2004-09: Sonic Seducer
Sonic Seducer: Gdzie złapałes to przeziębienie?
Marilyn Manson: Przez trzy dni pracowałem nad swoim teledyskiem, którego jestem współreżyserem. To chyba było dla mnie i mojego ciała zbyt dużo.
SS: Mówisz o teledysku do “Personal Jesus” ?
MM: Dokładnie. Z jakiegoś dziwnego powodu zostaliśmy poproszeni o zrobienie coveru tego utworu już 6 lat temu, na tribute’owy album Depeche Mode. Ale wtedy wydawało mi się to zbyt oczywiste, ponieważ dopiero co wydaliśmy “Antichrist Superstar”.
Kilka miesięcy temu przeszedłem przez coś, co mało nie doprowadziło mnie do załamania psychicznego. Musiałem zdecydować, w którą stronę chcę podążać. Koniec końców porozmawiałem z kimś, kto często mówił o odnajdywaniu Jezusa. Ale powiedział też, że nie jest ważne, aby wstawić w to wyraz “Jezus”. Rozmawiałem też o odnajdywaniu środka. Wydawało mi się to idiotyczne. Wierząc w samego Jezusa, nie możesz zastąpić go innym słowem.
SS: Miałem już z tym do czynienia. Uczęszczałeś do katolickiej szkoły…
MM: Tak, w młodości miałem już z tym doświadczenia. Tak czy siak, przyszedł mi na myśl utwór Depeche Mode. Sam utwór, muzyka, zachowanie Ameryki z jej religią i polityką, sposób, w jaki niektórzy ludzie chcą uczynić z tej wojny rzecz usprawiedliwoną i właściwą, z całą tą pseudo-moralnością. Walczymy, bo jesteśmy najbardziej święci z nich wszystkich. Tak twierdzi nasz rząd. “Personal Jesus” jest dobrym utworem do reprezentowania mojej kolekcji najlepszych. Utwór ten mówi wiele o mojej przeszłości, ale też i wiele o mojej przyszłości. Poza tym mój basista grał w KMFDM, co jest skrótem od Kill Mother Fucking Depeche Mode. Coż mogłoby być bardziej ironiczne?
SS: Na swojej stronie opisałeś nowy album następującymi słowami: “Wspięcie się na to obrzydliwe wzgórze zajęło 10 lat. Oto pieśni Golgoty.. [Songs of Golgotha]”
MM: Tak. I wielu ludzi myślało, że jest to tytuł albumu. Ale album nazywa się po prostu “The Best of Marilyn Manson”. Ma również tytuł “Lest We Forget” – powszechne wyrażenie używane w związku z wojną, drugą wojną światową, wojną wietnamską. Wielu ludzi używa również tego zwrotu w połączeniu ze współczesną Ameryką. Oprócz związku z wojną, pomyślałem również o walce, którą przeprowadzaliśmy, aby osiągnąć punkt, w którym dziś się znajdujemy. Nie należymy do głównego nurtu, ale każdy wie, że Underground stał się częścią Overgroundu. Mogę to stwierdzić na przykładzie Ozzfestu. Większość ludzi z publiczności prawdopodobnie nie posiadała mojego ostatniego albumu, ale śpiewali wspólnie wszystkie utwory.
SS: Best Of nie oznacza tak naprawdę Greatest Hits. Pod jakim kątem wybierałeś utwory na album? Twój własny gust, czy gust twoich fanów? Czy jest między nimi jakaś różnica?
MM: Starałem się wziąć oba pod uwagę. Mógłbym wybrać więcej utworów i jestem pewien, że fani by się ze mną zgodzili. Oczywiście najłatwiej jest wybrać single i większość z nich znajduje się na albumie. A kilka innych piosenek, które nie weszły na CD, znajdą się na DVD, które zostanie wydane z albumem. Album zaczyna się utworem “The Love Song”, który napisałem na trasę Guns, God and Government. Wtedy utwór ten był zbyt wczesny, ponieważ nie znajdowaliśmy się w stanie wojny. Utwór naprawdę pasuje do obecnej Ameryki i nadchodzących wyborów. “Czy kochasz swoją broń, boga, rząd?. Ironia i gorycz utworu.
SS: To pierwszą piosenką na albumie nie jest “Personal Jesus”?
MM: Mmm, być może. W takim razie “The Love Song” musi być dokładnie po nim. Straciłem pewność [śmiech].
SS: Czy czujesz się przywiązany do słów “Personal Jesus”?
MM: Lubię ten tekst, bo może on być rozumiany zupełnie inaczej niż miał być na początku. Odbieram to jako piosenkę o związkach i zaufaniu. I to wykracza trochę poza religię. Rozumiem też ten tekst w politycznym znaczeniu. Zawsze widzę teledysk zanim nagramy utwór. W moim klipie zbieram postaci historyczne, wobec których byliśmy posłuszni i zamieniam je w zły rodzaj Jezusa. I chodzi tu o wydarzenia polityczne, które są tym samym co wydarzenia religijne. Najbardziej lubię następujący wers: “Dosięgnij [dosł. wyciągnij rękę] i dotknij wiary”. To ważne dla mnie, bo wiara jest niedotykalna. Nie wiedziałbym jak można wyciągnąć rękę, aby pochwycić wiarę, dotknąć ją. zawsze mnie to fascynowało i pobawiłem się tym w moim klipie, w bardziej seksualny sposób.
SS: Opowiedz coś o tym.
MM: Nie chciałbym zdradzać zbyt dużo. Zrobiłem instalacje z wody i ognia w hotelu w Vegas. Do tego są cztery kobiety na koniach, rezprezentujące czterech jeźdźców apokalipsy. Pojawił się zupełnie nowy świat. Świat wiary i pokus.
SS: Nie sądzisz, że to ryzykowne robić kolejny cover “Personal Jesus”? Według mnie, Johnny Cash zrobił najciekawszą wersję tej piosenki…
MM: Nie wiedziałem o tym, dopóki ktoś nie dał mi namiarów na te utwór. Cash zrobił dużo coverów, a jednym, który najbardziej zapadł mi w pamięć, jest jego wersja “Hurt” Nine Inch Nails. Uwielbiam jego stare nagrania. Na początku nie było to dla nie jasne. Ironia polega na tym, że emocje stojące za jego wersją tej piosenki są dokładnie przeciwne temu, za czym ja się opowiedziałem. Myślę, że on szczerze mówi o swojej wierze w Chrystusa. Cash był bardzo religijny, ja natomiast używam utworu metaforycznie.
SS: Covery utworów z lat osiemdziesiątych wiele razy bardzo ci się opłaciły…
MM: Tak i to jest dziwne. Myślałem, że ożywianie 80’s skończy się na “Sweet Dreams”. Ale wtedy przyszedł kolejny boom. Poproszono mnie o nagarnie coveru z lat 80-tych i zrobiłem “Tainted Love”. Pomysł mi się podobał, ale musiałem zmienić ten utwór. A tak poza tym, czy “Personal Jesus” nie podlega już pod początek lat 90-tych? Nie jestem pewien.
SS: No ale jest to utwór zespołu, którego korzenie są w latach 80-tych…
MM: Tak. Interesującym jest, że większość ludzi, któych spotykam, chce rozmawiać o moich własnych utworach – “The Dope show”, “The Beautoful People” i tak dalej. Rzadziej pytają o moje covery, mimo, że były one bardziej popularne. To kolejny powód do wydania best-of. Te utwory mogą być znowu wyróżnione.
SS: Dlaczego koncentrujesz się z coverami na latach 80-tych? Czy te utwory mają dla ciebie jakieś specjalne znaczenie, ponieważ dorastałeś przy nich?
MM: Myślę, że był to czas, kiedy ukształtował się mój stosunek do muzyki. “Personal Jesus” miał dla mnie szczególne znaczenie. Opuściłem szkołę katolicką i zacząłem odkrywać muzykę alternatywną. Z tym utworem Depeche Mode zapoczątkowało coś nowego. Nawet jeśli tyko w porównaniu do muzyki dance i industrialu, którym byłem wtedy szalenie zainteresowany. Zespoły jak Nine Inch Nails, Ministry i tak dalej. I wtedy pojawił się “Personal Jesus” ze “ślizgającą” gitarą i innymi efektami, które naprawdę przykuły moją uwagę. Dlatego też na mojej wersji używam podobnych efektów na gitarze, mimo, że nie jestem znany jako gitarzysta.
SS: Grałeś w tym utworze na gitarze?
MM: Gdy nagrywaliśmy w studio, grałem partie gitarowe. Tim grał inne partie – zarówno na gitarę jak i na bas. Zastanawiamy się teraz kogo wziąć na gitarę na nadchodzącą trasę.
SS: Czy nie chciałeś także zrobić coveru utworu Human League? Czy to był “Don’t You Want Me”? Co się z tym stało?
MM: Taka była nasza intencja. Próbowaliśmy, ale nie czułem, że ten utwór mógłby nas reprezentować we właściwy sposób. Więc się z nim pożegnaliśmy.
SS: Ale nagrywałeś ten utwór razem z Shirley Manson…
MM: Tak, nagraliśmy go. Ale utwór nigdy nie zostanie wydany. Podobała mi się nasza współpraca. Problem nie tkwi we mnie czy w Shirley. Wygląda na to, że ten utwór pasuje tylko do repertuaru Human League. Ma dziwne, wesoło-melancholijne napięcie, które oczywiście może być reprezentowane tylko przez Human League. W przeciwnym razie – brzmi dziwnie.
SS: Szkoda, współpraca Manson-Manson to przeszłość…
MM: Kto wie. Współpraca potrzebuje po prostu innego utworu. Chciałbym z nią z nowu pracować. Oboje bardzo dobrze się znosimy.
SS: Co jeszcze oprócz nazwisk macie ze sobą wspólnego?
MM: Nie jestem pewien, czy mamy tak wiele wspólnego. Ona przeklina bardziej niż ja, poza tym obstaje za innymi ludźmi, podczas gdy ja jestem w takich sytuacjach bardziej apatyczny.
SS: Staliście się sobie bliscy. Mówią, że nawet zajrzałeś do jej gardła za pomocą kamery o kształcie dildo…
MM: Ta rzecz nie ma aż tak bardzo fallicznego kształtu. Jest srebrne, a na jego końcu jest mała kamera, przykryta czymś małym i plastikowym. Spenetrowałem jej tym gardło, ponieważ miała operację strun głosowych. Ale zapomniałem jej powiedzieć, że używałem już tej kamery do czegoś innego… [śmiech]. Czego nie widzisz, to cię nie wkurzy, hm?
SS: Ostatnio bawisz się w aktora. Zagrałeś na przykład w filmie Asii Argento, który traktuje o życiu kultowego pisarza J.T.Leroy. Opowiedz coś o tej roli.
MM: Wyglądałem jak zupełnie inna osoba. Inaczej: wyglądałbym tak, gdybym żył w przyczepie campingowej w Kentucky. Gram faceta dziewczyny, która ma problematycznego syna.
SS: I ten syn to J.T.?
MM: Tak. I któregoś dnia zakłada ubrania swojej matki, po czym go gwałcę. J.T. opisał tego gościa rownież jako ofiarę, kogoś kto również był źle traktowany w przeszłości. Więc zagrałem bardzo marną postać. Jestem kontrolowany przez kobietę, po czym kontroluję chłopca. To dobra kooperacja. Nie widziałem jeszcze filmu, ale jestem przekonany, że jest wyśmienity.
SS: Lubisz grać?
MM: Tak.
SS: Kiedy grasz, nadal jesteś Marilynem Mansonem?
MM: Tak, nadal jestem Marilyn Manson – tylko nie wokalistą. Każdy człowiek gra w życiu rolę. I nie chcę, aby ludzie mieli wrażenie, że gram rolę na scenie. Ale gdy grasz w filmie, stajesz się narzędziem do realizowania czyjejś wizji. I to czasem jest dla mnie nawet uwolnieniem, ponieważ to ja zazwyczaj mam nad wszystkim kontrolę, wiem co dokładnie chcę usłyszeć lub zobaczyć. Dlatego granie w filmie jest bardzo relaksujące, oddajesz sprawy w ręce kogoś innego.

Bulls widzę wszechstronnie uzdolniony
Niemiecki, angielski