znajdują się jakieś miłosne piosenki?
Oczywiście. Ale to także zależy od tego jak definiujesz “miłosne piosenki”.
Co powiesz na…akustyczną piosenkę, w której jest mowa o związku?
Myślę, że wszystkie piosenki na płycie mówią o miłości, czy będzie to związek Manson’a z całym światem czy też jego z samym sobą. Piosenką, która posiada powszechnie akceptowalne cechy piosenki miłosnej jest ?Running To The Edge Of The World”. Przy okazji, jest to naprawdę smutna piosenka. Mimo to nie rozumiem, dlaczego utożsamiasz akustyczną piosenkę z miłością. Dla mnie romantyczną piosenką może być ?Pretty As A Swastika”.
Czy gdybyś kiedyś miał trochę wolnego czasu podczas swojego przyjazdu na Kobetasonik [przyp. festiwal muzyczny w Hiszpanii] czy chciałbyś wybrać się do Muzeum Guggenheim [przyp. muzeum sztuki nowoczesnej]?
Z wielką chęcią, wiesz. Innym miejscem, który chciałbym odwiedzić jest dom, w którym urodził się Salvador Dali. Liczę, że uda mi się to zrobić, kiedy wrócę tu z własną trasą koncertową, tak bym mógł zajrzeć w oba miejsca. Jak wiesz, udział w festiwalu nie pozwala na robienie wszystkiego, co byś zrobił podczas własnego występu, nie możesz też zagrać wszystkich piosenek, które byś chciał — tak więc nie mogę się doczekać zaprezentowania mojej nowej płyty w odpowiedni sposób.
Magazyn Kerrang, Hiszpania, 26 maja 2009
UWAGA! Bazą był tekst, który był już wcześniej tłumaczony z hiszpańskiego na angielski.
Tłumaczenie: Kamil Sterniczuk a.k.a. Panicz
?2009 Celebritarian.pl
Według zapowiedzi magazynu, w przyszłym miesiącu opublikowane zostanie druga część wywiadu. Manson opowiada o Obamie i Ameryce.


ale fajny wywiad
PS skąd macie to foto z kapsem filmowym w dobrej jakości? mogę prosić o link`a?
Jak dotąd najlepsza jakość klipu jest dostępna na oficjalnej stronie. Bezpośredni link: http://www.marilynmanson.com/video/Armagoddamnmotherfuckingeddon.flv
Ale foto, które zdobi artykuł nie pochodzi z klipu, tylko z książeczki płyty
wiem że z książeczki bo posiadam takową
a chodzi mi właśnie o to foto w dobrej jakości
Wybacz, nie wiem czemu, ale w pośpiechu przeczytałem, że pytasz o “klatkę filmową” – nie wiem jak to się stało
Jeśli chodzi o zdjęcie, to je skanowałem.
ok, dzięki
K: Czy to, że jesteś teraz singlem wpłynie jakoś na twoje odpowiedzi w tym wywiadzie?
MM: Powinieneś zapytać o dziewczynę, która w tej chwili leży obok mnie, ale wydaje mi się, że właśnie przestała oddychać.
Heheheh, uśmiałam się przy tym, MM jest świetny! xD