Ślub Mansona i Dity
Autor: Hamish Bowles
Na przedmieściach Los Angeles zapadł zmierzch i nastała cisza. Ten żywcem wyjęty z Edwarda Nożycorękiego krajobraz, wraz ze swoimi niekończącymi się, długimi, pokrytymi liśćmi ulicami, ustawiony wśród zadbanych domów, kościołów i centrów handlowych, wygląda jakby był zamieszkany przez żyjące amerykańskim snem idealne rodziny. To odpowiednio surrealistyczne miejsce (wyobraźcie sobie, że I Love Lucy spotyka The Munsters) dla anarchicznej ikony rocka, Marilyna Mansona, który przeżył dzieciństwo godne filmu Johna Watersa (co udokumentował w swej fascynująco-przerażającej autobiografii Trudna Droga z Piekła), aby nieoczekiwanie stać się wcieleniem stylu, “jednym z dzisiejszych prawdziwych piratów którzy naprawdę kochają modę” – jak się wyraził o nim John Galliano. Dziś, kiedy wybije północ, Manson wstąpi w związek małżeński ze swoją narzeczoną, czarującą małą Venus – Ditą Von Teese, znaną jako królowa burleski. Jej zachwycające, stylizowane na retro występy wyczarowują wizję Rose Lee, innej legendarnej striptizerki, tak samo sławnej z powodu pięknego ubierania się (szczególnie w suknie Charlesa Jamesa), jak i rozbierania. W rzeczy samej, Manson i Dita zaczynają na stałe osiadać w pierwszych rzędach na pokazach mody, inspirując projektantów z całego świata. “Wow, co za para!” – mówi Stefano Pilati z firmy Yves Saint Laurenta. “Ona jest oszałamiająco piękna, ma fantastyczny styl. Jest kimś, kto swej własnej garderobie nadaje osobowość. Manson z kolei rzeczywiście przekracza granice stylu. To nie jest klasyczny dandyzm – on idzie znacznie, znacznie dalej. Jest fascynującą osobą, potrafi nawet z trzyczęściowego flanelowego garnituru uczynić coś unikatowego.” Lecz Mansona i Ditę wiąże coś więcej niz styl. “Lubimy w sobie nawzajem to, co inni by prawdopodobnie znienawidzili” – wyjaśnia Manson. Jego wcześniejsze miłosne podboje to między innymi pełne życia i przepychu dziewczęta, takie jak Traci Lords i Rose McGowan. “Nie jestem zdenerwowany, czuję się bardzo pewnie” – dodaje. Dita, urodzona w niewielkim Rochester, w stanie Michigan, marzyła o konwencjonalnym ślubie kościelnym. Ponieważ niektórzy uważają jej przyszłego męża za coś w rodzaju Antychrysta, stało się to wyzwaniem. Na trasie koncertowej, w St. Petersburgu (czerwiec 2005), udało jej się w końcu przekonać Mansona i sceptyczny zespół do wizyty w kościele, który wybrała ze względu na jego wyjątkową okazałość. U wejścia znajdował się staromodny znak z zaokraglonym zarysem zgrabnego buta na obcasie, który przecinała solidna, czerwona linia. “Na dobrą sprawę mogą tam równie dobrze wstawić moje zdjęcie!” – wspomina Dita, która w tamtym w momencie zdała sobie sprawę, że członkowie zespołu załamali się, twierdząc, że tradycyjny Kościół również nie jest miejscem dla niej. Cywilna ceremonia ślubna odbywa się w Los Angeles. Prawdziwy ślub – gdzie Dita, z pomocą Vivienne Westwood, da upust swoim fantazjom a’la Scarlett O’Hara oraz gdzie Manson z pomocą Johna Galliano, uwolni z siebie Kapitana Hooka – odbędzie się za tydzień, w Irlandii. Chilijski reżyser Alejandro Jodorowsky udzieli ślubu i odczyta przygotowane przez siebie przemówienie. “Myślę, że przysięgi są najważniejsze” – twierdzi Dita, pomimo tego, że wykorzystała wizualne możliwości, jakie daje cywilna ceremonia: powiedziała Roselli Jardini, że chce wyglądać jak “panna młoda z lat czterdziestych, która idzie do urzędu, żeby się chajtnąć tuż przed tym, jak wyruszy na wojnę.” Jardini w odpowiedzi przygotowała dziarski kostium w stylu Busby Berkeley’a, w czarno-białych kolorach srebrnego ekranu. Do czarnej mufki z lisa są dopiete orchidee, detal zainspirowany fotografią Jane Wyman i Ronalda Reagana. “Kochanie, wyglądasz bajecznie!” – mówi Manson, ubrany w obszerną koszulę Galliano z bardzo wysokim kołnierzem i wąski smoking od Diora. Wygląda niczym Dickensowski przedsiębiorca pogrzebowy. “To taki lekki misz masz” – mówi jego stylistka Dayna Pink, “lecz w jego przypadku to działa!” Judy Garland śpiewa “On the Sunny Side of the Street” podczas gdy Stacy, blondynka ubrana w zalotny strój Francuzeczki, niepewnie wypełnia kieliszki do szampana wybornym trunkiem dla około tuzina gości. Dita postanawia pomóc. “Widziałeś jak się rozproszyli, gdy poszłam otworzyć szampana?” – mówi, śmiejąc się – “Wiem co się robi z butelką szampana!” Rzeczywiście, na przyjęciu Louisa Vuittona, które zamykało Paryski Tydzień Mody, wykąpała się w zawartości wielkiej butli szampana, siedząc w olbrzymim kileiszku do martini – tak wygląda część jej show. Obecni goście to dziwaczni członkowie zespołu i ich dramatyczne panny oraz oddział stylowych dziewcząt, które Dita poznała gdy jeszcze tańczyła swinga w Orange County – wyglądają niczym “Dolls” Damona Runyona. Kuchnia Dity to różowo-czarne lata pięćdziesiąte, pokój gościnny zaś przypomina horror z czasów wiktoriańskich. Mieszkające w domu cztery koty rasy devon rex – Aleister, Lily, Edgar i Hermann – pełzają koło dziwacznych ciekawostek: dziecięcych manekinów z lat dwudziestych, medycznych korpusów, skóry dwugłowego jagnięcia, drewniano-skórzanej protezy nogi z czasów wojny secesyjnej, peruki Johnny’ego Deppa z Blow (wymienionej za sztuczne piersi z okładki Mechanical Animals) i zrobionych z papier-mache weneckich masek Mansona. Jedną z nich dał Bradowi Pittowi i Angelinie Jolie – był zdziwiony erotycznym iskrzeniem, które zaistniało między nimi, gdy decydowali, które z nich ma ją założyć. Pokój stołowy, wraz ze swoim wysokim sufitem i kształtem nawy dobrze wkomponowuje się w dzisiejszą ceremonię. Przy zaślubinach będą obecne wypchane pawie oraz portret Marleny Dietrich, namalowany przez Gottfrieda Helnweina. Ten austriacki artysta będzie gospodarzem ceremonii ślubnej, która odbędzie w Irlandii, w jego gotyckim zamku w Tipperary. “Powiedzieliście mi, że impreza miała być zwyczajna” – mówi Isabella Skylar, pastor (Dita wytropiła ją w internecie, spodobało jej się jej nazwisko), która przyleciała z San Francisco na miejsce sceny, którą Manson określa jako “film Felliniego”. Ma na sobie ocieplane kozaki i poncho ze wzorem Indian Nawaho. “Macie może jakąś suknię?” – pyta zrozpaczona. “Niech założy strój papieski!” – mówi Manson. “Niech będzie religijnie, na Boga!” Strój, o którym mówi, to strój koncertowy, którego używał w 2000 roku na trasie Guns, God and Government. Gdy założył go w Rzymie, został natychmiast aresztowany. Gra muzyka rap (“Gdy się poznaliśmy, słuchaliśmy dużo rapu”, zwierza się Dita. “To naprawdę śmieszne piosenki”). “Oto muzyka cyrkowa!” – mówi Manson, przełączając na szokujące Tiger Lillies. “To chyba najlepszy utwór, przy którym można wziąć ślub” – piosenka przechodzi w pamiętny motyw muzyczny z Edwarda Nożycorękiego. “Czy ty, Mansonie, bierzesz za żonę tą striptizerkę…?” – pyta pastor. “Czy ty bierzesz tą ikonę?” Jej rosyjski akcent jest tak silny, że mógłbym przysiąc, iż powiedziała “psychola” [gra brzmieniowa na "icon" i "psycho" - przyp. Bullsa]. “Przybij pionę!” – mówi Manson po wszystkim. “Powiedziała “tak”, nieprawdaż?! Wybaczcie panie – panowie również!” – dodaje, wznosząc toast czymś, co nazywa “czerownym absyntem”. Jest zafascynowany tym trunkiem, jego związkiem z paryską dekadencją fin de siecle. Przyznaje, że używa go nawet czasem jako medium przy swych znakomitych, prowokujących pracach, które maluje klęcząc na kolanach w starym pokoju dziecinnym. (Ma zamiar także eksperymentować z osiemdziesięcioletnim zestawem farb do balsamowania zwłok, który właśnie nabył.) Dochodzi trzecia nad ranem. Dom pobrzmiewa piosenką Madonny Vogue, a pani Dita Manson prowadzi mnie przez różowy buduar do swej garderoby – wypełnionej wachlarzami ze strusich piór, wyszywanymi cekinami kostiumami i butami oraz skarbami mody retro – aby mi pokazać swoją kolekcję zachwycających kapeluszy z lat czterdziestych, które wprowadziły Stephena Jonesa [sławnego kapelusznika - przyp. Bullsa] w ekstazę podniecenia, gdy ostatnio wpadł tutaj, aby dopasować kapelusze do nadchodzącej w przyszłym tygodniu ceremonii ślubnej. Manson ukrył się w swojej kryjówce, oglądając energetycznego Donalda Sutherlanda w Casanovie Felliniego. “Jestem całkowicie skupiony na konsumowaniu małżeństwa!” – powiedział. Po kojącym kalifornijskim cieple, Irlandia zdaje się być ponura, wietrzna, deszczowa i nieprawdopodobnie romantyczna. Kilshane House jest okazałą, kamienną plebanią z czasów Regencji [początek XIX wieku - przyp. Bullsa] z okazałą wiktoriańską cieplarnią, najeżoną strzelistymi palmami i paprociami drzewnymi – oto miejsce na próbną kolację. Jest wyłożone białymi różami i nadziewanymi kremem jadalnymi łabędzami [rodzaj eklerki w kształcie łabędzia - przyp.]; Ella Fitzgerald śpiewa “Let’s Fall in Love”. Czas na spektakularne wejście Dity: ubrana jest w sukienkę Moschino z zielonej satyny. Grube linie biegną kształtem klepsydry, a całość wieńczy dramatyczna kokarda projektu Jacquesa Fatha. Manson dopiero się pojawi. “Denerwuje się gdy ma opuścić dom”, wyjaśnia Dita. “On nigdy nie wychodzi z domu”. Dita równiez przejmuje się slubem. “Jestem taka niespokojna”, mówi, “wszyscy będą na mnie patrzeć i nie będą oczekiwać, że zdejmę ubranie – a może właśnie będą!” Nastepnego popołudnia nasze samochody wloką się przez ciemniejący krajobraz do magnackiego zamku Helnweina, ponurego Domu Strachów [Hammer House of Horror, angielski serial z 1980 roku - przyp. Bullsa], budowli z wieżyczkami, krenelażem i samotnym kobziarzem. W środku organizatorka Fiona Leahy, elegancka i żwawa dziewczyna, wyczarowała małe cuda. Pierwszy raz pracuje przy ślubie. W wysokim hallu stoi magnacki stół, pokryty rubinowymi kryształami Swavorskiego. Na nim około 4000 czarnych i szkarłatnych róż, zaaranżowanych przez kwiaciarkę Hayley Newstead na kształt wulkanicznych erupcji. Czarne i złote świeczki w kształcie czaszek migocą, a w kominku trzaska ogień. W jadalni nowożeńcy usiądą razem pomiędzy dwoma długimi stołami, oświetleni światłem świec z wysokich kandelabrów, znajdujących się za granatowymi liśćmi palm, bukietami róż i kiśćmi ciemnych winogron. Stoły migocą światłem czarno-rubinowych kryształowych kielichów, są pokryte porcelanowymi kwiatami, które Wedgwoog wykonał specjalnie z czarnego bazaltu. Obrusy i serwetki zostały utkane z szorstkiego iralndzkiego lnu; czarne serwetki mają czarne monogramy z zawiłymi wiktoriańskimi inicjałami ślubnej pary. Ten sam motyw zdobi talerzyki i jest wpleciony w czarne koronkowe zasłony, które wiszą na wysokich oknach głównej izby przyjęć z niepokojącą nutką tajemnicy w stylu Edgara Allana Poe. Ekspertka od ciast, Margaret Braun, upiększa i poprawia wyszukane, fiołkowo-złote wyroby cukiernicze, które przywiozła z Nowego Jorku. “Postanowiłam ująć abstrakcyjnie ‘kobiecą formę’” – wyjaśnia Braun. “Użyłam wielu kreskowych wzorów, więc wszystko przybrało gorsetowy wygląd!” Braun zrobiła także jadalne, czarne owale z podstawkami, pracochłonnie udekorowane perełkami. Na każdym z nich znajdują się inicjały jednego z gości – ustawi je jako wizytówki na stołach. W pomieszczeniu, w którym odbędzie się ceremonia, zostały powieszone czarne aksamitne zasłony. Postawiono również wiktoriańskie krzesła dla gości – na każdym pamiątkowy złoty medal. Później goście będą z nimi paradować, niczym z honorowymi odznakami. Na piętrze Stephen Jones ostrożnie przyszywa woalkę z pomponami z norek do przepięknego kapelusza panny młodej; właśnie ukończył ostateczne przymmiarki. “Nie ma lepszego modelu kapelusza”, mówi. Tymczasem na dole zjawiają się pierwsi goście. Szarooka Lisa Marie Presley, w czarnym gotyckim szyfonie, pierwszy raz odwiedza Irlandię. “Jak tylko się tu zjawiłam, to poczułam magię”, mówi. “Bądź zawsze praktyczna – noś futra z soboli!” – ćwierka posągowa Suzanne Von Aichinger, Gaultierowska muza couture. Ma na sobie kozacki kapelusz projektanta, do tego pulower i kręconą spódnicę wykonaną z kilometrów folklorystycznej wstążki. “Czy nie wyglądam za bardzo jak Morticia?”, pyta matka Dity – Bonnie Lindsey, zgrabna i urocza brunetka – stojąc niczym syrena w czarnej, aksamitnej powłoczce. Na piętrze pandemonium. Po tym jak druchna Dity, Catherine D’Lish, wyszła z wanny znajdującej się w przebieralni, którą dzieli z panną młodą, dało się słyszeć głośny huk – zawalił się sufit. Pył, gruz, zasypane kosmetyki i ztrważająco masywne kawałki tynku. “Jakiś gotycki dzieciak, fan Mansona, powie pewnie, że czarna magia odniosła sukces!”, wzdycha Dita. “To duch porzuconej panny młodej,” mówią goście. “Moje dzieci mówią, że zamek jest nawiedzony,” dodaje Renata Helnwein [żona Gottfrieda - przyp.Bullsa]. Na szczęście Dita nie jest świadoma dramatu rozgrywającego się w pobliskim pokoju. “Nie wiemy gdzie jest pierścionek!” – lamentuje Manson. W buduarze Dity zapanował spokój. Barbra Steisand śpiewa “The Man I LOve”, a talerz ostryg leży na damaszkowym, pozłacanym szezlongu. Dita ubrana jest w czarny, powiewny szyfon, podczas gdy Danilo robi jej fryzurę, a Kathy poprawia jej porcelanową cerę. Na półce nad kominkiem stoi para Louboutinów (z pięciocalowymi obcasami), które projektant przygotował specjalnie na ten weekend. Niezwykły gorset, który Mr. Pearl [sławny gorseciarz - przyp. B.] umodelował tak, żeby ścisnąć Ditę w talii do siedemnastu cali [43 cm - przyp.B.], został właśnie rozpakowany. Rozżalony powiedział wcześniej, że tak czy siak “będzie najbliższą rzeczą dla panny młodej”. “Przez te wszystkie lata spędzone w branży, nigdy nie widziałem, żeby dziewczyna sama nakładała na siebie gorset,” mówi zachwycony Stephen Jones, kiedy Dita zawiązuje sobie sznurowadła od gorsetu. “Potrójne zdrowie Pearla!” załkała obwieszczając wszem i wobec, że “nie ma majtek, które by pasowały do tego gorsetu! Panna młoda nie ma majtek!” Teraz wszyscy pracują przy tym, żeby wmanewrować Ditę w rozłożyste krynolinowe halki, dodatek do sukni. “Myślę, że ta suknia prawdopodobnie waży tyle, ile sama Dita!” – mówi Brigitte Stepputis, dyrektortka couture od Vivienne Westwood. Ta zapierająca dech w piersiach suknia została uszyta z siedemnastu metrów szwedzkiego jedwabiu, oślepiająco fioletowa, udrapowana tak, żeby kłebić się i wirować wokół jej cienkiej talii i białych piersi. “Suknia, którą uwielbiamy – specjalnie dla Ciebie, Księżniczko” – widnieje w liściku od Westwood. “Życie jest o wiele milsze gdy jesteście razem, szczególnie kiedy jesteście pięknie ubrani!” – dodał jej mąż, Andreas Kronthaler. “Jestem gotowa na diamenty!” – deklaruje Dita. “Tak jak my wszyscy!” – dodaje jej mama, która właśnie weszła, omdlewając na widok ostatecznego efektu. “Ja to stworzyłam?” – pyta. “OK, w takim razie jestem dumna!” Nadszedł właściwy moment. Manson w końcu znalazł pierścionki. “Wow!” – mówi widząc Ditę w pełnym stroju. Kobziarz prowadzi go na dół. Dita jest prowadzona przez lidera berlińskiego big-bandu, Maxa Raabe, śpiewającego do akompaniamentu “Ave Maria”. Gdy wchodzi do salonu, wszyscy nabierają powietrza – śliczna, osiemnastowieczna drezdeńska laleczka została powołana do życia. Alejandro Jodorowsky to również niesamowity widok: jest ubrany w kompletny, biały kostium ze swojego kultowego filmu Holy Mountain, razem ze strzelistym kapeluszem i butami na koturnach. Recytuje przysięgi swoim dźwięcznym hiszpańskim, a jego niesamowita żona, Marianne, tłumaczy je na angielski. “Poprzez siłę Powietrza, zasadę kierującą naszą inteligencją i umysłem… zawsze będzicie szanować to, kim naprawdę jesteście… Nie będziecie więźniami ograniczającego związku…. Miłość nie jest poszukiwaniem podobieństw, to poszukiwanie uzupełniających się przeciwieństw…. Poprzez siłę Ognia, zasadę kierującą energią seksualną, wasza przyjemność powinna byc obupólna i nieograniczona…” – jego piękny głos wypełnia echem całe pomieszczenie. Dita wsuwa przymały pierścionek Mansona, a Jodorowsky obwieszcza, że pan młody może pocałować pannę młodą – w tym samym czasie rozbrzmiewa chóralna wersja “Across the Universe” Johna Lennona. Przemieszczany się do sąsiedniego pomieszczenia, aby wziąć kieliszki z piramidy szampana.” “Ciężko mi było zejść ze schodów” – wyznaje Dita. “Ale nie spadłam!” Christian Louboutin porywa ją do improwizowanego walca i nagle mamy The King and I [musical z 1956 roku - przyp.B.], rozległa suknia Dity kołysze się niczym suknia Deborah Kerr, kiedy ta pyta Króla Mongkuta: “Zatańczymy?” Dita przebiera się na kolację w czarny aksmait Gaultiera. Jej ukochany ojczym, Dan Lindsey pozwala rzeczywistości przeswiecić przez czarne kutyny, wznosząc toast za szczęśliwą parę, Heather i Briana. Goście rozsiedli się przy dwóch długich stołach: dublińskie krewetki, irlandzki homar, wołowina; oczyszczają podniebienie porzeczkowo-absyntowym sorbetem. Max Raabe i jego dwunastoosobowa orkiestra, która, jak pisze Herald Tribune, “uwielbia imprezować, jakby był rok 1929″, powrócili właśnie z trasy po Stanach, aby dostarczyć trochę tanecznej muzyki. “To niezły kontrast w stosunku do Carnegie Hall!” – mówi Ian Wekwerth, pianista. Raabe śpiewa swym ładnym głosem klasyki z lat trzydziestych: “Cheek to Cheek” i “Over my Shoulder”. Dołacza nawet do repertuaru utwór Britney Spears “Ooops!…I Did It Again” w ujęciu Noela Cowardiana. Dita znów zmienia strój (teraz jest ozdobioną pawim okiem wizją Hedy’ego Lamarra). Manson zaprasza ją do wolnego tańca. “Mimo wszystko..” – mówi prześmiewczo Louboutin – “to są Potępieni”, film Viscontiego, opowiadający o dekadenckiej industrialnej rodzinie mieszkającej w Niemczech, w latach trzydziestych. Iluzja nie pryska, Manson ma filmowe zakusy. Pracuje właśnie nad pełnometrażowym projektem, opowiadającym o Lewisie Carrollu. Będzie grał Carrolla, a rolę Alicji powierza Lily Cole. Jako swoich filmowych mentorów wymienia Ingmara Bergmana i Matthew Barney’a. Słabowita trupa materializuje się następnego popołudnia na wietrznym terenie wokół ponurego, szarego zamku. Ożywienie przynoszą Krwawe Mary, roznoszone wokół na srebrnych tacach. Strzały broni rozlegają się po dramatycznym krajobrazie, podziwiamy sowy i jastrzębie, które zbierają się na trawniku – dziwni, egzotyczni i wspaniali goście. “Robi tak jak Linda Blair w Egzorcyście!” – śmieje się fotograf Ali Mahdavi, gdy Nelly, europejski puchacz, odwraca swą głowę o 350 stopni. Manson w swej pelerynie trubadura wygląda jak wyjęty ze średniowiecza, a Dita ubrała się jak bohaterka powieści Agathy Christie: peleryna i taftowa bluzka Moschino plus miniaturowy cylinder z piórami wyrobu Stephena Jonesa. “Ten cylinder wygląda jak bażant!” – mówi ptasi opiekun, a jego jastrząb zachłannie spogląda na “zdobycz”. Tego wieczora Leahy umówiła się w klasycznym lokalnym pubie, aby poprowadzić iralndzką imprezę – umowa polegała na tym, że będą odcięci na dwie godziny od “filmowania”, a później całe party przeniesie się do prywatnego salonu na tyłach, a lokalna klientela będzie mogła spowrotem tam zagościć. Jednakże, gdy przyjechała rodzina Von Teese wraz z pierwszą grupą ludzi z zamku, stało się jasne, że właściciel pubu nie dotrzymał danego słowa: jego pub był po brzegi wypełniony rozpychającymi się gapiami i fanami Mansona. Leahy zawróciła cały konwój i uroczystości zostały wznowione w zamku [pisaliśmy o tym wydarzeniu, kiedy plotkarska gazeta Irish Sun opublikowała niezgodny z realiami artykuł - przyp.B.]. “W pewien spoób Irlandia jest krajem bez prawa”, wzdycha Leahy, wysyłając swoją matkę do lokalnej smażalni ryb i frytek. Zamawia wielkie beczki Guinessa do zamkowego barku i przekierowuje skrzypków do Wielkiego Hallu. Gorące ryby z frytkami są serwowane w rożkach zrobionych z pierwszych stron lokalnych brukowców, opisujących ślub. Na tym slubie nie przeoczono żadnego szczegółu – no może oprócz majtek panny młodej!
Źródło: American Vogue, luty 2006







































mój wymarzony ślub….