1. Great Big White World
Album: Mechanical Animals
Tekst: Marilyn Manson
Muzyka: Twiggy Ramirez, M.W. Gacy, Zim Zum
Czas trwania: 5:01
Piosenka otwiera płytę Mechanical Animals — jest wprowadzeniem opowiadającym o alienacji i niedopasowaniu do świata. Jest introwertyczna i emocjonalna, przez co przynależy do białej części albumu. Tytuł jest w pewnym sensie dalekim echem “Brave New World” (“Wspaniały nowy świat”) Aldousa Huxleya, książki science-fiction napisanej w 1931 roku, która stała się jedną z wielu inspiracji dla płyty. W książce tej mamy do czynienia z antyutopią, społeczeństwem przyszłości, w którym ludzie są warunkowani psycho-fizycznie do wypełniania swoich określonych ról. Odczuwają komfort i dobrobyt, niczego przy tym nie kwestionując. Są idealnymi konsumentami rzeczywistości. Uczucia w tym społeczeństwie są niepożądane — aby nie odczuwać niepokoju, zażywają somę, narkotyk, który uśmierza emocje. W nawiązaniu do tego uśmierzacza tuż obok tekstu piosenki w książeczce do płyty Manson umieścił tabletki comy (coma = śpiączka), narkotyku, który jest integralną częścią antyutopijnego snu Mechanical Animals.
Great Big White World nakreśla fragment czegoś, co można nazwać “fabułą” Mechanical Animals, ale, podobnie jak płyta Davida Bowie The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders from Mars, utrudnia jednocześnie pełną rekonstrukcję historii. Na całej płycie wątki są podawane fragmentarycznie, niechronologicznie i to rolą słuchacza jest wypełnianie luk i dopowiadanie, tak aby móc spoić historię w całość.
Z tekstu możemy wyłowić przede wszystkim motyw zniszczenia jednego świata, podróży kosmicznej oraz kwestię niedopasowania do nowego świata, który, mimo, że jest wielki i wspaniały, jest jednocześnie “biały”, pusty, bezuczuciowy. Główna postać — możemy bezpiecznie założyć, że mówi to Omega — w chwili, gdy jest wypełniona uczuciami i niepokojami, nie jest w stanie skorelować się z nową rzeczywistością.
Manson często przyrównywał przejście z Antichrist Superstar do Mechanical Animals z wyrzuceniem Lucyfera z nieba na ziemię. Figura Omegi nie jest już diaboliczna, wroga, wściekła i destruktywna. Jako wypełniająca się na powrót uczuciami nadludzka istota (przybyła z nieba) staje się wręcz odbiciem Chrystusa. Zresztą obecna w tekście Matka Boska poroniła syna, a zatem zastany świat jest pozbawiony mesjasza. Omega, podobnie jak przybyły z kosmosu Ziggy Stardust, jest w pewnym sensie takim mesjaszem. Idąc dalej tropem Bowiego, możemy również dostrzec konotację z tytułem filmu The Man Who Fell to Earth (Człowiek, który spadł na Ziemię).
O swoim poprzednim życiu Omega mówi: “Piekło było tak zimne”. Stara się przez to powiedzieć, że nie było tam niczego, co byłoby w stanie rozpalić jakikolwiek ogień uczucia. Biorąc pod uwagę wypowiedzi Mansona, które poprzedzały wydanie płyty, można śmiało powiedzieć, że bezosobowy “potwór” został zniszczony na rzecz kogoś, kto poczuł się ponownie czysty niczym dziecko.
Biel, zarówno jako kolor i jako metafora, spełnia ważną rolę na płycie. Przede wszystkim wytwarza w atmosferze albumu chłodną temperaturę. Jest wyrazem laboratoryjnej, szpitalnej czystości, typowej dla wielu obrazów science-fiction, między innymi dla THX 1138. Jako kolor (a w zasadzie brak koloru) staje się również inspiracją do tworzenia: “Skomponowaliśmy większość piosenek w pomieszczeniu nazywanym przez nas Białym Pokojem (The White Room), które pomalowałem w całości na biało. Mieliśmy z niego widok na Hollywood, co w pewnym sensie reprezentowało nam kosmos. Motyw bieli często pojawia się na albumie i reprezentuje pustkę bez koloru, uczuć i emocji. Staraliśmy się wypełnić tę pustkę piosenkami” — powiedział Manson (Kerrang, wrzesień 1998). Można sobie to z łatwością wyobrazić — nocą Los Angeles połyskuje w czerni tysiącami świateł. Widok ze wzgórz Hollywood mógł przywoływać na myśl wypełniony gwiazdami kosmos (co ciekawe, gwiazdami nie tylko w sensie astronomicznym, lecz również w sensie świata showbiznesu). Potwierdza to zresztą postać Omegi w monologu z 15-tej ścieżki Mechanical Animals: “Ze szczytu Hollywood wyglądało to jak kosmos (…) miasto wypełnione martwymi gwiazdami”.
Ze względu na swój tytuł piosenka została z początku zinterpretowana przez część opinii publicznej jako rasistowska. Manson w rozmowie z Howardem Sternem odżegnał się od tej interpretacji, przyznając jednakże, że biel ma tu związek z kokainą — co zresztą wpasowuje się w narkotykowy aspekt albumu.
WARIACJE
Great Big White World (live) — na płycie The Last Tour on Earth
Great Big White World (live) — na DVD Guns, God and Government
KONCERTY
Piosenka była grana na każdej trasie począwszy od tej, która promowała album Mechanical Animals. Jest bez wątpienia jedną z ulubionych piosenek Mansona w skali całej jego twórczości.
W historii wykonywania piosenki zdarzały się wariacje tekstu, jak choćby na niektórych koncertach trasy Against All Gods (2004-2005), gdzie Manson zamieniał w tekście “róże” na “lilie”. Zestawienie róża i lilia ma swoje znaczenie mistyczne, w tarocie symbolizuje między innymi doskonałą unię emocji i myślenia abstrakcyjnego, a zatem unię przeciwnych biegunów. W religii chrześcijańskiej oba kwiaty odnoszą się do miłości i czystości Matki Boskiej, która zresztą pojawia się w piosence wers później.
Podczas tych wszystkich tras piosenka nie miała szczególnie wymyślnej oprawy wizualnej. Na trasie Rape of the World (2007-2008) towarzyszyło jej tło imitujące gwiazdy w przestrzeni kosmicznej. Najciekawsze rozwiązanie przyniosła trasa promująca album The High End of Low — Manson wykonywał tę piosenkę znajdując się w środku półprzezroczystego boxu z folii, co dobrze oddawało podejmowany na Mechanical Animals motyw alienacji w przestrzeni. Istotnym punktem stało się tu “oswobodzenie” zobrazowane przez symboliczne przedarcie folii. W pewnym sensie spektakl ten był dalekim kuzynem pantomimy wykonywanej przez Davida Bowie w 1973 roku podczas piosenki Width of a Circle (mimodram ten był oryginalnie dziełem Marcela Marceau i nosił tytuł “Klatka”).
Autor: Michał Szyksznian (Bullsik)
?2009 Celebritarian.pl



Bulls, kocham cię! oto i moja ulubiona piosenka.
świetna robota, jak zawsze. ;>
łoł, Bulls. Niezłe!
Dobra analiza, jak zwykle wytrzasnąłeś kilka ciekawostek.
PS W siódmym wersie brakuje spacji.
Wow, nie wiedziałam że tę piosenkę też można podciągnąć pod rasizm, czego to ludzie nie wymyślą…
Bullsik, nie próżnujesz! Tradycyjnie dajsz czadu z wynajdywaniem ciekawych powiązań
Bardzo trafna analiza.
GBWW jest moim ulubionym utworem!
Czekam teraz na “This is the new shit”
ciekawe.
Już kiedyś to mówiłem ale teraz napiszę publicznie. Bullsik jest po prostu mansonologiem i tyle. Podziwiam Cię. Świetne jak zawsze!
Nie mówię, że to zła interpretacja, ale jest po prostu źle zrobiona. Mało pracy na samym tekście odnosząc go jedynie jako całość do rzeczywistości pozatekstowej. Widać też średnie oczytanie. Cytat “Brave New World” pierwotnie pochodzi z dramatu Shakespeare’a pt. “Burza”. O całkowitym braku odniesienia do formy już nie wspomnę.
Ta piosenka zawsze stoi nieco w cieniu względem sztandarów Mechanical Animals, więc warto ją było poddać naświetleniu. Dzięki za pozytywne słowa. Za niepozytywne nie podziękuję, bo chyba każdy widzi, że są bąkiem puszczonym na siłę.
Nawet ciężko nazwać to bąkiem. Nie śmierdzi.
Interpretacja jak zwykle mocarna.
Marzy mi się, żeby ktoś inteligentny spróbował uporządkować jakoś historię z MA i poskładać ją w całość. Bo ciekawi mnie czy jest to w ogóle możliwe, czy możemy robić jedynie “gdybybyby”, bo informacji jest za mało?
Jeśli ktoś ukradnie Mansonowi skrypt do filmu “Holy Wood” to na pewno wszystko się rozjaśni ; )
Chciałbym poskładać Mechanical Animals, ale jestem świadomy tego, że – przynajmniej jeśli chodzi o fabułę – jest to nie do zrobienia, bo są to tylko poszatkowane szkice fabuły. Ale w końcu o to chodzi: żeby pracowała nam wyobraźnia i żebyśmy mogli sobie dośpiewywać braki na własną rękę. To wprowadza dodatkową magię do całości płyty.
Ale! stawiam sobie za cel przeprowadzić w przyszłości analizy piosenek oraz zebrać inne rzeczy związane z erą MA, tak, aby powstało coś w rodzaju przewodnika po płycie.
Bąkiem powiadacie? heh.
Co do MA, to złożenie tej historii zapewne dane nam szybko nie będzie… Chociaż wydaję mi się, że wiemy już naprawdę wiele jako fani. Za przeproszeniem weszliśmy w dupę Mansonowi i powoli dokopujemy się do mózgu… On – oczywiście nieświadomy… Głębiej, głębiej… I ja nie mówię, że to źle… Tak naprawdę, to jeśli sekcja zwłok MM daławała by odpowiedzi, to fani już dawno y go uśmiercili…
“Mało kto zdaje sobie sprawę, że Aldous Huxley, pisząc Nowy wspaniały świat, bynajmniej nie stworzył antyutopii, lecz – w swym mniemaniu – dał zarys projektu społecznego, dążącego do realnej <> ludzkości” Agata Bielik-Robson, Romantyzm, niedokończony projekt. Eseje, Kraków 2008, s. 59. // Fajna interpretacja, jeśli chodzi o reakcję na komentarz Var, to mogłaby być inna. czyjąś ocenę, krytykę należy wziąć pod uwagę, no chyba że celebritarian.pl jest serwisem zamkniętym (w foliowym boksie)
tam było do realnej melioracji ludzkości* ale wcięło
Krytykę biorę jak najbardziej pod uwagę. Czepianie się w formie takiej, jaką podała Var, po prostu omijam. Z prostej przyczyny – słowa Var są napisane tak, jakby były naładowane złością i coś usiłowały. Nie mam obowiązku traktować ich w inny sposób, np. przez wzgląd na to, że “krytykę trzeba przyjmować”.
Var zarzuca mi średnie oczytanie (co jest zresztą głupie, bo czy bycie nieoczytanym to zbrodnia?), jako argument podając Szekspira, który w tym przypadku ma się nijak do tematu. Pytam po co? Co chciała mi udowodnić? A może wykazała troskę i nie chciała, aby wyrosły mi skrzydła, bo otrzymałem pozytywną reakcję? No więc skrzydła mi nie wyrosły, można spać spokojnie.
Jednocześnie pragnę zauważyć, że nie jestem polonistą, nigdy nie byłem i nigdy nie będę. Pisanie interpretacji, czy też analizy podług jakiegoś ustalonego wzoru jest mi obce. Var uznała artykuł za źle skonstruowany, ponieważ, jak podejrzewam, miała okazję się nauczyć pisać poprawne teksty. Moim celem nie jest skonstruowanie takiego tekstu, ponieważ sam sobie ustalam własny algorytm działania. Dążę do uchwycenia jak największej ilości asocjacji, dzieląc się przy okazji tym, co jest w fandomie od lat wiadome (tu np. powiązanie z postacią Ziggiego), jak również tym, co sam odkryłem na przestrzeni lat (tu np. pantomima Bowiego). Poza tym interpretuję tekst przede wszystkim wraz z jego całościowym kontekstem, co w przypadku twórczości Marilyn Manson jest szalenie ważne. Nie będę rozdrabniał poezji na części składowe, bo nie to jest tu dla mnie celem. I chciałbym, Var, abyś wzięła to pod uwagę, gdy następnym razem znajdziesz się w chwili frustracji..
Też o tym słyszałem. Mimo wszystko, trudno się nie zgodzić, że w konsekwencji otrzymał antyutopię, a więc rzecz będącą przestrogą przed zmianą społecznych wartości na takie, które są swym własnym zaprzeczeniem. Zwróć uwagę, że przeciwstawia on tę antyutopię innej strukturze społecznej – takiej, która żyje naturalnie w “Rezerwacie” poza Nowym Światem, gdzie nie zaszła technologiczna przemiana, a co za tym idzie, ludzie nie stali się “mechanicznymi zwierzętami”, a w tym, co przeszłe, odnaleźli właśnie dar indywidualności, wolnego myślenia. Może i bezwiednie, ale Huxley waloryzuje tutaj oba społeczeństwa. Jego główny bohater, jedyny, którego nie zdołano sztucznie uwarunkować (przynajmniej jeśli chodzi o jego sposób myślenia) odnajduje w Rezerwacie to, czego brakuje mu w Nowym Wspaniałym Świecie. Nowy Świat, mimo, że jako projekt społeczny działa jak w zegarku, jest alternatywą przyszłości, która koniec końców ujęta jest w negatywnym naświetleniu.
Ten sam negatywny posmak odnajdujemy w antyutopijnym Roku 1984, który też jest sporą inspiracją na niektórych motywów Tryptyku (u Orwella różnica jest taka, że napisał on swoją książkę nauczony wojną i antyutopią reżimów, podczas gdy Huxley nawet nie spodziewał się tak szybkiego nadwątlenia cywilizacji). To samo mamy też we wspomnianym przeze mnie filmie THX 1138, który w pewnym sensie bazuje na Huxleyu.
może więc zamiast mówić tutaj o bezwiednej ręce huxleya
czy też bezwiednej woli huxleya, należy mówić o skutkach prawdy objawionej (obiektywnej), która i tak sama ustala percepcję np dzieła, w odrębności od (deklarowanych) intencji autora
“słowa Var są napisane tak, jakby były naładowane złością. Nie mam obowiązku traktować ich w inny sposób.”
świadomość przemocy jest tym samym co przemoc, jak się okazuje. chociaż moim zdaniem świadomość przemocy to możliwość przemocy, zamiast – przemoc (powtarzana po prostu, automatycznie, by pozostać w terminologii mechanical animals. przemoc tak automatyczna jak o w wyrazie Bóg)
“Var zarzuca mi średnie oczytanie (co jest zresztą głupie, bo czy bycie nieoczytanym to zbrodnia?)”
widocznie jest to osoba skrzywdzona przez profesorów, którzy też są skrzywdzeni (tak, jak wszyscy). oczywiście trudno wybaczyć tym profesorom/ludziom/prześladowcom, którzy wzbogacili/zranili percepcję Var, do tego stopnia, że analiza równa się dla tej osoby “praca z tekstem” (abstrahując od tego, że wszyscy dobrze wiemy, że znasz zarówno tekst omawianego kawałka, jak i jego kontekst). ale jednak można im po prostu wybaczyć, tak jak każdemu człowiekowi, który przejawia złość. można wybaczyć bo znamy budowe i strukturę złości. nazwa mojego nicka oddaje tą krzywdę, wiedzę w sposób metaforyczny, zarówno na płaszczyźnie plastyki jak i merytoryki. myślę, że ta wiedza (obiektywna) powinna zostać uświadomiona przez wszystkich, żeby można było z niej wyciągnąć wnioski.
wnioski z wiedzy obiektywnej są takie, że można współczuć komuś jego rany, którą handluje, jak również można kontynuować ten handel, by tak rzec – robiąc to pod szyldem faszyzmu pieniądza, jak to trafnie ująłeś w analizie innego kawałka.
właściwie można powiedzieć, że wiedza ta jest uświadamiana odkąd zaistniało pierwsze w pełni jawne świadectwo z ofiary i krzywdy dokonanej na innym człowieku. dlatego błędem jest mówienie o tym, że matka mesjasza poroniła, albowiem mesjasz faktycznie zaistniał, już był, czy też stał się (w przeciwieństwie do tego, co twierdzą np. Żydzi – ciągle czekają na mesjasza, który niejako odgórnie [żeby nie powiedzieć - przemocą] zmieni losy całych narodów, bo jezus “jedynie” potrafi zmienić siebie, działając ‘oddolnie’). ludzie jednak, zamiast zrobić jakiś użytek z wiedzy, którą zdecydowanie posiadamy – ciągle traktują własne rany jako walutę, jako broń. wydaje mi się, że ten stan rzeczy świetnie oddają cytaty z doppelherz “you can kill me, you can kill them, you can let everyone die. the only thing immortal in this world is money” “to be equal you must add or subtract..” itd
cóż, można potraktować to jako offtop, odejście od tematu, jednak wydaje mi się, że great big white world jest kawałkiem o relacjach międzyludzkich, a więc to odejście od tematu pozostaje w merytorycznych ramach analizy tego utworu – jest więc, by tak rzec w temacie.
jeśli chodzi o szekspira, to jego dzieła są świadectwem obiektywnym z dziejów ludzkości (a przynajmniej jego intencje takie są). jednak powoływanie się na osobę chronologicznie późniejszą uważam za równie merytoryczne, co powoływanie się na osobę chronologicznie wcześniejszą (choć przyjęło się, właśnie w kręgach akademickich, że powinno się powinno się powoływać na osobę która chronologicznie pomyślała [i wyartykułowała] daną myśl wcześniej, by oddać sprawiedliwość czyjemuś rzekomemu indywiduum). myślę, że brakiem oczytania można by w takim razie nazwać powoływanie się na szekspira, zamiast powoływanie się na jezusa (bo jezus artykułował chronologicznie wcześniej, nie wspominając o tym, że szekspir, by tak rzec – znał twórczość jezusa). także można powiedzieć, że przejawiali oni tą samą prawdę (która – na marginesie – znana jest całej ludzkości, od wielu lat – także huxleyowi)
co do samego huxleya, muszę się przyznać, że czytałem jego książkę, ale było to dawno
. także ufam ci na słowo, Bulls, że niewidzialna, czy też bezwiedna ręka huxleya wartościowała przeszłość jako tą lepszą (poza tym, że ta przeszłość zdaje się, że działa się w teraźniejszości, równolegle; ale średnio pamiętam, może się przeniósł w czasie or sth). a zatem – rozumiem, że obecność, czy też teraźniejszość należy unicestwić? albo przyszłość należy unicestwić;)? mi się wydaje, że przeszłość jest równie dobra (do działania), co teraźniejszość. teraźniejszości można wybaczyć, przeszłości zresztą też. domyślam się, że określenia “przeszłość”, “przyszłość” pojawiły się w twojej wypowiedzi przypadkiem, i w gruncie rzeczy chodzi ci o 2 różne porządki wartości, jednak warto uwypuklić to, że przyszłość też jest dobra, też może być dobra i że można uniknąć niszczenia komputerów, lampek na biurka itd, nowych form dystrybucji używek, żeby “wrócić” do dobrej “przeszłości’
Nie znam intencji Huxleya, musiałbym zagłębić się w jego wypowiedzi. Mogę bazować tylko na tym, co pamiętam z książki.
Główny bohater jest zafascynowany Rezerwatem nie ze względu na to, że jest echem przeszłości, ale ze względu na to, że jest wyrazem naturalności, która tkwi w jaskrawej sprzeczności ze znanym mu technologicznie rozwiniętym światem. Tutaj człowiek myśli na własną rękę. Ale, z tego, co pamiętam, płaci za to swoją cenę – jest nieszczęśliwy, dotyka go dyskomfort, starość, problemy psychiczne. W Nowym Świecie te problemy zostały usunięte, przede wszystkim przez jasny podział na kasty, warunkowanie do zaakceptowania zastanego stanu rzeczy, seksualną rozwiązłość, likwidację procesu starzenia się (ludzie umierają, ale przez lata nie tracą dobrego wyglądu) i dawkowanie somy, która utrzymuje człowieka-konsumenta w stanie szczęścia. Tak więc kwestie te nie są uchwycone płasko i ta negatywna utopia jest paradoksalnie wspaniałym projektem, ale za cenę tego, czego dzisiejszy człowiek nie jest prawdodpodobnie w stanie zaakceptować – utraty indywidualności i uczuć.
To całe pragnienie kontaktu z czymś pierwotnym, z Dzikusem było reakcją na szybki postęp technologiczny początku XX wieku. Później objawiło się to w formie poszukiwania duchowości, w formie New Age. Pozwaliło to też na zakwestionowanie pewnego porządku i zadanie sobie pytania do czego zmierza ludzkość i jak będzie wyglądało to, co w dyskursie futurystycznym nazywa się post-człowiek (“posthuman”).
Przeczytałem swój komentarz ze sto razy (tak poza tym – jestem facetem
) i nie znalazłem tam żadnych słów nacechowanych emocjonalnie.
Zabawne z was towarzystwo. Napisałem kilka zdań, które zajęły pięć linijek, a wy robicie z tego problem jakbym obraził wasze matki.
Swoje zdanie podtrzymuję. Interpretacja jest po prostu źle zrobiona. Nie wyrzucałbym informacji, których w niej zawarłeś, ale jak chcesz zinterpretować tekst nie poddając go rzetelnej analizie…
Osobo o nicku pretty as a scar- To co napisałaś o Jezusie jest mocno naciągane. Cytat “Brave New World” jest Szekspira i przybrał rangę motywu w literaturze i sztuce, bo wielokrotnie artyści się do niego odwoływali. Poza tym błagam – napisz książkę tak jak został napisany ten post. Jesteś bardziej niekoherentny/na niż Stern czy Joyce.
I do formy też trzeba się odwoływać. Uwielbiam teksty Mansona i czasami takie magiczne rzeczy robi z językiem, że uważam, iż powinien je wydać w jakimś tomie poezji. To zbrodnia omijać w interpretacji te wszystkie zabiegi.
Widać, że Bullsik jest w tym towarzystwie pewnym autorytetem, ale bez szaleństw ludzie- to że świetnie maluje nie znaczy, że świetnie pisze. Do tego jesteście fanami Mansona, więc, skracając tok rozumowania – cenicie otwartość umysłu. I gdzie ta otwartość?
Pozdrawiam
Trzeba było od razu napisać “wkurza mnie, że ludzie cenią cię za więcej niż jedną rzecz” i temat byłby krótszy.
Proszę, uzmysłów sobie, że te artykuły nie mają być pokazem mojego literackiego kunsztu. Mają ludziom pomoc cieszyć się twórczością Mansona. Mam już swoje miejsce, gdzie pokazuję się od kreatywnej strony, zarówno wizualnie jak i literacko, i jest to moja galeria z blogiem. Tutaj w większości przypadków zachowuję bezosobowość i unikam ocen, bo taką mam wizję tego Analizatorium.
I widzisz. Znowu to bierzesz do siebie. A w sumie nic takiego nie napisałem. A mnie nie wkurzasz ty, nie wkurzają inni z tego forum. Trudno mi nawet mówić o ambiwalencji. Tak samo jak trudno mówić o konstruktywnej wymianie zdań.
Podsumujmy. Sugerujesz, że:
- za sprawą wątpliwych umiejętności literackich źle konstruuję artykuł,
- przez to, że jestem średnio oczytany omijam ważne szekspirowskie wątki
- przejawiam brak odniesienia do tekstu i jego formy, a za bardzo skupiam się na intertekstualności, popełniając wręcz zbrodnię na poezji
Po czym dziwisz się, że biorę to do siebie.
Biorę do siebie, ponieważ uważam, że za Twoją opinią o moim pisaniu, kryje się coś więcej niż Twoja rzekoma neutralność. Uważam, że jest to kwestia postawy “myślę inaczej niż inni”, którą doprowadzasz do trochę absurdalnej postaci. Po przeczytaniu pierwszych komentarzy zdecydowałeś się na wytknięcie wszystkiego co uważasz za negatywne. Rozumiem, ja też mam przekorną naturę i pielęgnuję w sobie kwestionowanie rzeczy. Ale mam jednoczesny dystans psychologiczny do każdej z postaw, dzięki czemu nie wpadam w pułapkę skrajności.
A wywołany na ławę oskarżonych zawsze będę się bronił : )
Proponuję zakończyć ten offtop. Miło się rozmawia, ale ponieważ nie jest to forum, nie będę miał gdzie tego wydzielić.
Mimo wszystko chciałbym Cię jednak zachęcić do napisania i wstawienia tu interpretacji, która skupiła by się bardziej na rzeczywistości samej piosenki i podjęłaby ją z trochę innej strony. Rzucenie dodatkowego światła na utwór jest jak najbardziej wskazane.
O jaka ładna postawa – otwarta. Jak znajdę trochę czasu to poddam tekst analizie formalnej i Ci ją prześlę.
jeśli sądzisz, że istnieje brak spójności (w ogóle), to masz błędne informacje, z pewnością koherentne ze swoim życiorysem (z pewnością skądś się one wzięły). jeśli chodzi o świadectwa jezusa i świadectwa szekspira, to są one zbieżne. można tu pominąć nazwę osoby, która głosiła to świadectwo, i mówić po prostu o prawdzie obiektywnej, wiedzy obiektywnej, bez względu na chronologię czy miejsce jej artykułowania.
poza tym, jeśli już powołujesz się na koherencję, to – wypowiadając się nt mojego postu (rozumiem, że przeczytanego w całości) – dziwnym, żeby nie powiedzieć mało spójnym z twoimi deklaracjami, wydaje się twoje określenie “niekoherentny/na”, skoro już bawimy się w małostkowość
Może i się mylę, ale ignorowanie zasad gramatyki i interpunkcji na pewno nie wpływa pozytywnie na komunikatywność tekstu.
Nadal będę bronił Szekspira. Nie można pomijać tradycji literackiej. Manson, czy chce czy nie, jest jej spadkobiercą, więc nie możemy szafować sobie pojęciami zakorzenionymi w kulturze.
No i w sumie nie uważam, że zostałem skrzywdzony przez profesorów. Czytałem interpretacje wielu osób, nawet uznanych filologów, a jednak mogły być złe. Praca z tekstem jest ważna, bo każdy po pierwszym przeczytaniu ma już wstępnie gotową interpretacje. Czasem tak się jej trzyma, że nagina tekst (np. omijając pewne frazy) aby do niej pasował.
Mogę się wam wydawać wstrętnym Zoilem, ale proszę wyciągajmy argumenty merytoryczne, a nie imputujcie mi jakichś negatywnych emocji.
Dość pierdzenia.
Wracamy do tematu “Great Big White World”.
Żeby nie było że sam nic nie robię, by zrozumieć tekst napiszę coś w temacie GBWW.
Tekst jest nadprogramowo regularny. W pierwszej zwrotce i w refrenie da się nawet wyróżnić średniówkę. Jednak druga zwrotka trochę zmienia sytuację. Ma inną liczbę wersów niż pierwsza. Ze względu na wersyfikację można ja podzielić na dwie części regularną (pierwsze trzy wersy) i nieregularną (pozostałe trzy).
Możecie pomyśleć, że doszukuje się czegoś czego tam nie ma. Ale da się to poprzeć treścią. Miejscem sytuacji lirycznej pierwszej zwrotki jest kosmos, do którego w opozycji postawione jest piekło z początku drugiej zwrotki.
Znajoma dychotomia, prawda? Niebo – piekło. Jednak zamiast tego pierwszego widzimy chłodny (kostnica) obraz przestrzeni kosmicznej. Podmiot liryczny ujawnia swoje pragnienia przynależności(chce być astronautą). Można jednak przypuszczać, że zdaje sobie sprawę z niemożności przystosowanie. Motyw ćmy ginącej w płomieniach już dawno pojawiał się w literaturze. Piękny, ale smutny, obraz dążności do pragnień, które ostatecznie stają się zgubą. Ostatni wers można zrozumieć jako dalszą część “marzeń” podmiotu. Czyli – brak czy koniec świata, z którym nie musiałby się już dłużej borykać.
Druga zwrotka, jak już wcześniej wspomniałem, traktuje o piekle, które różni się od ogólnie przyjętych wizji tego miejsca. Zamiast płomieni i gorącej smoły znów mamy chłód. Zimno i zniszczenie.
Ostanie trzy wersy są w pewien sposób odszczepione (jak choćby wersyfikacją). Zmiana sytuacji lirycznej. Maria poroniła. A podmiot liryczny jest inny, bo identyfikuje się ze społecznością (WE zamiast I). Mimo tej identyfikacji wypowiada się dosyć jednoznacznie. Modlą się jak robaki (mało wzniosłe istoty), a świat jest miejscem złym i brzydkim.
Co jest nie tak z tym światem? O tym mówi refren. Podmiot liryczny odżegnuje się od niego – świata, w którym nic dobrego się nie dzieje. W tytule słowem kluczowym jest biel (wiem
, mało zaskakujące). Ludzie są bezbarwni (wszyscy tacy sami). Stare zasady odeszły w niepamięć – przypuszczalnie mamy tu do czynienia z odwołaniem do chrześcijańskiego przykazania miłości (love one another).
Mam problemy ze zrozumieniem “my prescription’s low” brzmi to niebezpiecznie podobnie do prescription law- międzynarodowego prawa dotyczącego ziemi. Skąd, Bullsik, wzięło się twoje tłumaczenie?
PS. W tłumaczeniu napisałeś kosmonauta, a kosmonauci są z Rosji, a Manson is from Amerika – tam mają astronautów
. (żarcik)
prescription – lekarstwo na receptę;
my prescription’s low – mój lek się kończy;
gramatyka i interpunkcja ułatwia komunikację. jeśli chodzi o stosowanie dużych liter to na ogół używam ich wtedy, gdy chcę coś podkreślić, a zatem, żeby usprawnić komunikację. // jeśli chodzi o pojęcie “nowy wspaniały świat”, to rozumiem że żartujesz z tym, że znaczenie tego pojęcia zaistniało dopiero w czasach szekspirowskich i że jedynie szekspir zwrócił na to uwagę. // krzywda doznana przez profesorów i innych ludzi przejawia się w tym, że potrafisz percypować dany tekst przez pryzmat krzywdy, jaką Ci zaserwowano. jeśli zadano by ci dobrą “krzywdę”, wtedy mógłbyś spojrzeć na ten tekst obiektywnie. z twojej “interpretacji” wynika mało co, jest to jak dla mnie pokaz siły formalizmu; jakieś zestawienia, jak również demaskacja zestawień mansonowych.
jakie jest obiektywne znaczenie tego tekstu?
co z tego, że w piekle zamiast płomieni jest zimno? to tylko inna metafora tego samego piekła, a więc cierpienia, żeby nie powiedzieć: krzywdy
Powiedziałem, że napisze analizę formalną i tak zrobiłem. Interpretacji tam brak. Od początku pisałem, że nie uważam by interpretacja Bullsika była zła. Napisałem, że jest źle zrobiona (spójrzcie na mój pierwszy post). To co zrobiłem jest szkicem, który można wypełnić interpretacją.
“Brave New World”- Manson odwoływał się do Huxleya, Huxley do Szekspira, Szekspir poddał syntezie tą myśl. To nie jest cytat Jezusa, ani nikogo z Biblii. Szekspir mógł myśleć o Jezusie pisząc ten cytat, ale to tylko przypuszczenia i wszyscy następcy zastanawiają się co Szekspir miał na myśli i interpretują te słowa, ale żeby zrozumieć u Mansona te słowa trzeba prześledzić tą ścieżkę. Tyle. Idź poczytać.
Jeśli obraz piekła różni się od tego kulturowo wykształconego to chyba coś musi znaczyć, prawda? Jeśli Niebo to kosmos to pewnie piekłem będzie Ziemia…
co mam poczytać?
zarówno niebo jak i piekło jest do zrealizowania na ziemi
jeśli kieruje się pragnienie na to co doczesne, to zarówno gwiazdy wciąż będą świecić w oddali, i będą tak naprawdę kostnicą, czy też płomieniem w którym można się zjarać.
jeśli pożąda się tego, co wskazuje nam kultura, to później można dostrzec tylko własne blizny, szwy, zniszczenie, oczywiście poza gwiazdami które wciąż świecą w oddali – i ku którym można konsekwentnie, czyli autodestrukcyjnie dążyć.
kierowanie swojego pragnienia na wzory kulturowe (gwiazdy), zamiast na Boga, prowadzi do tego, że pragnienie nie może być zaspokojone, jeśli staje się zaspokojone, to skupiamy naszą uwagę na czymś nowym (czymś trudniejszym do zaspokojenia), a to, co udało się posiąść porzucamy, stąd te opisy zniszczeń.
taka sytuacja faktycznie może być określona i rozpatrywana jako brak Boga, na którego wskazał jezus, co metaforycznie może być ujęte jako poronienie matki boskiej.
manson jednak zauważa, że (mimo, że rzeczywistość wygląda jakby występował brak Boga), to i tak się modlimy (czyli: pragniemy ciągle tych “gwiazd”). a więc manson podważa tu zasadność, czy też adekwatność a-teizmu. mając taką wiedzę, możemy pokierować swoje pragnienie na co innego niż doczesne “gwiazdy”. możemy, tak jak wpadł na to jezus, skierować je na swoje wyobrażenie Stwórcy, na którego obraz i podobieństwo można być (a które to wyobrażenie, jest różne od tego, co powoduje i stanowi istotę pożądania za wzorcami kulturowymi).
dla mnie ten tekst jest o życiu, a więc opowiada on o dwóch różnych możliwościach ukierunkowania swojego porywu, czy też pragnienia, które jest atrybutem każdego człowieka. można powiedzieć, że jest o życiu w kulturze konsumpcyjnej (mimo, że określenie to kojarzy się z czasami obecnymi, to dotyczy to również w taki sam sposób -życia, które odbywało się kilka tysięcy lat wstecz, a więc dotyczy to wszystkich ludzi). dwie różne możliwości skierowania swojego porywu, to to samo co – stworzenie na ziemi piekła lub nieba. jak wiadomo pragnienie, w odróżnieniu od potrzeby, jest skazane na brak powodzenia, dlatego też te gwiazdy z początku utworu, ciągle będą gdzieś tam świecić (najlepiej, jeśli jak najdalej, wtedy ten poryw będzie nami szarpać przez całe życie, aż do kostnicy – od nas zależy: czy krócej, czy dłużej, a przypomnę, że największym wyzwaniem dla pragnienia jest śmierć, ‘brak pragnień’, jest to najbardziej błyszcząca gwiazda, można powiedzieć, żeby pozostać w ’stylistyce’ great big white world – najbardziej odległa, a przez to najbardziej błyszcząca, pociągająca). dlatego też lepiej skierować swoje pragnienie, na coś, co z jednej strony jest poza dostępem (czyli jakby jest Stworzone Dla ukierunkowania nań pragnienia, które w swej Istocie jest poza możliwością zaspokojenia), ale z drugiej – pragnienie skierowane na to, przynosi pozytywne skutki. kierując pragnienie na Stwórcę, jesteśmy na jego obraz i podobieństwo. sami jesteśmy Stwórcami, którzy robią, to, co czują, wspominając jedynie zbłądzenie ze ścieżki w postaci zawiści, zazdrości, pożądania, pogardy i wszystkiego tego, co jest skutkiem pragnienia zgodnie z kulturą, czy z innymi ludźmi.
-to jest dla mnie obiektywna interpretacja tekstu. przesłanie, które dotyczy każdego człowieka, każdego odbiorcę tego tekstu. uważam, że ten tekst mansona jest poza tym, że niezwykle trafny (jeśli chodzi o prawdziwy/obiektywny opis i demaskację rzeczywistości) – co dotyczy bardzo wielu jego tekstów, to jeszcze poza tym, że opisuje to co jest źle, to mówi, jak sobie wyobraża sytuację dobra. a więc nie zostawia nas jak to zwykle czyni – z “płonącymi nagraniami” (most i can learn is records that you burn), które wytyka, ale na które jednocześnie kieruje naszą uwagę (a uwaga u człowieka jest taka, że człowiek się uczy “the commercials should be faster”), ale wskazuje na to co (dla niego) jest dobre. a tak to już jest, że żeby przekazać komuś swoje intencje, nie wystarczy coś komuś wytknąć, ale też wskazać na to, co w gruncie rzeczy się afirmuje. wytykając coś komuś, zarówno odbiorca percypuje to wytknięcie jako treść komunikatu osoby wytykającej, jak również sama osoba wytykająca skupia się na tym, co wolałaby w gruncie rzeczy odrzucić. manson, choć przenikliwy (również w stosunku do tego prawa – jak wspomniany wyżej cytat z get your gunn), jest jednak w sporej części swojej twórczości ślepy, jeśli o to chodzi.
Ciekawa interpretacja. Szczerze- podoba mi się. Ale nie istnieje coś takiego jak obiektywna interpretacja. Chyba że chodzi Ci o spektrum – przyłożenie do rzeczywistości. Ale każda interpretacja jest subiektywna, bo każdy inaczej przyjmuje rzeczywistość i filtruje ją przez samego siebie. To wydaje mi się jakimś truizmem.
treści/ filtry mają subiektywne zabarwienie, oparte na własnym doświadczeniu. obiektywizm polega tu na tym, że to doświadczenie ma u każdej osoby taką samą strukturę.
jeśli chodzi o “tak bardzo potłuczone wazony”, i inne bodźce związane z rzeczywistością (róże), to kojarzy mi się to z wierszem Świetlickiego “Na pamięć”, pozwolę sobie go przytoczyć:
“Listopad 81, prawie sześć lat temu,
kukiełkowy teatrzyk. Mam zieloną kurtkę.
W hallu szpitala biskup i ludzie biskupa.
Który to biskup? Wszyscy są niezwykle
biskupi. Wchodzi czy wychodzi? Nie wiem.
Stoję przy drzwiach i czekam. Wychodzi. O, wyszedł.
Pobłogosławił szpital. Za miesiąc zwierzęta
wrzucą tu świece dymne. Na którymś (nie mogę
sobie przypomnieć) z pięter jest dziewczyna, którą
ja wtedy kocham (listopad 81)
i tak dalej. Wybieram schody, rezygnuję z windy.
Na zewnątrz pada pierwszy mokry śnieg.
Zbyt często się wspinałem po tych schodach, idę
na pamięć, bez kontroli, teraz wiem, że gdybym
przyjrzał się temu wszystkiemu – to zobaczyłbym,
że schody rosły, wykrzywiały się. Narastał ocean.
Cichy i groźny pomruk. Wiry. Katastrofy.
Szedłem po schodach bez pomocy poręczy.
Pewnie, nie potykając nawet się.”
Marcin Świetlicki, Zimne kraje 2, Kraków 1995, s. 48.
Bullsik mówi:
“Ale! stawiam sobie za cel przeprowadzić w przyszłości analizy piosenek oraz zebrać inne rzeczy związane z erą MA, tak, aby powstało coś w rodzaju przewodnika po płycie.”
Voltrex pyta:
Plany nadal aktualne?
Powiem tak, że moje postrzeganie MA od wielu lat się nie zmienia i przydało by się aby ktoś wreszcie zdmuchnął kurz.
Tak, aktualne – ale nie wiem kiedy. Poza tym od dwóch lat noszę się z pewnym pomysłem związanym z MA, który chciałem zrealizować w 2013 roku. Nie mówię na razie co, bo nie chciałbym niczego obiecywać, ani Wam, ani sobie, bo niestety plany najczęściej pozostają tylko planami.
Proza życia rzadko pozwala mi na to, abym siadł, zastanowił się, zebrał materiały i pisał. Zresztą wszyscy zauważyli, że przez ostatni rok strona trochę straciła animusz
Chcemy to zmienić, ale jak się okazuje same chęci to jeszcze nie wszystko. Bądźmy dobrej myśli!
Z innej beczki – nikomu niepotrzebna ciekawostka związana z tematem:
Great Big White World trwa 5:01. Idealne rozpoczęcie albumu, dla którego motywem przewodnim jest liczba 15. I uwierzcie, w świecie Mansona takie rzeczy są często robione specjalnie i wielce prawdopodobne, że MM zażyczył sobie jedną sekundę więcej, aby w ten sposób mieć poczucie, że rzeczy są na swoim miejscu.