2004-10: Lest We Forget
Źródło: Kerrang!
Bohater czy wróg? Psychol czy artysta? Komik? Bóg? Marilyn Manson jest mistrzem w zwracaniu na siebie uwagi. Ale pomiędzy zmianami wizerunków, kontrowersjami i pożywką dla brukowców, muzyka często zajmowała drugie miejsce.
Czas więc przypomnieć, że za bezpłciowm kroczem, za każdą parą szczudeł i każdym podżegającym sloganem, krył się dobry muzyk. Jego sztuka to zakręcona mieszanka industrialnego metalu KMFDM, mrocznych skłonności jego mentora Trenta Reznora i dziwactwa inteligentnego popu Davida Bowie.
Marilyn Manson nie jest – i zapewne nigdy nie będzie – tak wiarygodną potęgą muzyczną, jak każdy z tych ludzi. W wielu kwestiach jest bardziej kontynuatorem niż liderem. Ale złożył te wszystkie bazowe pomysły w coś unikatowego. Jest przerażający i wystarczająco głośny dla metalowych dziwaków, ale posiada komercyjny połysk, który wpycha go wprost w serce głównego trendu.
Posłuchajcie Rock is Dead, mOBSCENE, czy This is the New Shit, aby dostrzec jak ważne dla obozu Mansona są uderzające refreny. Potem są glam-metalowe bity, na których wyrobił sobie markę – Disposable Teens, The Beautiful People – i oczywiście covery – Tainted Love, Sweet Dreams (are made of this) oraz najnowszy Personal Jesus. Wszystkie te utwory to dobrze wypolerowany, teatralny pop-metal z najwyższej półki.
Podczas, gdy rock’n'rollowa pantomima trwa, historia Marilyn Manson jest ich całkowicie nieodpartym, muzycznym argumentem.
autor: Ashley Bird
