MansonUSA: Wywiad z MM (2005)
Co wyrosło pomiędzy dwoma wcieleniami Celebrytarianizmu i jak ta wizja ewoluowała od ery Holy Wood?
Zawsze miałem ochotę żyć w świecie, który tak naprawdę nie istniałby dla większości ludzi. Powziąłem ideę religii lub partii politycznej, lub też ruchu artystycznego czy filozofii, która mogłaby być w pewien sposób odkryta; czy to w czyimś umyśle, czy na czyimś strychu – byłby to świetny sposób na rozpoczęcie opowieści. Opowieść ta mogłaby się wydarzyć w prawdziwym życiu, jak również w filmie czy książce. Pomysł przyszedł mi do głowy kiedy natknąłem się na różne dokumenty, które naprowadziły mnie na szereg elementów zawierających się w ramach ideału Celebrytariańskiego i wszystkich jego inkarnacji.
Kiedy po raz pierwszy starałem się ująć to w formie noweli, użyłem metafory, przypowieści z rodzaju tych, których sedno tkwi w satyryzowaniu wszystkich aspektów oraz brzydoty każdego z systemów wiary. To musiało także objąć moje miejsce w popkulturze, ludzi, którzy mnie słuchają i ludzi, którzy mnie nie lubią, ponieważ zaznaczyłem się o wiele głębiej w kulturze, którą krytykowałem – szczególnie podczas sprawy Columbine. Musiałem krytykować i bronić się. Nigdy nie powinienem bronić swej sztuki, ponieważ poprzez sztukę broniłem siebie. Nie było sensu w obronie samej sztuki.
Myślę, że Celebrytarianizm może być najlepiej zdefiniowany przez tych, którzy są nim zainteresowani. Nie oznacza to, że nie ma on ogólnego znaczenia. Po prostu ludzie, którzy nie rozumieją czym on jest, nie zrozumieją go jeśli otrzymają wytłumaczenie – aczkolwiek nie sądzę, aby istniał jakiś błędny sposób rozumienia tej kwestii. To trochę złożone: Celebrytarianizm nie mógłby być religią, czy organizacją religijną ponieważ jest podobny do DaDa i surrealizmu. Sam nie wierzy w świat, w którym istnieje, dlatego też sam w sobie istnieć nie może, dopóki nie przyzna, że jest zbyt abstrakcyjny, aby go zdefiniować. Wtedy przeradza się w kompletną sieczkę umysłu, gdzie gubisz się wewnątrz samego siebie.
Moje życie kręci się teraz wokół poddawania się i zatracenia się w sobie. Brnie ono do przodu, a elementem tego jest idea bycia ważną osobistością [celebrity]. I jest to prawdopodobnie najmniej ważna część całego słowa – chociaż się wydaje, że jest to najbardziej oczywisty, istotny jego sens, bo to prawie gra słów. Dla mnie, chodzi tu bardziej o spojrzenie na całą sztukę, którą do tej pory stworzyłem, o zbadanie żądzy naszej kultury do bawienia się – skrywanej lub nieskrywanej, nieczystej przyjemności kultu śmierci, kultu męczeństwa; promocji sławy każdym kosztem; umierania kiedy patrzy wystarczająca liczba ludzi. Ta wszczepiona ludziom do głowy idea wykreowała kulturę, której owocami są: zabójstwo Kennedy’ego, bombardowanie Oklahomy, Harris i Klebold; World Trade Center. Ludzie bardzo dobrze zdają sobie sprawę z tego, że mogą dostać dokładnie to, czego chcą, a my zawsze wyrażamy zgodę, by im to dać. Więc – w tym sensie – Celebrytarianizm zdaje sobie z tego sprawę i uznaje to.
W pewnym sensie jest to metoda dziennikarskiej sztuki, która jest atakiem oraz zupełnym pragnieniem zniszczenia tego, czym stało się dziennikarstwo. Jeśli byłby to magazyn, to płonąłby przy każdym otwaciu, żeby poparzyć ci ręce – ponieważ zasługujesz na to, bo go czytasz. To odrobina wyjaśnienia, aby ludzie mogli zagłębić się w to bardziej niż chcą. Nazywam to Towarzystwem Celebrytarian [Celebritarian Corporation] ponieważ myślę, że wprowadza to dalszą ironię w to, co reprezentuje. To rozrastająca się grupa artystów połączonych razem. Jesteśmy ludźmi, którzy są na tym etapie życia, kiedy zrobili już wystarczająco, aby osiągnąć punkt, który chcieli osiągnąć. Prawie doszedłem do tego punktu i chciałem się poddać z powodu frustracji i negatywności, które owinęły się wokół mnie niczym mokry koc.
Miało miejsce wiele zmian. W przeszłości różne rzeczy udawały się w magiczny, niewytłumaczalny sposób. Były też okresy, gdy to uczucie spójności wymykało się. Myślę, że to kwestia tego, kim się otaczasz. Pomijając problemy, które się pojawiały, myślę, że był to rok kończenia trasy na wysokich obrotach, dogadania się z firmą nagraniową i ludźmi, którzy zarządzają moimi sprawami. Każda osoba wokół mnie wydawała się mieć niewiele wiary w to, co chciałem robić. Kiedy jednak robię te rzeczy, to czuję, że są bardzo cenne i bardzo udane – ponieważ przez większość czasu robiłem je sam. Myślę, że jest to ludzki strach przed byciem zastąpionym lub nieistotnym.
Jest też oczywiście zupełnie inny problem. Mam zespół, z którym się przyjaźnię, lecz ponieważ nie robię muzyki, to oni muszą się martwić o to, co mają robić. Ciężko mi to przemyśleć, ponieważ czuję się odpowiedzialny na wiele sposobów. Na przykład Pogo. Złożyłem mu obietnicę, której nigdy nie złamię: Nigdy się nie rozdzielimy, ponieważ wszystko zaczęło się od nas i bez względu na wszystko nie ulegnie to zmianie. Jeśli będzie chciał powrócić do czytania książek naukowych i bawienia się żołnierzykami na scenie, to nie mam nic przeciwko. On jest geniuszem i myślę, że jest wiele niewykorzystanego talentu, kreatywności, ponieważ kiedy robisz płytę możesz zrobić sesję zdjęciową, wybierasz jedno lub dwa zdjęcia z całości, która zawierała o wiele więcej pomysłów. Abstrahując od wszelkich korzyści finansowych, fakt, że jesteś kreatywnym i nie masz gdzie tego umieścić jest frustrujący. To się po prostu nie mieści w ramach ograniczeń przemysłu rock’n'rollowego, ponieważ ludzie nie są tak naprawdę zainteresowani kreatywnością. Kiedy mówię “ludzie”, mam na myśli ludzi w sensie ogólnym; ludzi, którzy – kimkolwiek są – kupują znienawidzone przez nas płyty. Myślę, że gdybym stanął obok niektórych moich bohaterów, pisarzy, Andre Bretona i Salvadora Dali, mówiliby: “Ci ludzie nie istnieją. To wszystko farsa.” – tak jak podczas pierwszej wojny światowej, kiedy powiedzieli, że ludzie nie zostali zabici; że byli tylko aktorami.
Wpływ surrealizmu na świat jest oczywisty: surrealiści byli wyrzuceni z Europy przez Hitlera, bo zagrażali myśli europejskiej. Prezentowali inną rzeczywistość, nienaturalny sposób widzenia świata, malowali rzeczy inaczej niż je widzisz, pracowali wprost z wyobraźni, różnymi technikami. Dla ludzi było to zdegenerowane. Przybyli do Ameryki i zrobili wszystko – od pisuaru Marcella Duchampa do manifestów surrealistycznych, które nie są aż tak dalekie od pamiętników Harrisa i Klebolda. Byli bombastyczni i zupełnie nie bali się mówić, co myślą. To dziś rzadkie zjawisko. Istnieje w środowisku podziemnym, gdzie niestety, niewielu ludzi zagląda. Nie uświadczysz tego ponad ziemią, chyba, że jest to postawa wytworzona dla celów marketingowych.
Swego czasu chciałem to osiągnąć, lecz zdałem sobie sprawę, że mam o wiele więcej do zrobienia. Nie chciałem skończyć z muzyką. To był punkt zwrotny. Musiałem zrozumieć, że świat wokół mnie był depresyjny i kruszył się, i że trzeba dać spokój. Musisz chcieć sięgnąć dna i albo skończysz jako umarlak, albo osoba, która może chcieć z jakichkolwiek powodów zniszczyć cię – czy to celowo, czy też nie – wyskoczy ze strachu ze statku lub zatonie z tobą. Koniec końców, sami się zniszczą. W pewnym sensie to właśnie się stało w moim życiu, w świecie biznesu, który jest mi obcy. Nie jestem naiwny, nie jestem godny zaufania i głupi. Jestem pisarzem i artystą; nie chcę się martwić liczeniem cyferek i tym podobnymi rzeczami. Nie chcę, aby ludzie, którzy we mnie nie wierzą, eksploatowali mnie i nakazywali robić rzeczy z niesłusznych powodów. Kiedy oczywistym staje się to, że nie możesz robić tego, co chcesz, wtedy nie robisz nic i możesz równie dobrze zniknąć z tego świata; zaczynasz widzieć kto jest twoim prawdziwym przyjacielem. Myślę, że przyjaźń z bliskimi mi osobami jest silniejsza niż kiedykolwiek, ponieważ są za mną i mówią: “Cóż, jeśli to jest to, co chcesz zrobić, to jesteśmy za tym, ponieważ ty nas tu przywiodłeś i chcemy iść za tobą”.
Wszystko zdaje się być teraz lepsze. Możemy po prostu zrobić tą płytę i myślę, że to jest najważniejsze oświadczenie. W tym roku zebraliśmy – a kiedy mówię “my”, to mam na myśli głównie Tima – około dwudziestu piosenek. Są to kompletne utwory, do których trzeba jeszcze dograć wokale. Muzyka została stworzona w tajemnicy. Musieliśmy to ukryć przed światem, bo nie chcieliśmy, aby świat wiedział co przygotowujemy. Myślę, że ta płyta będzie taka jak ta część filmu, w której wszystko się zmienia i następuje szczęśliwe lub nieszczęśliwe zakończenie. To punkt, od którego wszystko idzie w innym kierunku.
Podobnie się czułem kiedy zrobiliśmy Mechanical Animals ponieważ był to drastyczny przeskok na inny tor. Ta płyta była nagrana w zupełnie inny sposób, z zupełnie innym zamierzeniem. Miała dwie strony: poziom sarkazmu, który miał swe odniesienie w muzyce. Skłaniała się ona do wszystkich rzeczy, które lubiłem, gdy dorastałem: Kiss, Bowie, Queen, T-Rex i Iggy Pop. Wielu leniwych i głupich dziennikarzy stwierdziło, że nie jesteśmy wystarczająco inteligentni, aby zrobić coś takiego, więc musi to być czysta nieoryginalność, co zresztą nadaje bardziej komiczny sens płycie – ponieważ przeciwstawiłem się oczekiwaniom ludzi; temu, jak chcieli mnie widzieć; rodzajowi gwiazdy rocka, który chcieli stworzyć jako towar i zapakować w małe, łatwe do określenia pudełko.
Nowy album ma różne źródła, lecz nazwałbym go romantycznym – nie w sensie chodzenia za rękę i spaceru przy księżycu – lecz romantycznym w sensie niespełnionej tęsknoty do bycia w innym czasie lub innym miesjcu, gdzie czułbyś się lepiej wpasowany. Każdy może się z tym zidentyfikować. Ma to również wiele wspólnego z tęsknotą za człowiekiem, z którym mógłbyś to dzielić. To zmaganie się w poszukiwaniach. To zupełnie inne od tego, co do tej pory zrobiliśmy. W pewnym sensie ten album jest mroczny – prawdopodobnie będzie określany jako bardzo gitarowy i melodyjny, i prawie rock’n'rollowy – niczym brzmienie zespołu, który dopiero się formuje. Ma także pewne elementy surrealistyczne, które umiejscawiają go tam, gdzie właściwie nie pasuje.
Co ostatecznie zakłada ten nowy ruch Celebrytariański? I jaki ma mieć wpływ na świat?
MarilynManson.com zmieni się drastycznie w coś, co reprezentuje wszystkie aspekty rozrywki, która bywa często pomijana lub zatracana. Chcę zobaczyć pomysły Pogo — jego fotografie, o których nikt nie wie, sekwencje muzyczne około dwudziestu keyboardów, które byłyby grane w ponad rocznej transmisji przez internet — aby ludzie mogli się informować lub zabawiać, kiedy mają na to ochotę.
Chciałem aby strona zawierała tylko to, co ją dotyczy. Nie ma na celu promocji albumu. Nie ma na celu promocji niczego – po prostu ma być. Chcę zająć to stanowisko, aby czegoś dowieść. To nie jest reakcja typu “Och, nie puszczają mnie w MTV” czy “Nie puszczają mnie w radiu”. To stanowisko brzmi: “Chcę być słyszany i widziany w ten sposób i mogę to tutaj uczynić. A wy możecie przyjść to zobaczyć.” Nikt was nie powstrzyma, nikt nie powstrzyma mnie. Ten rodzaj wolności to rzadkość i warto w tych czasach o to walczyć. Doceniłem w ten sposób możliwości internetu. Nie jestesmy naiwni niczym ludzie, którzy myśleli, że mogli to zrobić dziesięć lat temu. Technologia pozwoliła nam teraz zapewnić ludziom wszystko, czego chcą. Fakt, że każdy ma możliwość stania się artystą wystraszyła wielu, którzy myśleli, że zostaną bez pracy. Jednakże myślę, że ci najbardziej kreatywni zostaną natychmiast wskazani. Wszyscy mamy dostęp do łopat, lecz nie czyni to nas z miejsca kopaczami grobów.
Myślę, że będzie to nowy sposób spojrzenia na rzeczy. Bedzie to nowy sposób spojrzenia na zespół. To będzie “Cóż, myślałem, że oni są zespołem rock’n'rollowym, lecz robią film” lub “Myślałem, że są artystami występującymi na scenie, lecz teraz przygotowują książkę.” Chciałem mieć możliwość robienia tego co zechcemy, gdy przyjdą nam do głowy pomysły – ponieważ mamy tych wszystkich twórczych ludzi. Przez to nie mogę dokładnie określić, kto zagra na płycie, a kto na koncertach. Nie wiem, dopóki się to nie wydarzy.
To zupełnie inny świat. Wszystko się zmieniło, nawet przez tydzień. Zmieniasz swoje otoczenie i nagle staje się ono pozytywne, a wszystkie nowe rzeczy stoją otworem i wszystko osiada w miejscu, jakiego nigdy wcześniej nie było. Momentami to przeraża i wydaje ci się, że stoisz na skraju przepaści, jednakże przychodzą też momenty, kiedy zdajesz sobie sprawę, że żadna inna osoba nie może stanąć na skraju tej przepaści i wtedy nie spadniesz. Myślę, że to będzie najbardziej ekscytujący okres w naszej twórczości. Ludzie, którzy narzekają lub ludzie, którzy lubią wątpić we wszystko, co zmienia ich życie, są tymi, którzy nadal poszukują swojej tożsamości. Może ją odnajdą, może nie. Myślę, że hasło Celebrytarian, na które się zdecydowałem, najlepiej to oddaje: “Sprzedamy nasze cienie tym, którzy stoją w ich obrębie.”
Dlaczego zdecydowałeś się wykorzystać w transformacji strony Krzyż Lotaryński i jakie znaczenie odnalazłeś w tym prastarym symbolu?
Krzyż Lotaryński może być interpretowany trochę inaczej niż zazwyczaj. Nasz Krzyż jest bardziej symetryczny i oryginalnie nawiązywał już do niego układ graficzny noweli Holy Wood [okładka - przyp.] – krzyż z broni i układ literniczy poniżej, tworzący drugie ramię krzyża. Na wiele różnych sposobów reprezentuje on wiele rzeczy, z którymi się identyfikujemy – my, artyści, którzy jesteśmy w to zaangażowani. Zawsze odnosiłem się do niego jako do podwójnego krzyża i myślę, że ma to w sobie zabawny element ironii.
Ruch artystyczny sam w sobie jest zdradą dla ludzi, którzy w niego nie wierzyli. Odnosi się on także do początkowego odkrycia religijnego, bardziej jako mit o tym, w co ludzie kiedyś wierzyli lub w co wierzyliby w innym świecie. To objęło ideę wielu Chrystusów zamiast jednego. Ma to bardzo specyficzną, uderzającą identyfikację z Marilyn Manson i z tym, co sztuka Celebrytariańska zaprezentuje.
Jakby się różniła era Holy Wood, gdyby nowela została wydana wtedy razem z albumem?
Myślę, że nie był to odpowiedni czas na pojawienie się noweli, ponieważ mówiła ona o tym wszystkim co się dzieje i nie było możliwości, aby ludzie, którzy byli tak zaaferowani wszystkim, co chciałem powiedzieć, zrozumieli jej sens. Ostatecznie udowodniliby to, o czym mówi książka i nie osiągnąłbym nic poza satysfakcją, że moje obserwacje się potwierdziły.
Myślę, że miejscem dla tej historii mógłby być świat narracyjnych gier wideo lub opowieści graficznych – miejsce, w którym możesz eksperymentować i bardziej zagłębić się w historię. Historia początkowo opowiadała o mnie. Myślę, że powinna być o wszystkich innych, aby mogła mieć wartość, na którą zasługuje. Musiałem pozwolić jej poleżeć. Reprezentuje ona trudny etap mojego życia, więc część mnie nie chciała na to pozwolić. Lecz kiedy wracam do niej i czytam ją, czuję się dumny. Chcę, aby istniała w miejscu, które ma sens. Gry wideo, jako metafora nowoczesnego kozła ofiarnego oskarżanego o przemoc, są powiązane z tą historią. Znajdzie się dla niej wkrótce dom, lecz nie potrafię powiedzieć jaki. Poszukuję najlepszego rozwiązania.
Oprócz Gottfrieda Helnweina czy Johna Galliano – są jeszcze jacyś inni artyści, pisarze lub muzycy, z którymi planujesz współpracę przy okazji nowej ery? Na przykład Boyd Rice?
Zawsze kiedy widzę Boyda, to cieszę się jego obecnością. Zbieg okoliczności sprawił, że oboje mamy obsesję związaną z portugalskim miastem Sintra, które jest wyjątkowo magicznym, dziwnym miejscem. To był mój pierwszy wybór lokacji do nakręcenia filmu “Phantasmagoria” lub jego drugiej części. To moja wersja historii napisanych przez Lewisa Carrolla – “Alicji w Krainie Czarów” i “Alicji po drugiej stronie lustra”. Opowiadam te historie z jego punktu widzenia jako fotograf, podglądacz ukryty za kamerą. Pomyślałem, że patrzenie przez szkło [lustro] jest sposobem na opisanie historii. To projekt na dwa filmy.
Mam zamiar dostarczyć pierwszy film w niekonwencjonalny sposób. Było to zaanonsowane już wcześniej, choć nieco niepoprawnie. Widzę postęp w tworzeniu mojej strony i wiem, że została ona stworzona, aby być miejscem, w którym można zobaczyć nawet więcej niż to, co jest w filmie – czy to zwiastuny czy też rzeczy, które niekoniecznie muszą być związane z filmem. Jeśli film ci się spodoba, będziesz mógł kopać głębiej.
Dla wszystkich, którzy kochają zagadki i ukryte strony, na punkcie których mam obsesję – Lewis Carroll również miał tą obsesję, dlatego też odczuwam z nim wielki związek – strona będzie miejscem, które zmienia się za każdym razem, gdy na nią wchodzisz. To może brzmieć jak fałszywa obietnica, lecz tak nie jest. Będzie ona wypełniona tym, co chcesz tam znaleźć i tym, co twoja odwaga pozwoli ci szukać. Spędziłem nad tym pół roku. Niektórzy ludzie spożytkowali ten czas na zrobienie albumu, ja spędziłem ten czas robiąc stronę.
Inni ludzie, którzy wchodzą we współpracę, to między innymi John Galliano. Nie mogę powiedzieć, że jest on aż takim “współpracownikiem”. Mam na tyle szczęścia, że jest on moim fanem i osobą, która zaprojektowała mój strój ślubny – co zresztą jest osobną i straszną kwestią, o której nie chcę teraz mówić (śmiech). Jestem podekscytowany tym, że strój, który mi szykuje, jest bardzo unikatowy. Planujemy małą, intymną i tradycyjną ceremonię ślubną – znajdzie się tam osoba, która przejmie rolę księdza, jakkolwiek można to nazwać. Jest to jeden z moich największych idoli i w pewnym sensie mentor, Alejandro Jodorowsky. Nie mogłem prosić o nic bardziej dziwnego i jedynego w swoim rodzaju. Mieć na ceremonii reżysera, który wpłynął na cały mój wizualny styl… Nadal mam w planach zrobić z nim w tym roku film “King Shot”, lecz narazie poprosiłem go o poprowadzenie ceremonii, ponieważ nie będzie to legalne w Irlandii. Technicznie rzecz biorąc jest on świętym człowiekiem i nie mógłbym znaleźć nikogo, kto byłby bardziej adekwatny. On traktuje mnie jak syna i za każdym razem, gdy odczytywał mi tarota, był zadziwiająco precyzyjny i zawsze prawdomówny.
Inni ludzie, z którymi będę współpracował to mój mentor Gottfried Helnwein oraz aktor i malarz (reżyser zdjęciowy dla Doppelherz) Charles Koutris. Zaczynam zdjęcia do “Phantasmagorii” w styczniu w Irlandii, a potem także w innych miejscach. Rudowłosa modelka Lily Cole ma dużo z postaci Alicji. Oczywiście ja będę grał Lewisa Carrola i będę reżyserował przy asyście Anthony’ego Silva, który jest moim współ-pisarzem i wydawcą. Jego sztuka zostanie wkrótce odkryta przez wszystkich. Jest animatorem będącym w trakcie tworzenia kilku projektów. Nasze drogi zeszły się w dziwny sposób. Wysłał mi DVD ze swoimi pracami, lecz odkryłem je dopiero rok później. Są zadziwiające.
Steven Klein, fotograf związany z modą, który — prawdopodbnie nie chciałby, żebym to mówił — nienawidzi być oceniany przez pryzmat swej pracy przy nowej płycie Madonny. Ja, jako fan Madonny, stwierdziłem, że zrobił coś naprawdę fantastycznego. Ostatnio ją spotkałem. Oglądałem projekcję jej filmu i siedziałem obok niej, co było dla mnie ekscytujące. Nie jestem znudzony na tyle, żeby nie być tym podekscytowanym. Początek tego filmu, jeśli ktoś go widział, pokazali na MTV – gdzie jest razem z kojotem i ma tą niesamowitą maskę z klejnotami i kostium. Za tym stoi właśnie Steven. Dziś otrzymałem od niego upominek, ponieważ byłem na jego wystawie, na której można było zobaczyć mroczną stronę sesji zdjęciowej, którą zrobił Bradowi Pittowi i Angelinie Jolie dla “W Magazine” – totalny wybuch rodzinnej przemocy, kiedy to Brad z pistoletem dusi Angelinę.
To dziwne, ponieważ spotkałem się z nimi i rozmawiałem z Angeliną o zangażowaniu jej do jednego z projektów filmowych. Prawdopodobnie do drugiego, ponieważ, jak sądzę, jest główną kandydatką do roli Czerwonej Królowej. Musiałem z nią negocjować po swojemu. Pokażę na swojej nowej stronie w mojej galerii sztuki – to najbardziej obszerna część – nie tylko obrazy, ale i szkice oraz Polaroidy dokumentujące postęp pracy. Zrobiłem kilka portretów Angeliny. W sumie jako łapówkę. Poprosili mnie, żebym namalował im portret rodzinny. Nie wiem, czy to sekret, lecz teraz są rodziną (śmiech). To trochę dziwny i jednocześnie interesujący projekt, który robię na boku.
Brad Pitt, który jest jednym z moich ulubionych aktorów, był pod wrażeniem materiału filmowego, który mu pokazałem. Był to zwiastun, który właśnie stworzylismy do filmu. Zwiastun został zrobiony osobno, więc niekoniecznie przedstawia to, co zobaczycie w filmie. Jest reprezentatywny jako część estetyki filmu – i to mi się podoba. Chcę, żeby wszystko było artystyczną ekspresją. Na pewno lepiej robić w trakcie dnia to, niż oglądać TV.
Podczas ery The Golden Age of Grotesque wspomniałeś o wydaniu książki z twoimi esejami i aforyzmami, a ostatnio o książce z twoimi obrazami. Czy nadszedł już czas na wydanie którejś z nich?
Album z moimi obrazami jest ukończony i został dostarczony do jednej z firm wydawniczych. Była mała przepychanka odnośnie tego, kto mnie wyda. Postaram się wydać to przed końcem roku, ponieważ w połowie grudnia planuję wystawę swoich obrazów. Nie mogę jednak nic na dzień dzisiejszy zagwarantować. Zamierzałem wydać tą książkę poprzez ruch Towarzystwa Celebrytarian [Celebritarian Corporation]. Moim celem jest zajęcie China Town, które będzie lokacją, nie tylko galerią. Mam zamiar wydać ten album, aby móc go w tym czasie zaprezentować ludziom. Mam nadzieję, że zostanie wydany na czas. Czuję się szczęśliwy widząc wszystko złożone razem. Ciężko mi było rozstawać się z wieloma moimi obrazami, bo człowiek się do nich przyzwyczaja, lecz możliwość ujrzenia ich w jednym albumie sprawia, że cieszę się nimi tak samo, jak przedtem.
Książka z cytatami od 1990 roku po dzień dzisiejszy – zawierająca cokolwiek absurdalnego, przejmującego, sarkastycznego, konfrontacyjnego. Myślę, że jest ona detonatorem dla ludzi, którzy podchodzą do mnie na lotniskach, lub gdzie indziej i mówią, że podobało im się to, co powiedziałem w “Bowling for Columbine” lub też co powiedziałem w “Bowling for Canada” – rozumiesz, oni mają różne warianty tego tytułu. “Bowling for Concubines” to mój ulubiony.
Mogę być szczęśliwszy jako artysta tylko wtedy, gdy nie będę frustrował się tym, że nie mogę zmieścić wszystkich swoich pomysłów w muzyce. Nie chcę być wypełniony nienawiścią do muzyki i firm nagraniowych z powodu frustracji i niewolnictwa. Osiągnąłem ten niefortunny punkt w karierze, w którym każdy zdaje sobie sprawę, że został zgwałcony i uprzedmiotowiony. Nie można tego przyjmować osobiście. Trzeba zdać sobie sprawę, że ci ludzie się nie liczą, podobnie jak ich opinie. Ci, którzy cię wspierają i troszczą o twoją sztukę, są tymi, którzy się liczą i nie możesz tego zaprzepaścić.
Jestem na wieki wdzięczny osobom, które mnie wspierały i obstawały za mną – będę o nich zawsze pamiętał. Nawet nie potrafię ująć tego w słowa. Jedyny sposób w jaki mogę się odwdzięczyć to muzyka i wszystko inne, co robię. Wiem, że często ludzie chcą więcej i czasem jest tak, że im więcej im dajesz, tym jeszcze więcej chcą. Ludzie powinni zrozumieć, że jestem bardzo nieśmiałą osobą. Wszystko co mam, bez względu na to, co to jest, umieszczam w swojej sztuce. Chcę, aby czuli to, co ja czuję. Nie mogę zaoferować już nic bardziej szczerego. Rozmowa ze mną, zrobienie sobie ze mną zdjęcia, wzięcie autografu – to nigdy nie będzie tak prawdziwe, jak to, co wkładam w swą twórczość. Chciałem skończyć z muzyką, bo jestem zdegustowany tym, jak jest ona traktowana. To oświadczenie powinno być uznane za prawdziwe; niech ukaże ludziom moje odczucia wobec całej sprawy. To list miłosny skierowany do wielu ludzi. To list nienawistny dla innych. To wszystko, co mam i to wszystko, co mogę dać.
W kwestii muzyki: jaki jest status zespołu w nowej erze? Czy chciałbyś istnieć podobnie jak David Bowie – będąc na czele i mając za sobą zespół wspierających muzyków?
To skomplikowane. Oczywiście, że jest on moim muzycznym idolem… Myślę, że nie potrzebuję zespołu tylko jako wsparcia. Spędziłem ostatnie dziesięć lat eliminując elementy zespołu wspierającego – czy to ludzi, którzy patrzyli na to, jak na pracę, czy to ludzi, którzy tego nie rozumieli, czy też ludzi, którzy to wyeksploatowali, lub ludzi, którzy byli tam, nie wiedząc po co.
Stanowczo doceniam muzyków, którzy kreują coś, czym mogę żyć i co mogę wznieść na wyższe poziomy. To trochę dziwne, bo nie wiem, czy można nas teraz zdefiniować jako zespół. Nie dlatego, że to projekt solowy, lecz dlatego, że jesteśmy teraz pochłonięci ideą Towarzystwa Celebrytarian jako sposobu myślenia. To muzyczna tożsamość ruchu artystycznego, a nie efektowna imitacja sztuki. Naprawdę nie cierpię, kiedy przypisuje mi się łatę efektownej imitacji. Ciężko nie zabrzmieć pretensjonalnie, kiedy tak często w zdaniach używa się słowa “sztuka”, lecz myślę, że ważne jest, aby osiągać swój cel i nie wstydzić się czegoś, co kiedyś było szanowane i znowuż takim się stanie. Sztuka dotyczy kreacji, a ludzie którzy kreują są ze wszystkich rzeczy na świecie najbliżsi religii. Bez sztuki nie mielibyśmy marzeń, a bez marzeń nie istnielibyśmy.
Ważnym jest, aby wepchnąć te pomysły w świat w sposób bardzo agresywny. To nie jest pasywny ruch artystyczny, nie jesteśmy hipisami. Ten ruch nie jest otwarty publicznie. Jest on dla myślących podobnie osób, które chcą stworzyć coś dla świata – który, jak mamy nadzieję, będzie potrafił się do tego odnieść. Ci ludzie utworzą swój własny ruch Celebrytariański – jakkolwiek chcą to nazwać. Nikt nie musi nigdzie wstępować. Po prostu zajmujemy pewne stanowisko i nadajemy mu nazwę.
Możesz polecić jakieś filmy lub książki, które szczególnie zainspirowały cię do przejścia w nową erę?
To, co powiem, nie będzie niczym nowym, ponieważ często mówiłem o surrealizmie przy okazji utworzenia Złotego Wieku Groteski. Byłem zainspirowany przez dadaizm, rozumiałem i poznawałem życiorysy niektórych ludzi – szczególnie Salvadora Dali, Lewisa Carrolla, fotografa Mana Ray’a. Wkład Mana Ray’a jest opisany w “Black Dahlia Avenger”, jako człowieka, którego fotografie były posądzone o inne autorstwo. “Hour of Wolf” Ingmara Bergmana też zmienił sposób mojego działania. Wtedy najmocniej poczułem potrzebę robienia filmu. Okropne rzeczy często mnie inspirowały. Niespełniona potrzeba bycia dobrym w tym, co robię jest często rozczarowaniem i oryginalnym powodem założenia zespołu.
Jest dużo innych rzeczy. Widzę, że wielu ludzi tworzy, co jest niezwykle pozytywne. Nie jestem zainteresowany rewolucją – chcę pewnego rodzaju kultury, kultury hipisowskiej, anarchistycznej, czegoś tej natury. Chcę, aby ludzie zatracili się w sobie i nie bali się tego. Możesz porównać to do przechodzenia przez lustro: idea zagubienia się w samym sobie i brak strachu, jeśli potrafisz wskazać co jest prawdziwe, a co nie. Nie chodzi o wizje narkotyczne. Chodzi o to, żeby się nie bać płakać, umierać czy nawet żyć. Aby dowiedzieć się kim jesteś i kim są twoi przyjaciele. Trzeba pójść o wiele dalej niż można sobie wyobrazić. Myślałem, że uczyniłem to na Antichrist Superstar. Prawie rozbiłem swoją osobowość na dwie części, tak jak można złamać kość, aby zrastała się prawidłowo. Miałem załamanie osobowości, którą trzeba było złamać ponownie i ustawić tak, by zdrowiała na lepsze.
Biorąc pod uwagę twoją definicję poprzedniej ery, jako ruchu gdzie muzyka, film i inne formy ekspresji dostarczają razem całość wizji, pojawia się pytanie czy nadal jesteśmy w Złotym Wieku Groteski [The Golden Age of Grotesque]? Mógłbyś powiedzieć w jakim kierunku teraz zmierzasz i czy nowa era jest nowym ucieleśnieniem tej definicji?
Złoty Wiek Groteski był czymś, o co się potknąłem, a co zawsze stało przede mną niezauważone. Nie zdawałem sobie sprawy ile w tym leży ekspresji i co można uczynić. Ruch Celebrytariański wybiera więcej z tej definicji. Złoty Wiek Groteski był komentowaniem rzeczywistości i metaforą tego, co robiłem. Byłem otwarty na to, aby każdy mógł to odebrać na swój własny sposób. Sztuka Celebrytarian, zachowanie, cokolwiek – czymkolwiek się stanie – jest tym, co chcesz uczynić. Jest niczym dziwna część garderoby. Niektórzy mogą to nosić na głowie, niektórzy mogą używać to jako bieliznę, niektórzy mogą w ogóle tego nie zakładać. Myślę, że każdy ma to w swojej szafie, tylko musi to znaleźć. Nie wiem czy to dobra metafora, ale stoję w swojej szafie i to najlepsza rzecz jaka mogła się zdarzyć.
Jaki typ ścieżki dźwiękowej będzie miał film “Phantasmagoria”?
Jak do tej pory jest to muzyka, którą stworzyłem na potrzeby gry Amercian McGee’s Alice. Początkowo ja byłem zatrudniony, żeby zrobić do niej ścieżkę dźwiękową, lecz jak na ironię, to Chris Vrenna dokonał dzieła. Czułem, że ta muzyka jest zbyt cenna, żeby ją oddać za to, co mi oferowali. Tu nie chodziło o to, że chciałem więcej pieniędzy – po prostu czułem, że starci ona swoją wartość. Niestety, nieusuwalne znamię symboli alchemicznych i Szalony Kapelusznik były zaprojektowane na podstawie mojej osoby, lub nawet na podstawie mojego dziadka. Zostawiłem na tym swój ślad, lecz oficjalnie mnie pominięto, ale nie mam tego za złe, ponieważ nie uważam, że było to podobne do mnie, gdybym był postacią z “Alicji”. Ta gra nie osiągnęła tego, co mogła osiągnąć. Była zbyt bezbawrna, bez jaj. Nie była na tyle odważna, żeby być bardzo brutalną i nie była na tyle delikatna, żeby być skierowaną do dzieci. Pozostała więc pośrodku. To nie wina twórców – to się po prostu dzieje, kiedy nie masz odwagi, żeby trwać przy swoich zasadach, kiedy coś robisz.
Ta muzyka będzie bardzo tradycyjna w takim sensie, że oddaje ducha pewnego okresu historycznego. Znajdują się w niej elementy, które są niepewne – czasem niektóre składniki muszą zeskoczyć z ekranu i znaleźć się w innych miejscach. To może teraz brzmieć dziwnie, ale zrozumiecie to później. Jest taka piosenka, która bardzo wpłynąła na końcówkę filmu i jest to utwór Roxy Music “In Every Dream Home A Heartache”. Bardzo dobrze wpasowuje się on w film, co jest dziwne, bo jest to piosenka z lat ‘70, a historia filmu dzieje się w XIX wieku. Zobaczymy. Mam zamiar współpracować przy tej ścieżce dźwiękowej z Pogo i Timem, ale nie chcę się aż tak mocno skupiać na każdym aspekcie filmu, ponieważ już gram w tym filmie i go reżyseruję. Później mogę wam pokazać, jak przebiega proces tworzenia filmu, ponieważ będzie on powstawał w sposób, w jaki nikt wcześniej tego nie robił. Posiadam kamerę, którą w kinematografii użyję jako pierwszy i jestem tym strasznie podekscytowany. To jedyne w swoim rodzaju. Chcę przywołać eksperymentowanie z przerażaniem – jest takie DVD, które dokumentuje zamierzenie wprowadzenia informacji podprogowych przez filmowców w 1944 roku. Czy to w muzyce, czy w ramach filmu, potęgowali poczucie napięcia lub strachu. Technologia pozwala mi pójść z tym jeszcze dalej. Będę robił wiele rzeczy, które w konsekwencji mogą okazać się nielegalne. Dopóki takie będą, będę je robił. Myślę, że to zmieni opinię ludzi na temat horrorów i zrozumieją, że nie muszą być tylko “gore”. [przyp.tłum. horrory "gore" - ociekające krwią i epatujące okrucieństwem]
Nie ubliżam tu Robowi Zombie. Ludzie mogą myśleć, że robię ten rodzaj filmu, podczas gdy szykuję zupełną jego odwrotność. Zresztą gore mnie nie interesuje. Jeśli miałbym wybrać stylistykę ludzi, których podziwiam, to byłby to Ingmar Bergman, Roman Polański i współcześni filmowcy – Takashi Miike, który zrobił “Audition” oraz Gaspar Noe, który zrobił “I stand alone” i “Irreversible”. To jakby powrót psychologicznego horroru w stylu Hitchcocka, który pozwala twojemu umysłowi narobić zniszczeń – czasem to, czego nie widzisz, jest straszniejsze.
Skoro w centrum twojej uwagi znalazł się film, to może przypomnijmy twoją pierwszą filmową próbę, o której wspominałeś przy albumie Antichrist Superstar. Film nazywał się “Groupie”. Sposób, w jaki go opisałeś, nakazuje przypuszczać, że można go umiejscowić pod kategorią “strachopilacji” [ang. horripilation - słowo, które oznacza "gęsią skórkę". Manson nadał temu słowu inne znaczenie, rozbijając je na dwa czynniki; w ten sposób określił w prasie gatunek filmowy, który zamierza uskuteczniać - przyp. tłum.]. Czy zatem ujrzymy go w przyszłości?
Najpierw powinienem wyjaśnić śmieszność z jaką słowo “starchopilacja” jest promowane. Technicznie rzecz ujmując, myślę, że znaczy ono to samo, co fantasmagoria – gwałtowną serię niepokojących obrazów lub coś podobnego. Ostatnio o tym mówiłem i dziennikarz pomyślał, że jest to zabawne, a moja wypowiedź była sarkastyczna. Zmienili to w coś zupełnie innego. Mówiłem głównie o sztuce Celebrytarian i myślę, że się pogubili. Mało tego – pogubili się na tyle, że źle napisali słowo “Phantasmagoria”. Przecież nie wymyśliłem tego słowa. To tytuł książki, którą Lewis Carroll wydał dokładnie sto lat przed moim urodzeniem, nawet w tym samym tygodniu, w styczniu 1869 roku.
Ludzie dowiedzą się o tej historii więcej w trakcie jej powstawania. Tak naprawdę opowiada ona o depresji, o walce pomiędzy dwiema osobowościami. Miała ona swój wpływ na muzykę i wykrwawiła się w nią. Nie mówię tym samym, że muzyka będzie zrobiona do filmu. Nie mówię też, że cała ta sztuka ma istnieć rozdzielnie.
Wracając do “Groupie”. Mój były menadżer zasugerował, że powinienem zamknąć ten film w sejfie, żeby nikt go nie zobaczył, bo mogłoby to zniszczyć moją karierę i prawdopodobnie skończyłoby się więzieniem. Sfilmowałem to jeszcze zanim w telewizji pojawił się gatunek reality show. Musicie wiedzieć, że jest wiele różnych sposobów odbioru tego obrazu. Wielu moich bardzo bliskich przyjaciół czuło się zupełnie niekomfortowo, po obejrzeniu tego filmu. Musiałem potem z nimi przedyskutować ten obraz, aby na powrót nabrali do mnie normalnego podejścia i byli zdolni to zaakceptować. Ten film sięga dalej niż wielu innych ludzi zdecydowałoby się pójść. Miałem zamiar to wtedy wydać jako dodatek do kasety wideo “Dead To the World”, lecz myślę, że niezabardzo mogłem sobie wtedy uświadomić to, że moje pojmowanie normalności znacznie różni się od potocznego.
Jeśli już o tym mowa – chciałbym wydać “Dead to the World” i “God is in the TV” na nośnikach DVD. Miałem szczery zamiar wydania wszystkich naszych materiałów filmowych, lecz nie było żadnego odzewu. Teraz wiem, że to dlatego, iż te materiały znalazły się bez pytania w iTunes [darmowy program medialny firmy Apple Computer - przyp.tłum.]. Tak to właśnie jest, kiedy ktoś cię gwałci. Oni nigdy nie przestają. Nawet nie używają lubrykatów.
Mam zamiar postarać się o wydanie tego, lecz myślę, że nie ma takiej możliwości, aby jakakolwiek firma nagraniowa chciała mieć cokolwiek wspólnego z “Groupie”. Musi zapaść decyzja w jakiej formie mógłbym to pokazać. Ten film jest jak rzecz sama w sobie. To kaseta wideo z “Ringu”, zanim jeszcze “Ring” się wydarzył. Gdybym ją wyrzucił, to by do mnie powróciła, żeby mnie nawiedzać. Nie w złym sensie. Oglądam ją i jestem dziwnie dumny. Jest tam kilka bardzo śmiesznych rzeczy. Jest to coś, co cię zupełnie rozbraja, ponieważ przez pewną część czasu śmiejesz się, a przez następną część boisz się o swoje życie, a przecież nawet nie jesteś w tym filmie. Film ten nie stracił dziś nic ze swej siły. Jest historyczny – myślę, że ludzie powinni go obejrzeć. Niektórzy nie powinni go oglądać, ale powinien on chociaż być dostepnym. To kolejny krok w tym, aby nie bać się tego co stworzyłem. Jeśli coś tworzysz, musisz stanąć za tym całym sobą. Na mojej paradzie nie będzie już miejsca dla tchórzy.
Abstrahując od elementów artystycznych, niektóre ostatnie aluzje co do twojej nowej symboliki zdają się być przywróceniem “niedokończonych spraw” ery Holy Wood. Czy to prawidłowy wniosek czy tylko zwykłe domysły?
Nie sądzę, aby to miało jakiekolwiek bezpośrednie konotacje religijne i polityczne tak, jak Holy Wood. To bardziej idea ruchu artystycznego jako towarzystwa i czegoś, co jest Celebrytariańskie. Coś, co kończy się na “I-A-N” [jak "Celebritarian" - przyp.tłum.] przywodzi na myśl wiele różnych rzeczy. Wiele słów o podobnym brzmieniu to słowa polityczne lub religijne. Nie powiedziałbym, że powróci Holy Wood. Powiem tylko tyle, że będzie to na tyle twórcze, na ile chcą tego ludzie. Ludzie będą paliwem, będą to napędzać. To coś, czego ludzie chcą, czego potrzebują. Nie chodzi o to, że będę chodził po ludziach i prosił ich o zaangażowanie w projekt. Chodzi o to, że rozumiem i zdaję sobie sprawę z tego, że jestem w każdej cząstce każdym z tych ludzi. Staram się tworzyć rzeczy, które wypełnią moje potrzeby i uczynią mnie szczęśliwym jako fana sztuki i muzyki. Nie sądzę, abym był inny od ludzi, którzy lubią to, co robię i tych, którzy nienawidzą tego, co ja. Czasem też się tak czuję.
Czy kiedyś usłyszymy niewydany materiał ze ścieżek dźwiękowych do “Resident Evil” i “From Hell” lub też niewydane utwory z poprzednich er, takie jak “Mon Enfant” (“Mommy Dear”)?
Materiał muzyczny z “Resident Evil” zrobił kółko i trafił z powrotem w moje posiadanie. Trzy lub więcej utworów zrobiliśmy na podstawie mojego wglądu w postać komputera nazywanego Czerwoną Królową. Chcieli umieścić odnośnik do “Alicji w Krainie Czarów” w niepotrzebnym miejscu. Włożyłem w to zbyt wiele ze swojej wyobraźni i kawałek jest naprawdę ciekawy. Nie wiem na ile pasowałby do tego, co robię w “Phantasmagorii”.
Ostatnio powiedziałeś, że jesteś bardzo zainspirowany współpracą Salvadora Dali ze sławną Elsą Schiaparelli, krzykliwą projektantką mody okresu Art Deco. Co w tej współpracy jest inspirującego i co możesz powiedzieć o perfumach, które niedługo trafią do szerszej publiczności?
Nie wiem, czy niedługo. Przymierzałem się do tego, a ostatnio wykupiłem na eBay’u trochę perfum, które stworzył Dali i spodobał mi się ten pomysł. Jest coś takiego w makijażu i perfumach, co mogę przyrównać do farb i alchemii, ponieważ są to prawie czary. Mieszanie chemikaliów i innych składników w celu przetworzenia ich. Obojętnie czy jest to zapach, który wabi lub odpycha, czy też makijaż, który zamienia cię w kogoś innego. Nie czuję dyskomfortu ani wstydu, żeby pokazać swoje pomysły światu – ponieważ będą, rzecz jasna, inne niż pomysły innych. To właśnie ironia. Byłoby nudnym umieszczać moje pomysły tam, gdzie ludzie się ich spodziewają.
Oczywiście każdy się zastanawia jak te perfumy będą pachnieć. Pachną jak dzieci [smells like children] i są zainspirowane książką Patricka Süskinda zatytułowaną “Pachnidło”. Opowiada ona o człowieku, który robił perfumy w XVIII wieku. Chciał osiągnąć idealny zapach i najpiekniejszą rzeczą, jaką odkrył, było wydestylowanie zapachu z dzieci. Może więc pachną jak zmiażdżony szkrab? Jeśli zrobię perfumy, to będą one jednocześnie dla kobiet i mężczyzn, bo zawsze w ten sposób coś robię. To interesujące kiedy ludzie tworzą górę z kreciego kopczyka, lecz o to dokładnie chodzi w byciu alpinistą.
Czy rozważałeś ponowne wydanie którejś ze swoich płyt ze zremasterowanymi ścieżkami, b-side’ami i innymi dobrociami? Antichrist Superstar kończy w przyszłym roku 10 lat. Czy jest jakakolwiek możliwość, aby fani otrzymali ulepszoną wersję tego wspaniałego albumu?
Chciałbym powiedzieć “tak”, lecz istnieje kwestia prawna, o której nie mogę za dużo mówić. Trudno w to uwierzyć, lecz przedstawiciele Nothing Records powiedzieli, że nie są w stanie odszukać oryginalnych taśm z moich pierwszych trzech albumów. To ewenement w historii muzyki. Uważam, że coś takiego mogło stać się tylko celowo. Jeśli nie celowo, to przez kompletną ignorancję. Ponieważ Nothing Records już nie istnieje, myślę, że jest za to odpowiedzialny jeden z dwojga ludzi. Z tych dwojga ludzi tylko jeden często wygłasza o mnie opinie.
W każdej relacji jestem zazwyczaj postrzegany jako ten zły. Nie zaprzeczę, że bywam dupkiem. Nie zaprzeczę, że jestem prawdopodobnie szalony – i większość ludzi temu przytaknie. Nie zdradzam ludzi, na których mi zależy. Nie porzucam ludzi, którzy są dla mnie ważni i zrobiłbym wszystko dla kogoś, kogo kocham. Nie wiem jaki typ człowieka potrafi zrobić coś takiego. To wymazywanie historii. To wymazywanie dzieł twego życia. To zabijanie części ciebie. Nie wiem jak na to reagować. Chciałbym poczekać i zobaczyć co się stanie, bo być może to po prostu potworna pomyłka. Mam nadzieję, dla dobra zainteresowanych.
Chris Vrenna zastąpił Gingera Fisha na perkusji podczas trasy Against All Gods. Vrenna miał być w zamierzeniu tymczasowym zastępstwem do czasu, gdy Ginger wydobrzeje [po wypadku na Comet Awards 2004 - przyp. tłum.], jednakże od tego czasu nie padła żadna oficjalna wypowiedź odnośnie powrotu Gingera do Marilyn Manson. Czy mógłbyś położyć kres fanowskim spekulacjom i powiedzieć, kto będzie grał na perkusji w zespole?
Ginger nie został wyrzucony, ani też nie opuścił Marilyn Manson. Chris musiał się oddać innym zobowiązaniom, więc to nie jest tak, ze kazałem mu opuścić zespół, gdy Ginger wydobrzeje, podczas gdy on zaprzepaścił swoje sprawy, by mi zrobić przysługę. Wspaniale było pracować z Chrisem, to było zupełnie inne doświadczenie. Chris ma więcej zasług niż ktokolwiek inny, no może oprócz Seana Beavana, który zarządzał przy Antichrist Superstar. Ja i Chris byliśmy tymi, którzy razem ukończyli tą płytę. To on nagrał wszystkie moje wokale. Było nas tylko dwóch. Każdy inaczej wyobraża sobie powstawanie tej płyty. Ponieważ Chris nagrywał wokale, wytworzyła się wtedy między nami specjalna więź. On jest innym typem muzyka, zupełnie inaczej odczuwa. Było wspaniale zagrać razem.
Byłby to nieopisany ból gdybym miał wybierać pomiędzy nimi dwoma. Rozmawiałem już z Gingerem, nasza przyjaźń nadal istnieje. Była dosyć chwiejna, ale przyczynili się do tego ludzie, którzy między nami stanęli, którzy w pewnym sensie zarządzali zespołem. Znaleźliśmy się w pozycji, gdzie zapomnieliśmy, że to ja kontroluję zespół i nie jestem pracownikiem czy też kimś innym, kto chce nami pokierować. Wiele konfliktów pomiędzy członkami zespołu zostałoby dawno zażegnane lub nawet by się nigdy nie wydarzyło, gdyby ktoś inny to kontrolował. Nie szukam winnego. Wszystkie nieporozumienia, które zaszły między mną a Gingerem nie są niczyją winą. Jestem pewien, że będę ponownie współpracował z Gingerem. Nie mogę zdradzić, czy jego wkład pojawił się przy nowym albumie, bo jestem tajemniczym gnojkiem. Nie mogę też powiedzieć, czy może będę współpracował z Chrisem. Kto wie? Może będę pracował z nimi dwoma. Jeśli ktoś chce na czymś grać i jest w tym dobry i jeśli jest odpowiednią osobą – wtedy zagra.
Czy Mark Chausee jest odpowiednią osobą, aby zastąpić Johna 5?
Mark dołożył do tej trasy coś innego i wspaniałego. Nie mieliśmy jednak okazji, aby wspólnie coś skomponować. Tim z kolei nigdy nie narzucał się z komponowaniem gitary kiedy John 5 był jeszcze w zespole. Kiedy ludzie usłyszą, co skomponował, dostaną dowód na to skąd się wzięły pewne elementy na The Golden Age of Grotesque. Na przykład solówka w Para Noir, która przetransferowała ręce Tima i moje eksperymenty w to, co potem grał John 5.
John 5 jest wspaniałym muzykiem i to może być właśnie sednem jego problemu – on nie pasuje do Marilyn Manson. Nie dlatego, że wszyscy inni są kiepskimi muzykami. Po prostu nie na tym się skupiamy. Tu chodzi o siłę, o emocje. Muzyka punk rockowa czy rock’n'rollowa nie powinna być precyzyjna. On jest bardzo zdolnym, precyzyjnym gitarzystą – jest jak rzemieślnik. Rzemieślnicy robią młotki, a my jesteśmy ludźmi, którzy chcą tych młotków używać.
Nie pozostał między nami żaden zgrzyt. Chciałbym też, żeby złe emocje nie pozostały w innym moim byłym gitarzyście, który miał odwagę pozwać mnie do sądu, a potem chciał mnie wykorzystać. Dostał jednak nauczkę i wie, że to nieładnie kraść czyjąś pracę i że sądowi to się bardzo nie podoba. Nie usłyszeliśmy zbyt wiele z jego ust, choć wcześniej gadał dosyć dużo. Sprawiedliwość jednak istnieje.
Czy istnieje jakiś zapis filmowy tras Grotesk Burlesk i Against All Gods, który mógłby być wydany na DVD?
Jak najbardziej mam zamiar to wydać. Ostatnio walczyłem z managementem i dowiedziałem się na czym wytwórnia tak naprawdę stoi. Nowa strona zawiera dużo materiału wideo i jest bardzo prosta w obsłudze, choć technologia jest zaawansowana. To ten rodzaj technologii, który wie o tobie więcej niż ty o nim. Bardzo dobrze się to sprawdza. Sporo materiału filmowego będzie dostępne do oglądania. Z chęcią zrobiłbym dla Grotesk Burlesk krótki film, taki jak “Death Parade” na Guns, God & Government, bo jest tego dużo i wielu ludziom by się spodobało. Jest wiele rzeczy, które chcę zrobić – muszę tylko powalczyć z tymi, którzy mi na to pozwolą.
W jednym z ostatnich wywiadów wspomniałeś o otwarciu własnej galerii. Jak się rozwija pomysł i co w tej galerii zaprezentujesz?
To są akurat plany odłożone na późniejszy termin. Jest pewien dżentelmen, który mi w tym pomaga – zachowuję się jak kryminalista, właśnie powiedziałem “dżentelmen” – Dean Valentine, kolekcjoner sztuki, który kiedyś stworzył niewielki kanał o nazwie Disney Channel. Jesteśmy na etapie składania pewnego projektu, który będę nadzorował w każdym szczególe i być może będę w nim uczestniczył nawet jako aktor lub reżyser. Tematem są opowiadania Edgara Allana Poe.
Jeden z moich obrazów, który pojawi się na stronie jest dosyć specyficzny. To realistyczny portret rodzielony na dwie części, z którego wychodzi ogień. Ukazuje on Edgara Allana Poe pożartego przez swe wewnętrzne piekło. To część nowej serii obrazów, które namalowałem. Będzie ich około trzydziestu, od końca pierwszej trasy do teraz, czyli z ostatnich sześciu, czy siedmiu miesięcy. Motywem przewodnim tych obrazów jest dziecięca wyobraźnia. Skłaniają się one ku inspiracjom czerpanym zarówno z Edgara Allana Poe, jak i z Lewisa Carrolla. Jest jeden obraz przedstawiający Alicję, lecz będzie to inna seria na inną wystawę. Mój entuzjazm malarski stał się szalony, bardzo dużo maluję. Czasem maluję dwa obrazy dziennie, dlatego też chcę wydać ten album z obrazami i pójść dalej, aby świat mógł dogonić mnie tam, dokąd zmierzam jako artysta.
Byłeś na wielu pokazach mody sławnych projektantów. Jak twoim zdaniem moda wpasowuje się w świat sztuki i dlaczego jest ona tak ważnym aspektem nowoczesnego społeczeństwa i kultury?
Ludzie, którzy nie podążają za modą, lecz ją tworzą [set fashion and not follow] – jeśli mogę zacytować sam siebie – są równie ważni jak architekci, malarze i filmowcy. Szczególnie ci, których znam. Wielu z nich chce być gwiazdami rocka, wielu chce być innym rodzajem artysty. Myślę, że nie zdają sobie sprawy z tego, ile artyzmu zawiera w sobie to, co robią.
Szata tworzy człowieka. Dla mnie jest to niezbędny element nawet tego, jak zaśpiewam na nowej płycie. Zacząłem się przebierać i zmieniać wizerunek, żeby zacząć nagrywać w zeszłym tygodniu nowe partie wokalne. To zadziałało: zacząłem śpiewać w sposób, jakiego nie przewidziałem. To jest podobne do tego, gdy ktoś dorasta nie będąc bogatym i przywdziewa swój pierwszy drogi garnitur. Czujesz się zupełnie jak inna osoba. Czujesz się ważny. Nie musisz wcale zaimponować reszcie świata. Tu chodzi o ciebie i o to, jak się czujesz sam ze sobą. To chyba raczej nie próżność, a kwestia osobowości – no i oczywiście wysokie, często nagie modelki.
Pokaz Galliano złamał tą formę. Na jednym z ostatnich jego pokazów widziałem ludzi wszystkich kształtów i rozmiarów. To był mój pierwszy pokaz – przypuszczam, że żaden inny nie będzie w stanie mu dorównać.
Portal Internet Movie Database wymienia w twojej filmografii pozycję o tytule “Anti-Christ Superstar”. Z tym filmem wiąże się kilka nazwisk, na przykład E. Elias Merhige jako reżyser. Jaka się za tym kryje historia i czy ten projekt gdzieś przetrwał? Dlaczego nie został nigdzie wydany?
Skontaktowałem się kiedyś z Eliasem. Rozmawiałem z nim dzień po oglądnięciu jego filmu “Begotten”, który jest zresztą jednym z najdziwniejszych i najstraszniejszych filmów, jakie kiedykolwiek widziałem. Chciałem, żeby zajął się realizacją klipu do Cryptorchid, przyjechałem więc do Los Angeles i zrobiliśmy to.
Chciał także zrobić wideo do Antichrist Superstar, lecz miał zamiar użyć wiele nakręconego już wcześniej materiału. Zrobił sceny ze mną i złożył z innymi.
Materiał filmowy, którego użył, pochodził z różnych krajów, różnych wojen. Naprawdę podjął faszystowski aspekt tego utworu i nie byłem pewien, czy całość faktycznie zawiera krytykę, o którą mi chodziło. Koniec końców moja opinia się nie liczyła, ponieważ firma nagraniowa była zbulwersowana. Nie mówię, że go wam nigdy nie pokażę, ale nie jestem pewien czy z powodu firmy Elias miał kiedykolwiek uczciwą szansę, aby to dokończyć. Byłem bardzo zadowolony z Cryptorchid, ponieważ to piękny utwór i chciałem w nim ujrzeć stylistykę Eliasa.
Historia człowieka, zarówno starożytna jak i nowożyta, pokazuje, że indywidualista popada w depresję, gdy poszukuje wiedzy ponad poziomem swych równieśników. Przyrost inteligencji, mądrości i zrozumienia może wywołać w nas ponurą wizję społeczeństwa. Wielu artystów wykoleiło się na tym. Jaki jest klucz do utrzymania optymistycznej wizji społeczeństwa, które jest wypełnione tyloma gnijącymi elementami?
Ktokolwiek to powiedział, miał absolutną rację. Trzeba się zatrzymać i spojrzeć na to, co się zrobiło. Na malarstwo patrzę zawsze bezpośrednio ponieważ kolory i sposób, w jaki się na siebie nakładają, są piękne – nawet jeśli jest to groteskowy obrazek. Kiedy wiesz, że potrafisz coś stworzyć, to chyba jest to jedyny moment, kiedy czujesz, że możesz coś zmienić. Nie możesz zmienić świata, lecz pomyśl: Jeśli coś stworzyłem, zmieniłem świat. Nie było tego wcześniej, zanim to zrobiłem, a teraz jest. Wielu ludzi powinno skorygować swoją filozofię, mówiącą o niemożliwości zmiany świata, nie powinni patrzeć na to tak idealistycznie i absurdalnie heroicznie.
Posiadanie kogoś, z kim możesz się dzielić – czy to współpracownik, czy też może ktoś, kto cię kocha i sprawia, że czujesz się doceniony za swą pracę – ukazuje ci pewien cel. Czujesz, że jest coś, przy czym warto trwać. Najgorszą rzeczą jest chyba samotność.

