2008-01: Star-ecentral.com
Szokujący rockman Marilyn Manson jest (stosunkowo) szczęśliwy
Autor: Jim Abott
Jeśli chodzi o poziom szoku, Marilyn Manson nie jest już swoistym piorunochronem jakim był dziesięć lat temu. Mimo, że od czasów strzelaniny w Columbine, niemal każdy przypadek bezsensownej przemocy przywołuje na myśl – prawdopodobnie niesłusznie – postać Antichrist Superstar, w którą to wcielił się swoimy czasy Marilyn Manson, podczas uprzejmej, elokwentnej rozmowy telefonicznej, Manson nadal rozkoszuje się swoją umiejętnością wprawiania ludzi w osłupienie. W opowieściach o obecnej trasie koncertowej roi się od wielkich słów: “To będzie jeden wielki wybuch, podobny do tego który już był, ale jeszcze gorszy dla wszystkich. Nie poszedłbym nawet na koncert. Zostańcie w domu. To będzie istny koszmar”. W pozytywnym sensie, zapewne.
Manson (38 l.) ukazuje zarazem swoją wrażliwszą stronę. Inspiracją do jego nowego albumu, “Eat Me, Drink Me”, był rozwód z królową burleski Ditą Von Teese oraz romans z o połowę młodszą od niego aktorką Evan Rachel Wood. Biorąc pod uwagę jego nowy związek oraz niedawny powrót do zespołu Twiggy’iego Ramireza, można śmiało powiedzieć, że Marilyn Manson ma powody do szczęścia. “Masz na myśli Disneyland?” – odpowiada na pytanie czy znajduje się w “szczęśliwym miejscu”. “Nie można tworzyć sztuki nie cierpiąc przy tym, ale nie znaczy to, że musisz być nieszczęśliwą osobą. Mimo, że mój obecny związek jest udany, nie wyleczy we mnie tego, czego sam nie umiem naprawić. Zawsze mnie zadziwia, że ktoś w ogóle może mnie kochać, więc obecność Evan w moim życiu jest dla mnie wybawieniem. Jeśli chodzi o Twiggy’iego, nie chodzi tu nawet o muzykę – bycie przyjaciółmi jest najważniejszą rzeczą”.
Odnowienie przyjaźni i kreatywnego związku pomiędzy Twiggy’im a Mansonem, oznaczało przerwanie więzi z Timem Skoldem, który był odpowiedzialny za muzykę na nowej płycie. “Jest tu za dużo napięcia”, mówi Manson. “Tych dwoje nie mogłoby się znajdować razem na scenie, więc z szacunku dla obojga, zdecydowałem się rozstać z Timem na tej trasie. Nie mówię, że na zawsze – ale Twiggy powrócił na zawsze. Rzecz jasna, ‘na zawsze’ to bardzo luźne pojęcie jeśli chodzi o Marilyn Manson”. Dla przykładu, już w 2004 roku Manson dał do zrozumienia, że zrezygnuje z muzycznego biznesu i skoncentruje się na sztuce, filmie i innych projektach. Co się stało?
“Miało to sporo wspólnego z moim ówczesnym związkiem”, mówi. “Ludzie czerpią inspiracje głównie z otoczenia, z tego, co się wokół nich znajduje. Nie będę winił nikogo innego. Po prostu tak się czułem. Czułem, że bycie mną jest złe, i odepchnąłem to od siebie uciekając od muzyki. To mógłby być największy błąd jaki kiedykolwiek popełniłem”.
Album “Eat Me, Drink Me” odzwierciedlił owo poszukiwanie własnej duszy. “To nie był wybór, ale konieczność. Znalazłem się w punkcie, w którym nie wiedziałem kim tak naprawdę chcę być. Nikt inny, tylko ja sam mogłem się uratować. Ten album powstał tak, jak żaden inny”.
Mansona nie ciągnie już tak jak kiedyś do mówienia o relacji między przemocą a społeczeństwem. Nie cieszy go fakt, że jest traktowany jako produkt. “Nie możesz wspomnieć o ’szkolnej strzelaninie’ nie wspominając o Marilyn Manson,” mówi. “Jeśli istniałby tezaurus bólu, na pewno bym się w nim znalazł. Ale wówczas, wcale o to nie prosiłem”. Mimo to, można wyczuć dumę z wykreowanego przez siebie obrazu. “Każdy może sprzedawać płyty. Obecnie postrzega się Marilyn Manson przez pryzmat liczby ofiar. O co mogą mnie jeszcze obwinić? Jeśli chcesz strzelać do ludzi, dlaczego po prostu nie wstąpisz do armii? Tak czy siak Ameryka wysyła ci taką wiadomość”.
Kiedy ludzie wspominają jego imię podczas rozmowy o masakrze w Virginia Tech, czuje niepokój. “Mówiłem o hipokryzji z jaką Ameryka patrzy na przemoc, podczas gdy sama tyle jej tworzy. Kiedy słyszę o jakimś akcie przemocy, nie wiem jak może istnieć jakiś bardziej brutalny niż ten, gdy mój tata był w Wietnamie kiedy dorastałem. Nie ma żadnej różnicy, po prostu teraz jest więcej kanałów telewizyjnych”.
Jednakże teatralne zachowanie Mansona na scenie nie zmieniło się. Mimo, że gra w mniejszych salach, obiecuje wspaniałe show. “Poczynając od naszego ego, nie możemy już bardziej do siebie pasować. W tym momencie ja i Twiggy moglibyśmy po prostu na siebie spojrzeć, podpalić się, ukłonić i skończyć występ”. W rzeczywistości zamierzają zagrać wiele kawałków, których fani przez jakiś czas nie mieli okazji słyszeć, chociaż Manson dokładnie jeszcze nie wie, które to będą piosenki. “Na tej trasie chodzi głównie o nastawienie jakie mieliśmy na początku, kiedy wchodziliśmy na scenę i graliśmy to, na co mieliśmy ochotę. Nie zależało nam na graniu singli”.
A szokowanie? – Manson jest realistą. “Świat jest niewiarygodny i nie ma rzeczy, którą ktoś mógłby zrobić, nie wspominając już o mnie, i która zszokowałaby bardziej niż to, co widzisz włączając telewizor”. Wygląda na to, że Marilyn Manson nie spocznie na laurach i widzi swoją przyszłość jako połączenie muzyki, sztuki i filmów, takich jak “Fantasmagoria: Wizje Lewisa Carrolla”, którego roboczy termin ukazania się przypada na tegoroczne lato. “To kwestia skierowania energii w odpowiednie miejsca, w odpowiednim czasie,” mówi. “Kiedy czułem się nieszczęśliwy z tym, co ludzie robili z moją muzyką, potrzebowałem żeby ktoś mi przypomniał, że jestem tutaj aby unieszczęśliwiać ludzi, a nie żeby samemu czuć się nieszczęśliwym”.
